Praca dla każdego z nas jest ważna. Wielu nie wyobraża sobie nagłego bezrobocia. Wśród pracowników są jednak tacy, którzy podchodzą zdrowo do swoich praw i obowiązków, i tacy, którzy nawet z wysoką gorączką i w zaangażowanym stadium przeziębienia stawią się na stanowisku kierowani obawą o utratę pracy.
Odpowiedzialnie?
Bieganie do pracy z jakimkolwiek stanem chorobowym do odpowiedzialnych zachowań raczej nie należy. Tłumaczymy się tym, że, owszem, mamy prawo do zwolnienia lekarskiego, ale przecież będzie ono źle widziane, a poza tym, ktoś może przejąć nasze obowiązki, a my spadniemy na niższe stanowisko. Racjonalnie rzecz biorąc jednak standardowe przeziębienie czy nawet angina nie wymagają tak długiego leczenia, by od razu powodować zatrudnienie na naszym miejscu kogoś nowego. Wypadałoby też zauważyć, że dobrze, nam zależy na pracy, dlatego idziemy tam chorzy. Ale co, jeśli zarazimy innych?
Trochę rozsądku
Zdroworozsądkowe podejście do pewnych rzeczy nikomu jeszcze nie zaszkodziło. Może zatem warto się do niego odwołać? Czasem przecież trzeba pomyśleć też o sobie i o tym, co dla nas i naszego zdrowia jest najlepsze.
Niektórzy twierdzą, że bez odpowiedniej dawki adrenaliny nie są w stanie funkcjonować. Najlepiej pracuje im się wtedy, gdy zachodzi potrzeba działania na ostatnią chwilę, bo gonią terminy, zbliżają się końce jakichś projektów czy terminów, a tutaj wciąż coś niegotowe albo niedopracowane. Wtedy jednak dla pewnej grupy ludzi następuje okres intensywnej mobilizacji, który powoduje, że działają nie tylko szybko, ale też dobrze i efektywnie. Inni natomiast nie wyobrażają sobie pracy w jakichkolwiek warunkach stresowych. Muszą mieć wszystko poukładane, wyliczone i zabierają się za pracę dopiero wtedy, kiedy mają zupełną pewność, że zdążą ze wszystkim.
Stresowe pracowanie
Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy praca w stresie jest dobra czy też nie. Każdy ma na ten temat inną opinię. Czasem jednak jest nieunikniona i trzeba po prostu umieć takim warunkom sprostać. Każdy z nas prędzej czy później będzie się musiał z nimi zmierzyć, bo w zasadzie wszędzie może zdarzyć się jakiś błąd wymagający później szybkiego działania, czy niedopatrzenie, które trzeba będzie w ekspresowym tempie poprawić.
Da się znieść
Tę „odrobinę” stresu w pracy da się znieść. W końcu ze wszystkim trzeba sobie umieć poradzić. Najważniejsze, by te stresowe warunki zbyt często na nas nie spadały, bo z czasem może się to niekorzystnie na nas odbić.
Mówi się, że presja potrafi zmobilizować. Obecnie jednak coraz częściej wydaje się, że to tylko puste słowa. Bo czy tak naprawdę ktoś rzeczywiście lubi pracować z zegarkiem w ręku i spieszyć się, by zdążyć z wszystkim, co zostało odłożone na przysłowiową ostatnią chwilę? Albo czy kogoś satysfakcjonuje wykonywanie zadań pod ciągle czujnym okiem szefa i z perspektywą tego, że współpracownicy tylko czekają na to, by okazać się lepszymi i efektywniejszymi?
Chyba się nie da
Na dłuższą metę praca w atmosferze ciągłego wyczekiwania na to, czy ktoś przypadkiem nie podłoży nam nogi, nie jest dobra. Skupiamy się na tym, by unikać zachowań wywołujących w nas poczucie presji i niby staramy się wykonać zadania jak najlepiej, żeby tylko nikt nie mógł nam wytknąć niedociągnięć, ale satysfakcji z tego nie mamy raczej żadnej.
Na krótką metę
Działanie pod presją czasu, miejsca czy innych ludzi może zmobilizować, ale tylko na krótko. W końcu przecież nie wytrzymają nerwy, a złe nastawienie psychiczne nie pociągnie raczej za sobą dobrych efektów w pracy.
