Nie da się ukryć, że dobra atmosfera w pracy jest niezwykle ważna. W końcu przyjazne nastawienie do siebie pracowników ułatwia im wzajemne kontakty i komunikację. O wiele lepiej przecież pracować z ludźmi, z którymi można chociaż przez chwilę porozmawiać, niż z takimi, gdzie osiem wymaganych godzin pracy spędza się w zupełnej ciszy.
Kilka słów
Wymiana nawet kilku zdań nie powinna stanowić dla nikogo szczególnie dużego problemu. Chyba to o wiele lepsze niż kompletne milczenie i ignorowanie się. Przecież uprzejmość nic nie kosztuje, a patrzenie na siebie wilkiem pracy nie ułatwia.
Chłodne relacje
Nikt nie nakazuje nam zawierania ze współpracownikami przyjaźni na śmierć i życie. Im bardziej jednak będziemy do siebie negatywnie nastawieni, tym gorzej odbije się to na naszej współpracy.
Każdy z nas chciałby zarabiać jak najwięcej i właściwie nic w tym dziwnego. Pracujemy, zatem chcemy za wykonana pracę odpowiednie wynagrodzenie. Problem pojawia się najczęściej wtedy, gdy płaca, jakiej żądamy, jest zupełnie nieadekwatna do tego zadań, które wykonujemy i sposobu, w jaki je realizujemy.
Za wysokie wymagania
Zdarza się tak, że pracownik prezentuje postawę niezwykle roszczeniową. Jemu się należy i koniec. Nie zwraca przy tym uwagi na to, czy rzeczywiście zasługuję na taką wysokość pensji, jakiej się domaga. Przepisy dotyczące prawa pracy wyraźnie statuują, iż płaca powinna być adekwatna do kwalifikacji, umiejętności, doświadczenia, wykonywanych zadań. Trudno zatem żądać niezwykle wysokich i wygórowanych kwot w sytuacji, gdy tak naprawdę zbyt wiele nam się nie należy.
Podejście do pracy
Oprócz wykształcenia, kwalifikacji i kompetencji istotne jest też samo podejście do pracy. Bo w zasadzie dlaczego ktoś, kto pracuje tylko po to, by pracować i nie wykazuje żadnego zaangażowania w to, co robi, ma dostawać wynagrodzenie takiej samej wysokości albo nawet wyższe od osoby w pracę zaangażowanej?
Pracy szukamy różnymi sposobami. Im bardziej jej potrzebujemy, tym nasze poszukiwania są intensywniejsze i zmierzają do coraz dziwniejszych miejsc. Obecnie jednak raczej nie stoimy w kolejce przed „pośredniakiem”, tylko siadamy przed komputerem i szukamy pracy w „sieci”.
Nie zawsze bezpiecznie
Powszechnie wiadomo, że Internet nie jest miejscem bezpiecznym. Skoro możemy mieć problem ze zrealizowaniem zakupów drogą internetową, to równie łatwo możemy zostać oszukani przez potencjalnego pracodawcę. Na większości serwisów ogłoszenia nie są w szczególny sposób weryfikowane, stąd łatwo wrzucić informację o pracy, której nie ma. Uważać też trzeba na oferty zatrudnienia za granicą.
Sprawdzać
Najlepiej każdą ofertę pracy sprawdzać i weryfikować, chociażby telefonując do jej autora. Jeśli natomiast nie możemy go zidentyfikować, najlepiej w ogóle zrezygnować z ubiegania się o taką „posadę”.
Ostatnio sporo uwagi zwraca się na błędy i niedopuszczalne gafy w CV. Okazuje się jednak, że błędy i to całkiem spore, znaleźć można też w listach motywacyjnych.
Tego unikać
Podstawowy błąd związany z listem motywacyjnym to… niedostarczenie go. Zdarza się wielu takich kandydatów, którzy, mimo że widzą wśród wymaganych dokumentów rekrutacyjnych list motywacyjny, nie dołączają go. Dlaczego? Trudno stwierdzić. Jedynie później są zdziwieni, że potencjalny pracodawca nie oddzwonił. A po co miał oddzwaniać, skoro już na wstępie mógł się przekonać, że potencjalny podwładny nie potrafi wykonać prostego polecenia?
