Wpisane 12:58, 10 luty 2009 przez Nina

     Z miesiąca na miesiąc polski rynek pracy staje się coraz bardziej chwiejny. Jeszcze niedawno jedynymi odczuwalnymi dla pracowników symptomami nadchodzącego kryzysu finansowego były trudności z uzyskaniem podwyżki. Teraz osoby, które narzekały na niskie wynagrodzenie lub brak premii zaczynają czuć coraz większą obawę przed utratą pracy.
     Najbardziej zagrożone bezrobociem są osoby zatrudnione w sektorze produkcyjnym, a także w budownictwie i usługach. Z poważnymi problemami finansowymi borykają się głównie firmy eksportujące swoje towary do krajów Unii Europejskiej. W ostatnim czasie do grona bankrutów dołączyły także wielkie przedsiębiorstwa, wśród których przeważają spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Swoje zakłady zamykają tacy giganci, jak International Automotive Components Group (fabryka w Teresinie), Remy Automotive Poland (zakład produkcyjny w Świdnicy) czy RR Donnelley (fabryka w Kielcach).
     Firmy z branży motoryzacyjnej już od kilku miesięcy muszą zmagać się z mniejszą ilością zleceń i, co za tym idzie, dużymi stratami finansowymi. Przykładem tego jest choćby japoński producent samochodów Nissan, który zdecydował się na znaczną redukcję liczby pracowników w fabrykach na całym świecie. Od kwietnia 2009 roku Nissan zamierza zlikwidować około 20 000 miejsc pracy, a także wprowadzić w fabrykach dni przestoju.
     Kryzys gospodarczy oraz związany z nim krach na rynku nieruchomości sprawiły, że nastały ciężkie czasy dla deweloperów, ale również dla firm zajmujących się wystrojem wnętrz. Słabnący popyt na materiały budowlane oraz artykuły ozdobne wpłynął na złą kondycję finansową tychże przedsiębiorstw. Efektem tego jest niekiedy likwidacja zakładów produkcyjnych, częściej jednak dochodzi do drastycznego zmniejszenia liczby etatów. Przykładem tego jest fala zwolnień w dużej firmie z branży meblarskiej – Nowy Styl. Przedsiębiorstwo zamierza zredukować etaty i zwolnić prawie 700 osób, co stanowi jedną piątą wszystkich pracowników.
     W złej kondycji finansowej jest także PLL LOT, którego przedstawiciele rozpoczęli już rozmowy z członkami związków zawodowych na temat zwolnień grupowych. Nie wiadomo jeszcze ile osób dostanie wypowiedzenia, pewnym jest jednak, że redukcja etapów obejmie ok. 40 rodzajów stanowisk – od najwyższego do najniższego szczebla. Przypomnijmy, że już w zeszłym roku firma PLL LOT zwolniła ok. 50 osób – byli to piloci i stewardessy. Problemy związane z kryzysem finansowym nie ominęły także założonej w 1965 roku Toruńskiej Przędzalni Czesankowej „Merinotex”. Zatrudniająca 350 osób firma właśnie złożyła wniosek o ogłoszenie upadłości.
     Niektóre przedsiębiorstwa próbują uniknąć zwalniania pracowników i decydują się na chwilowe wstrzymanie produkcji, by zredukować straty finansowe wynikające z braku zamówień. Taką taktykę obrała Fabryka Broni „Łucznik”, której zarząd postanowił wysłać pracowników na dwutygodniowy urlop. Podobnie postąpił również największy producent sprzętu AGD w Polsce – Zelmer, który wstrzymał produkcję od 9 do 13 lutego.
     Zarówno przedsiębiorstwa takie jak Łucznik i Zelmer, jak i wiele innych firm coraz bardziej świadomie podchodzą do kwestii zatrudnienia pracowników. Pomimo trudnej sytuacji finansowej starają się one utrzymać pracowników, a nawet zdobywać fundusze na ich szkolenia. Dzięki temu obydwa przedsiębiorstwa nie będą zmuszone do przeprowadzania kosztownych rekrutacji po zażegnaniu kryzysu finansowego.