Obecnie samochód nie jest towarem luksusowym, a raczej standardem, który po prostu trzeba mieć. Nadal jednak nie wszyscy decydują się na jego zakup, a ci, którzy są posiadaczami czterech kółek, stają przed dylematem, czym dojeżdżać do pracy: autem czy komunikacją miejską, podmiejską lub kolejową.
My z miasta
Mieszkańcy miast i okolic podmiejskich częściej decydują się na dojazdy do pracy komunikacją miejską lub podmiejską. Samochód jest nadal dość drogi w eksploatacji, w związku z czym tańszą inwestycją są długoterminowe bilety. Poza tym, jeżdżąc tramwajem, można uniknąć korków i wszelkich stresów związanych z ich pokonywaniem. Niestety, istnieje ryzyko spóźnień albo tego, że kursy określonej linii będą się odbywały z małą częstotliwością.
Jednak samochodem
Jeśli do pracy mamy sporą odległość, a na komunikację oferowana przez kolej czy przedsiębiorstwa autobusowe nie ma co liczyć, samochód staje się nieoceniony. Owszem, dochodzi tutaj kwestia cen paliwa i ogólnej eksploatacji, ale zawsze można stworzyć jakąś zorganizowaną grupę osób i dojeżdżać wspólnie, dzieląc się kosztami.
Kończy się czas wakacji, a razem z nim również urlopy. Wracamy zatem do pracy teoretycznie wypoczęci, ale czy na pewno? Jeśli na czas wolnego udało nam się zostawić wszystkie sprawy zawodowe „za drzwiami”, to owszem – odpoczynek się udał. Jeżeli jednak nie potrafiliśmy o kwestiach zawodowych zapomnieć – trudno mówić o zrelaksowaniu się.
Możliwe?
Niektórzy zastanawiają się, czy od spraw zawodowych rzeczywiście da się odciąć chociaż na parę dni urlopu. No a przecież po to właśnie jest urlop. Zresztą, krótki odpoczynek psychiczny przydaje się przecież każdemu, zatem dlaczego z niego nie skorzystać?
Z korzyścią
Takie całkowite wakacje, chociażby jednodniowe, naprawdę dają dobre efekty. Wystarczy tylko przemóc się i spróbować zrobić sobie taki właśnie urlop. Efekty pojawią się z czasem, ale zapewne nie będzie czego żałować.
Finanse są w pewien sposób ważne dla każdego z nas. Trzeba bowiem z czegoś opłacić rachunki, zaspokoić swoje podstawowe potrzeby, utrzymać rodzinę. Nic zatem dziwnego, że zależy nam na dobrej pensji, a i podwyżką nie pogardzimy. Gorzej, gdy uważamy, że jakiś „dodatek” do wynagrodzenia dostać powinniśmy, lecz szef nie kwapi się, by parę złotych dołożyć.
Przekonać szefa
Nasza mentalność jest taka, że o pieniądzach i zarobkach albo nie rozmawiamy wcale, albo tez dyskutujemy w wąskim gronie, opowiadając, czego to nie powiedzielibyśmy przełożonym, by uzasadnić wniosek o podwyżkę, ale jak przyjdzie co do czego, milkniemy i żadnych konkretnych argumentów szefowi nie przedstawiamy. A przecież skoro jesteśmy w stanie udowodnić to, że za rzetelność wykonywanej pracy, osiągane wyniki i efektywność działań powinniśmy dostać podwyżkę, to dlaczego nie spróbować porozmawiać z przełożonymi?
Rozmowa na poziomie
Szef to też człowiek. Nie musimy się go bać albo z góry zakładać, że i tak się nie zgodzi. Ważne jednak, by dobrze się do rozmowy przygotować i odpowiednio ją przeprowadzić. Nie osiągniemy nic krzykiem czy groźbami ani też milczeniem. Siła argumentu, spokój, rzeczowość – tym możemy „walczyć” i w dużym stopniu prawdopodobne jest to, że odniesiemy zwycięstwo.
Są ludzie, którzy z pasją oddają się swojemu hobby i rozwijają zainteresowania. Są też tacy, którzy twierdzą, że albo nie mają czasu, albo nie mają zainteresowań. Jeszcze inna grupa natomiast uważa, że to, co potrafią lub to, czym się interesują, nie jest w żaden sposób przydatne i lepiej o tym nie mówić. Czasem może się jednak okazać, że to dość błędne podejście.
Po co w pracy stać na głowie?