To samo
Kolejny powszechny błąd, to powielanie w liście motywacyjnym informacji zawartych w CV. Rekruter już je zna. Jeżeli zajrzał do listu motywacyjnego, to zrobił to dlatego, że zainteresowała go treść CV. List motywacyjny nie ma być zatem kopią życiorysu, a, jak sama nazwa wskazuje, umotywowaniem tego, dlaczego ktoś ma nas zatrudnić do pracy.
To, że w naszych czasach nadal ciężko o pracę, jest wiadome. Szukamy jej na różne sposoby, poszukujemy w wielu miejscach, aż w końcu postanawiamy znaleźć ją po tak zwanej znajomości. Tu znajomy ma przedsiębiorstwo, tam może pomóc koleżanka i w końcu zdobywamy upragnione zatrudnienie. Tylko czy zawsze jest to dobre?
Koligacje
Czasem takie znajomości i koligacje mogą sporo utrudnić. Bo będziemy czuli potrzebę odwdzięczenia się, bo zbyt ambicjonalnie podejdziemy do zadań, bo będziemy chcieli zawsze uchodzić za najlepszych i w ten sposób kompletnie wypalimy się zawodowo, bo załatwiający będzie „wymagał” zadośćuczynienia. Problemy mogą pojawić się też po drugiej stronie, a mianowicie po stronie „załatwiającego”. Bo może okazać się, że pracownik się nie sprawdzi, że będzie ignorował pracę, wykonywał ją byle jak.
Czasem się opłaca
Nie zawsze jednak pojawia się tylko czarny scenariusz. Może przecież być tak, że pośrednictwo w załatwianiu pracy rzeczywiście na pośrednictwie się zakończy i każda ze stron będzie z tego zadowolona.
Pracodawca odpowiedział na naszą aplikację. Zostaliśmy zaproszeni na rozmowę kwalifikacyjną. Wystarczy tylko pokonać pozostałych kandydatów i praca jest nasza. Może i tak, tylko problem w tym, że czasem bardziej stresuje nie konkurencja, a perspektywa samego spotkania z rekruterem.
O co zapyta?
Boimy się, że nie będziemy potrafili satysfakcjonująco odpowiedzieć na jego pytania, że nerwy pozbawią nas zdolności racjonalnego myślenia, że, mówiąc kolokwialnie, nagadamy głupot i przez to stracimy szansę na zatrudnienie. Rzeczywiście, może tak być, jeśli zwyczajnie nie przestaniemy się stresować i niepotrzebnie przejmować.
Być sobą
Podczas rozmowy kwalifikacyjnej najważniejsze jest bycie sobą. Musimy chociaż postarać się zapomnieć o stresie, bo inaczej zbyt dużo nie osiągniemy.
Każdemu z nas zdarzyło się zwyczajnie nie wyrobić z takim czy innym zadaniem. Bo za dużo obowiązków, a za mało czasu, bo pojawiły się jakieś komplikacje, bo zaszła jakaś pomyłka. Takich wytłumaczeń może być wiele. Jeśli takie opóźnienia w pracy są rzadkością i trwają krótko, nie wiążą się raczej z poważnymi konsekwencjami. Gorzej, gdy są notoryczne,
Standardowo?
Niektórzy swoje ciągłe niewyrabianie się na czas określają standardem albo swego rodzaju „zawodowym urokiem”. Owszem, niektóre spóźnienia i przesunięcia da się wytłumaczyć, ale są też takie, których w żaden sposób usprawiedliwić nie można i do których dopuszczać po prostu nie można.
Kalendarz
Jeśli trudno nam o wszystkim pamiętać, warto zapisywać zadania i polecenia w kalendarzu. Pamięć ludzka jest przecież zawodna. Nie można jednak przejść nad tym do porządku dziennego, bo czasem „standardowe spóźnienie” może nas kosztować nawet utratę stanowiska.
Konieczność szybkiego znalezienia pracy doprowadza często do tego, że nawet nie zastanawiamy się do końca nad tym, co wpisujemy w CV, a stawiamy raczej na zasadę: im więcej, tym lepiej. Okazuje się jednak, że niekoniecznie. A przynajmniej – nie w tym przypadku.
