Zgodnie ze stereotypami, urzędniczki i urzędnicy to ludzie niesympatyczni, którzy ciągle mają w pracy przerwę i wciąż zajęci są piciem kawy. Żeby coś w urzędzie załatwić, trzeba odstać swoje w kolejkach, a później jeszcze zmierzyć się z niesympatyczną miną osoby „obsługującej”. Okazuje się jednak, że, jak w każdym zresztą stereotypie, niewiele jest prawdy.
Ludzie i ludzie
Jako społeczeństwo mamy tendencję do przyczepiania ludziom etykietek. Taka etykietka „idzie” później już nie tylko za osobą nią określoną, ale za całą profesją czy grupą społeczną, którą dana osoba reprezentuje. A przecież kto powiedział, że tylko pracownice i pracownicy urzędów są niesympatyczni, natomiast wszyscy nauczyciele, lekarze czy aptekarze – przyjaźni? To w końcu nie od profesji zależy, ale od konkretnej charakteru danego człowieka.
Do urzędu
Skoro ci wszyscy urzędnicy tacy nieprzyjaźni, to jakim cudem udaje nam się załatwić w urzędach tyle spraw? Chyba raczej nie dzięki naszej wrodzonej cierpliwości, ale przez to, że urzędnicy też swoją pracę wykonują.
Minął okres świąteczny, a wraz z nim zupełnie szczere albo też mniej lub bardziej kurtuazyjne składanie sobie życzeń i organizowanie różnego typu świątecznych spotkań w miejscach pracy czy nauki. Jednym to odpowiada i z chęcią angażują się w przygotowanie na pracownicze spotkanie wigilijne ryby czy barszczu. Inni uważają takie „świętowanie” za przesadę.
Trudno powiedzieć
Nie sposób jednoznacznie opowiedzieć się za tym, czy przedświąteczne spotkanie w pracy zwane też „wigilią pracowniczą”, jest zasadne i w jakiś sposób umotywowane. Jedni przywiązują wagę do obrzędów katolickich, inni posiłkują się tradycją, jeszcze inni przywołują zwyczaje wyniesione z domu. Są jednak i tacy, dla których Święta nie mają żadnego większego znaczenia, stąd też propagowanie różnego typu przedświątecznych spotkań uważają za zbędne.
Jak będzie
W naszej tradycji Boże Narodzenie jest zakorzenione bardzo głęboko – i ze względu na wartości religijne, i ze względu na obyczajowość., a wielu z nas nie wyobraża sobie Świąt bez życzenia współpracownikom radości i spokoju.
Ciągle słyszymy, że pogłębia się kryzys, bezrobocie jest coraz wyższe, pracę trudno znaleźć nawet absolwentom wyższych uczelni. Z drugiej jednak strony w okresach przedświątecznych chociażby obserwujemy niesamowitą liczbę ludzi przewijających się przez centra handlowe i markety i robiących świąteczne zakupy. Nie mamy pieniędzy, a stać nas na takie szaleństwo?
Zastaw się, a postaw się…
Ta dawna „zasada” jest chyba nadal popularna w naszym niby nowoczesnym społeczeństwie. Ciągle wielu jest takich, którzy uważają, że Święta muszą być „z pompą”. Dużo jedzenia, potraw od koloru do wyboru, prezenty, na niektórych stołach również alkohol. Kupić podobno „trzeba”, tylko skąd brać na to środki?
Last minute
Niektórzy oszczędzają. Są też jednak swego rodzaju specjaliści od pożyczek last minute. Nie ważne, że później trzeba będzie pożyczone pieniądze oddać i to z odsetkami. Ważne, że stół będzie się uginał od świątecznych potraw. A podobno tak nam w dobie kryzysu ciężko.