Umiejętność stawania na głowie jest rzeczywiście dość ciekawa. Nasuwa się jednak pytanie, po co ona w pracy np. biurowej? Przecież nikt nie będzie co chwilę wstawał od komputera, żeby postać przy biurku na głowie. Owszem, tyle tylko, że w pracy wykorzystać można nie tyle sama umiejętność, co czynniki ją powodujące. Przecież taka „akrobacja” wymaga nie tylko sporo wysiłku, ale też pewnych dawek odwagi i koncentracji, a te cechy już są w pracy dosyć istotne.
Jak na zawołanie
Bywa też tak, że zostajemy w pracy postawieni przed dość ekstremalnymi i niekonwencjonalnymi sytuacjami, a przecież któregoś dnia może się okazać, że niezastąpiona będzie nasza umiejętność naprawy komputera czy poprowadzenia trudnych negocjacji.
Wielu przełożonych wymaga teraz od swoich potencjalnych i zatrudnionych pracowników tego, by byli profesjonalistami. Jest to pojęcie dość pojemne i zapewne specyficznie rozumiane przez każdego, kto takie wymagania stawia. Jeden rozumie wymagany przez siebie profesjonalizm wąsko, ograniczając go do danej, konkretnej dziedziny, inny chce, by jego pracownicy byli profesjonalni w każdym calu i na każdej płaszczyźnie.
A co na to pracownik?
Zapewne ilu pracowników, tyle opinii na temat profesjonalizmu. Jedni uważają się za kompetentnych, drudzy wprost za ideały, jeszcze inni ciągle doskonalą swoje umiejętności. Jedni podnoszą kwalifikacje w obawie przed utratą pracy, inni dla własnej satysfakcji lub z pobudek ambicjonalnych. W efekcie profesjonalizm rośnie.
Czy korzystnie?
Profesjonalny pracownik, owszem, jest cenny. Istotne jednak jest to, by nie popaść w zbytnie skrajności, które doprowadzą do tego, że ten początkowy profesjonalizm zostanie w efekcie zamieniony na zbytnią pewność siebie i fałszywie pojmowaną kompetentność.
Wydawać by się mogło, że sprzedawca to zawód niezmiernie prosty, a nawet w pewnej mierze – przyjemny. Wystarczy stać za ladą i obsługiwać klientów. Nie zawsze jednak ta wizja znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Raz, że nie każdy klient jest miły i sympatyczny, a dwa – niekiedy sprzeda określonej rzeczy stanowi naprawdę spory problem.
Przekonać klienta
Żeby klient dokonał zakupu, musi być do nabycia określonego towaru przekonany. Częstym problemem jest niezdecydowanie potencjalnych nabywców i to właśnie do sprzedawcy należy przekonanie danej osoby do transakcji zakupu. Tutaj dużą rolę odgrywają argumenty: tak ich odpowiedni dobór, jak i sposób przekazu. Sprzedawca zatem musi mieć kompleksową wiedzę na temat tego, jaki towar oferuje. Świadczy to bowiem o jego kompetencji, a klienci nierzadko potrafią zadać naprawdę zaskakujące pytania.
Rzetelnie
Dobry sprzedawca to, wbrew pozorom, wcale nie ten, kto sprzeda wszystko, tylko ten, kto sprzedaje rzetelnie i zna się na tym, co robi. Klienci bowiem dużą uwagę zwracają na nastawienie osoby, z którą przyszło im pertraktować.
Niektórzy uważają, że w dzisiejszych czasach oszczędzać się nie da. Ceny idą w górę, pensje na ogół stoją w miejscu, a każdego miesiąca pojawiają się jeszcze jakieś dodatkowe, nadprogramowe wydatki, z którymi trzeba sobie poradzić. Z czego tutaj zatem odkładać na przysłowiową czarną godzinę albo, bardziej optymistycznie, na wakacyjny wyjazd albo nowe meble?
Spróbować
Okazuje się, że są tacy, którym to się udaje. Zakładają bankowe subkonta, lokaty, książeczki oszczędnościowe albo po prostu składają co miesiąc określoną kwotę do koperty. Nie zawsze są to wielkie sumy. Po jakimś czasie jednak okazuje się, że przydatne.
Bez zniechęcenia
Taka już nasza natura, że szybko się zniechęcamy. Przy oszczędzaniu natomiast trzeba nie tylko pieniędzy, które są do tego „procesu” niezbędne, ale też dużo cierpliwości i samodyscypliny.
13.Nietypowe umiejętności, które można wykorzystać w pracy