Wpisane 21:31, 7 luty 2009 przez Nina

     O mobbingu zaczęło być głośno na gruncie polskim dopiero kilka lat temu, pomimo tego, że zjawisko to już dawno zostało odkryte i rozpoznane w Europie Zachodniej oraz Stanach Zjednoczonych. Większości osób słowo mobbing kojarzy się z upokarzaniem pracowników przez pracodawcę oraz stosowaniem psychicznej, bądź fizycznej przemocy wobec podwładnych w miejscu pracy. Nie zawsze nasze wyobrażenia o danym zjawisku są jednak całkowicie zgodne z prawdą. Taka sytuacja ma miejsce również w przypadku mobbingu. Kiedy więc możemy mówić o jego istnieniu?
     Do przejawów mobbingu zaliczamy wszystkie działania mające na celu szykanowanie, poniżanie i izolowanie pracownika, bądź czynności stanowiące próbę jego wyeliminowania z zespołu. Mobbing może być uprawiany nie tylko przez pracodawcę, ale również przez kierownika działu lub współpracowników, jednak winą zawsze obciążony zostaje pracodawca. To w jego gestii leży bowiem dbanie o dobrą atmosferę w firmie i zwalczanie jakichkolwiek przejawów szykanowania podwładnych.
     O zaistnieniu mobbingu można mówić wtedy, gdy negatywne działania przeciwko pracownikowi (lub pracownikom) podejmowane są od dłuższego czasu. Nie można więc nazwać przejawem mobbingu zwolnienia z pracy, bądź zmniejszenia premii uznaniowej. Według książkowych przykładów mobbing pojawia się wtedy, gdy szykanowanie pracowników trwa co najmniej od sześciu miesięcy i powtarza się w miarę regularnie – minimum raz w tygodniu. Pamiętajmy jednak o tym, że podane wyżej terminy mają charakter umowny. Jeśli bowiem dochodzi do rozprawy, w której pracodawca zostaje oskarżony o stosowanie mobbingu, to sytuacja poszkodowanego jest za każdym razem rozpatrywana indywidualnie.
     Wprawdzie szykanowanie i ośmieszanie pracujących ludzi może mieć miejsce w każdym zakładzie pracy, jednak nie zawsze tego typu działania będzie można określić mianem mobbingu. Opisywane przez nas zjawisko dotyczy bowiem wyłącznie pracowników wykonujących obowiązki służbowe w ramach umowy o pracę, mianowania, powołania lub wyboru oraz spółdzielczej umowy o pracę. Osoby zatrudnione na podstawie zlecenia, umowy o dzieło lub umowy agencyjnej nie kwalifikują się do tzw. grupy pracowników (vide artykuł 2 Kodeksu Pracy), co oznacza, że zgodnie z polskim kodeksem pracy nie może stać się ofiarami mobbingu.
     Mobbingiem nie można nazwać wydawania poleceń, których zadaniem jest usprawnienie pracy w firmie. Szykanowaniem pracownika jest już jednak uporczywe zwracanie uwagi, które obniża samoocenę podwładnego oraz prowadzi do jego ośmieszenia, bądź upokorzenia (i występuje w dłuższym przeciągu czasowym). Niektórzy pracownicy uważają, że kontrolowanie przebiegu oraz efektów ich pracy to przejawy mobbingu. Są oni w błędzie, gdyż samo dokonywanie kontroli nie nosi znamion tegoż zjawiska, co innego jednak, gdy kontrola będzie jedynie punktem wyjścia do psychicznego znęcania się nad pracownikiem.
     Czy masz jakieś doświadczenia związane z mobbingiem, o których chciałbyś opowiedzieć? Jeśli tak, to czekamy na Twój komentarz.