Co za dużo…
Jedną z podstaw tworzenia CV jest to, by dostosować informacje zawierane w przesyłanym pracodawcy życiorysie do określonych przez niego wymagań. Teraz bowiem w cenie jest umiejętność konkretyzacji i synteza informacji, stąd, nawet jeśli mamy niezwykle bogate doświadczenie w różnych branżach zawodowych, w CV piszmy tylko o tym, co jest naprawdę istotne dla danego stanowiska pracy. Unikajmy też podawania prac sezonowych czy dorywczych – pracodawcy bowiem raczej nie interesuje to, że aplikant na stanowisko X czy Y zbierał przez dwa letnie tygodnie wiśnie czy jagody.
Wizualnie
Strona wizualna CV również jest istotna. Z zainteresowanie spotka się tylko taki przesłany drogą elektroniczną dokument, który zwróci uwagę rekrutującego tuż po otwarciu. Dobrze też tytułować pliki z dokumentami rekrutacyjnymi wg schematu: CV_Imię.Nazwisko lub LM_Imię.Nazwisko. Nikt bowiem raczej nie będzie miał czasu na doszukiwanie się naszej aplikacji w stertach plików zatytułowanych tylko „CV” albo serią jakichś niezrozumiałych znaczników.
Ciekawe, ilu pracowników zastanawia się nad tym, czy wystrój miejsca pracy ma wpływ na to, jak oni, zatrudnieni, wykonują swoje obowiązki? Tak naprawdę chyba mało kto. Owszem, lubimy przytulne wnętrza i ładne przedmioty, ale analizowanie tych aspektów w kontekście ich wpływu na wydajność pracy raczej mało komu przychodzi do głowy.
A jednak
Gdyby jednak zapytać kilka pracujących osób o to, czy dałoby się pracować w pomieszczeniu ze ścianami pomalowanymi na czarno albo przy komputerze o rażąco żółtej klawiaturze, odpowiedź byłaby w większości przypadków negatywna. Podobnie, gdyby zapytano o to, czy lepiej pracuje się, siedząc na miękkim krześle czy na twardym albo czy słabe oświetlenie pomieszczenia korzystnie wpływa na wydajność pracy.
Wnętrza dekorowane
Okazuje się zatem, że takie elementy jak: miejsce ustawienia biurka, ozdobny kwiatek czy kolorowe grzbiety segregatorów albo odcień krzeseł, mają jednak dość istotne znaczenie. Dlaczego zatem nie wykorzystać tej wiedzy dla ulepszenia pracy?
Mówi się, że szukanie pracy to też praca. Owszem: przecież szukamy odpowiednich ofert, piszemy i wysyłamy CV oraz listy motywacyjne. A później pozostaje czekanie na to, czy pracodawca oddzwoni czy też nie.
Telefonu brak
Gdy wyczekiwany telefon długo milczy, zaczynamy szukać powodu, dla którego tak się dzieje. Najprostszym wyjaśnieniem jest to, ze po prostu potencjalny pracodawca znalazł lepszego kandydata na dane miejsce pracy i to jego zatrudnił. Czasem jednak powód braku zainteresowania naszym CV wynika z błędów popełnionych przez nas samych. Tworzymy nasz życiorys w sposób nieczytelny, podajemy mało konkretów, nie stosujemy się do odpowiednich form zarezerwowanych dla CV i LM. Wydaje nam się, że to nie ma wpływu na ocenę pracodawcy? Wprost przeciwnie. Rzadko który rekruter drukuje teraz CV. Gdy przyjdzie do niego kilkadziesiąt aplikacji, na rzut oka na każdą poświęca tylko kilka sekund i na podstawie pierwszego wrażenia ocenia, czy warto zapoznawać się z treścią danej aplikacji czy też nie.
Przyłożyć się
etatowym wysyłaczem CV nie ma co zostawać. Lepiej wysłać mniej aplikacji, ale dobrze i konkretnie przygotowanych – istnieje bowiem większa szansa, że właśnie wtedy ktoś zwróci na nas uwagę.