Wpisane 17:29, 5 luty 2009 przez Nina

    Praca na czarno jest wygodna i opłacalna dla pracodawców, którzy nie muszą pokrywać żadnych kosztów związanych z zatrudnieniem (jak podatki i składki) oprócz wypłacania wartości wynagrodzenia pracownika. Niekiedy również pracownicy są zadowoleni z takiej formy zatrudnienia, gdyż otrzymują pensję wyższą, niż w przypadku świadczenia pracy w ramach obciążonej licznymi składkami umowy o pracę. Większość zatrudnionych osób narzeka jednak na niestabilność zatrudnienia oraz brak bezpłatnego dostępu do publicznej służby zdrowia. Wiele osób skarży się także na to, że pracodawca nie odprowadza składki emerytalnej, a przepracowane w ten sposób lata nie liczą się do stażu pracy. Pracownicy, którzy nie są związani z pracodawcą żadną umową mogą przeżyć rozczarowanie, gdy poproszą o urlop lub zachorują, ponieważ tylko od dobrej woli szefa zależy, czy pracujący na czarno dostanie jakikolwiek dzień wolny, czy też zostanie odesłany z kwitkiem.  Najczęściej nielegalnymi pracownikami zostają imigranci, którzy ze względu na nieznajomość języka panującego w danym kraju mają mniejsze szanse na zdobycie zatrudnienia gwarantowanego umową.
     Jak widać osoby pracujące na czarno są pozbawione bardzo wielu profitów, przysługujących legalnie zatrudnionym pracownikom. Nic więc dziwnego, że bardzo często starają się one doprowadzić do podpisania umowy. Zazwyczaj nie przynosi to jednak pożądanych rezultatów, gdyż pracodawcy wolą z oszczędności zwolnić niewygodnego pracownika, niż opłacić jego składki i zaległy podatek.
     Wszystko wskazuje jednak na to, że za sprawą postanowień Parlamentu Europejskiego ta niekorzystna sytuacja ulegnie zmianie. 4 lutego 2009 roku Parlament Europejski zaakceptował propozycję dyrektywy unijnej, która przewiduje wprowadzenie poważnych sankcji za oferowanie pracy na czarno osobom spoza Unii Europejskiej. Nowe przepisy mają dotyczyć właścicieli firm i osób indywidualnych, które zatrudniają nielegalnie między innymi pomoce domowe oraz opiekunki do dzieci, a w przyszłości również podwykonawców. Wszyscy pracodawcy, którzy zostaną przyłapani na nielegalnym zatrudnianiu pracowników, będą musieli opłacić koszty powrotu do kraju imigrantów przebywających na terenie Unii Europejskiej, a ponadto zostaną zobowiązani do zwrotu niezapłaconych podatków oraz składek emerytalnych i zdrowotnych. W wyjątkowych przypadkach firmy zatrudniające na czarno imigrantów zostaną pozbawione wpływów z dotacji państwowych i unijnych, a także utracą możliwość wzięcia udziału w przetargach publicznych nawet przez okres pięciu lat. Dla nieuczciwych pracodawców przewidziano również kary finansowe, a także karę pozbawienia wolności (dotyczy ona jednak tylko szczególnych sytuacji, takich jak: zatrudnianie ofiar handlu ludźmi, wielokrotne łamanie prawa itp.).
     Projekt dyrektywy unijnej został już zaakceptowany przez rządy państw Unii Europejskiej i wszystko wskazuje na to, że niebawem wejdzie w życie. Dzięki temu poprawi się sytuacja Polaków pracujących na emigracji, jednak w niewielkim stopniu zmienią się warunki na polskim rynku pracy. Wciąż brakuje bowiem skutecznych metod zwalczania pracy na czarno wśród rodzimych pracodawców, którzy masowo wykorzystują głównie pracowników niższego szczebla – ochroniarzy, sprzątaczki, członków ekip budowlanych itp.

     Jeszcze niedawno obowiązkiem każdego pracodawcy było poinformowanie urzędu pracy o zatrudnieniu osoby zarejestrowanej jako bezrobotna. Pracodawca musiał złożyć stosowny dokument w ciągu pięciu dni nawet wtedy, gdy bezrobotny nie otrzymał zatrudnienia, lecz powierzono mu wykonanie innej pracy zarobkowej. Również na przyszłym pracowniku spoczywał obowiązek wydania pisemnego oświadczenia, w którym zawarta była informacja o pozostawaniu w rejestrze bezrobotnych, bądź nieposiadaniu statusu osoby bezrobotnej.
     Wszystkich pracodawców i pracowników z pewnością ucieszy wiadomość o zniesieniu kłopotliwej powinności związanej z wypełnianiem oświadczeń, składanych później w powiatowym urzędzie pracy. Od 1 lutego 2009 roku obowiązek ten został uchylony dzięki wejściu w życie ustawy z dnia 19 grudnia 2008 r.  o zmianie ustawy o promocji zatrudnienia… Nie uległy jednak zmianie przepisy dotyczące sposobu prowadzenia akt osobowych i dokumentacji w sprawach związanych ze stosunkiem pracy. Oznacza to, że w kwestionariuszu osobowym, który wypełniają kandydaci do pracy wciąż pojawiać się będzie pytanie o pozostawanie w rejestrze bezrobotnych.
     To nie jedyne zmiany, które miały miejsce w ostatnim czasie w prawie pracy, pewne modyfikacje nastąpiły również w zakresie zgłaszania ofert pracy w powiatowym urzędzie pracy. Zgodnie z nowymi przepisami pracodawca może zgłosić ofertę pracy do jednego, wybranego przez siebie urzędu. Nie musi on jednak wyrażać zgody na podawanie do wiadomości publicznej danych, za pomocą których możliwe by było dokonanie identyfikacji firmy przez osoby, które nie zarejestrowały się w urzędzie pracy.
     Przyjmowane będą tylko takie oferty pracy, które spełniają określone warunki. Urząd pracy może odmówić rozpowszechnienia ogłoszenia, którego treść narusza zasadę równego traktowania pracowników lub dyskryminuje kandydatów do pracy. Oferta nie może wiązać się z dyskryminacją żadnego rodzaju, a szczególnie ze względu na wiek, płeć, pochodzenie etniczne, orientację seksualną, narodowość lub wyznanie. Niedopuszczalne jest również zamieszczanie w ofercie pracy treści sugerujących niechęć do kandydatów niepełnosprawnych oraz osób będących członkami związków lub posiadających kontrowersyjne przekonania polityczne.
     Powiatowy urząd pracy nie przyjmie także ogłoszenia pracodawcy, który został skazany prawomocnym wyrokiem za naruszenie praw pracowniczych w okresie do 365 dni przed zgłoszeniem oferty lub jest objęty postępowaniem wyjaśniającym w tejże sprawie.
     Wygląda na to, że zmiany, które weszły w życie od 1 lutego 2009 roku, choć nie są znaczące, to jednak w jakimś stopniu ułatwią prowadzenie spraw papierkowych. Zwolnienie z obowiązku zgłoszenia faktu zatrudnienia osoby bezrobotnej sprawi, że pracodawca nie straci czasu na pozyskanie i dostarczenie dokumentów do urzędu pracy, a w przypadku kandydata zmniejszy się i tak spora ilość dokumentów do podpisania. Trudno jednak zrozumieć dlaczego informacja o statusie bezrobotnego, bądź jego braku ma wciąż widnieć na arkuszach kwestionariuszy osobowych. Miejmy nadzieję, że przy okazji kolejnej nowelizacji prawa pracy (która zapewne niedługo nastąpi) zapis ten zostanie usunięty.

Wpisane 22:38, 1 luty 2009 przez Nina

     Liczba osób poszukujących pracy rośnie z miesiąca na miesiąc i zaczyna wywoływać coraz większy niepokój wśród analityków oraz pracowników obawiających się utratę posady. Ofert pracy jest teraz mniej niż jeszcze kilkanaście tygodni temu, a pracodawcy, którzy oferują zatrudnienie nie są już skorzy do negocjacji płacowych. Choć sytuacja pracowników jest zdecydowanie gorsza, niż w ostatnim czasie, to jednak najwięcej powodów do zmartwień mają wciąż bezrobotni.  Wszystko wskazuje jednak na to, że już niebawem wielu z nich będzie mogło skorzystać z oferty szkoleń, dzięki którym osoby poszukujące pracy otrzymają stypendia i staną się bardziej atrakcyjne dla potencjalnych pracodawców.
     Bezrobotni, którzy wezmą udział w szkoleniach zawodowych otrzymają stypendia wynoszące nawet 120% wartości zasiłku. Ich kwota będzie zależała od czasu poświęcanego nauce – na najwyższe dopłaty będą mogły liczyć osoby, które spędzą na szkoleniu co najmniej 150 godzin miesięcznie. Bezrobotny będzie mógł także uczestniczyć w wyborze kursu, który zostanie opłacony ze środków Funduszu Pracy. Tego typu szkolenia trwają zwykle nie dłużej niż 6 miesięcy, jednak w niektórych sytuacjach istnieje możliwość ich przedłużenia.
     Nowelizacja ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, która właśnie dzisiaj weszła w życie, zakłada bardziej surowe traktowanie osób, którym nie zależy na znalezieniu pracy, tylko na pobieraniu zasiłku. Zgodnie z nowymi przepisami każdemu bezrobotnemu, który w ciągu sześciu miesięcy nie podjął pracy zostanie przedstawiony specjalny program pomagający w zdobyciu zatrudnienia. Jeśli jednak osoba zarejestrowana w urzędzie pracy odmówi uczestnictwa w szkoleniach lub przygotowaniu zawodowym, to tym samym zostanie wykreślona z list bezrobotnych i przestanie otrzymywać zasiłek.
     Łatwiejszy stanie się także dostęp do ofert pracy, gdyż nowelizacja przewiduje utworzenie lokalnych punktów informacyjno-konsultacyjnych. Bezrobotni mogliby się w nich rejestrować oraz otrzymywać wiadomości na temat form pomocy udzielanej przez urzędy pracy. Z powiatowych urzędów pracy zostaną wyodrębnione centra aktywizacji zawodowej. Będzie w nich można skorzystać z fachowych porad doradców zawodowych, a także wziąć udział w szkoleniach. Nowe przepisy zakładają zwiększenie liczby doradców po to, aby współpraca z bezrobotnymi była bardziej skuteczna.
     Na wprowadzeniu w życie nowelizacji ustawy zyskają nie tylko osoby poszukujące pracy, lecz również pracodawcy, których podwładni przekroczyli już pięćdziesiąty rok życia. Zostaną oni okresowo zwolnieni z opłacania składek na Fundusz Pracy oraz Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. W jeszcze lepszej sytuacji znajdą się pracodawcy, których pracownice przekroczyły 55 rok życia, a zatrudniani mężczyźni mają więcej niż sześćdziesiąt lat – będą oni bowiem całkowicie zwolnieni z obowiązku składkowego. 
     Czy nowelizacja ustawy przyczyni się do zmniejszenia skali bezrobocia w Polsce? I czy zwiększenie liczby doradców zawodowych jest konieczne? Wyraź swoją opinię w komentarzu!