Wpisane 06:24, 6 wrzesień 2009 przez Nina

     W 1989 roku w Polsce zakończyła się era komunizmu, co spowodowało zainicjowanie wielu zmian również na rynku pracy. Sprywatyzowano wiele przedsiębiorstw, firmy zaczęły nastawiać się na osiąganie zysków, a wykształcenie stało się istotnym kryterium przyjmowania ludzi do pracy. Z biegiem czasu pojawiły się nawet innowacyjne zmiany w prawie pracy, określające między innymi zupełnie nowy typ zatrudnienia, jakim jest praca tymczasowa. Jest jednak pewna istotna kwestia, która wciąż budzi niepokój – dyskryminacja kobiet.
     Dyskryminacja kobiet przebiega dwutorowo – z jednej strony dotyczy ona wynagrodzeń, a z drugiej braku dostępu do wyższych stanowisk. Pomimo wielu sugestii ze strony Unii Europejskiej w Polsce kobiety zarabiają wciąż mniej od mężczyzn wykonujących tę samą pracą. Największe dysproporcje występują pośród kobiet z wyższym wykształceniem, które zarabiają o ponad 30% mniej od swoich kolegów oraz wśród pań zatrudnionych w przemyśle na stanowiskach robotniczych – tutaj różnica sięga już prawie 40%. Najmniejszej dyskryminacji ze względu na zarobki doświadczają kobiety pracujące w biurach i administracji.
     Nie dość, że kobiety otrzymują mniejsze wynagrodzenie za wykonywanie tej samej pracy, co mężczyźni, to jeszcze znacznie rzadziej dostają szansę na awans. W polskim społeczeństwie zakorzenił się stereotyp, że panowie lepiej sprawdzają się na wyższych stanowiskach, ponieważ są bardziej przedsiębiorczy i ambitni. Ten niesprawiedliwy pogląd sprawia, że spośród dwóch pracowników o tych samych kwalifikacjach, to właśnie mężczyzna częściej osiąga sukces zawodowy. Jest to tym bardziej nieuzasadnione, że w naszym kraju kobiety są lepiej wykształcone od swoich kolegów i mogłyby z powodzeniem kierować wieloma przedsiębiorcami, gdyby nie mentalność ich szefów.
     Czasami dyskryminacja ze względu na płeć rozpoczyna się jeszcze podczas rekrutacji pracowników, kiedy to pracodawca wybiera mężczyzn, by uniknąć potencjalnych problemów związanych z udzielaniem urlopów macierzyńskich. Niekiedy nawet w treści oferty pracy pojawia się adnotacja dotycząca preferowanej płci kandydata, pomimo tego, że podobne praktyki są niezgodne z polskim prawem.
     Dlaczego na polskim rynku pracy problem dyskryminacji kobiet jest tak duży? Jest wiele powodów, które można by wymienić, choćby brak odpowiednich rozwiązań prawnych, które zachęcałyby pracodawców do zatrudniania kobiet wychowujących dzieci. Pracodawcy obawiają się, że kobieta, która założy rodzinę, nie będzie mogła w pełni poświęcić się pracy, a mogłoby być inaczej, gdyby pozwolić paniom na wykonywanie części obowiązków zawodowych w domu. Niestety, brakuje odpowiednich regulacji prawnych, przez co wiele pań w ogóle rezygnuje z kariery zawodowej.
     Dyskryminacji kobiet na polskim rynku pracy winny jest również stereotyp, według którego tylko mężczyźni sprawdzają się na bardziej odpowiedzialnych i twórczych stanowiskach. Pogląd ten został już dawno obalony przez naukowców, jednak w mentalności Polaków wciąż istnieje i przyczynia się do sankcjonowania nierówności ze względu na płeć. 
     Proces zwalczania dyskryminacji kobiet na polskim rynku pracy trwa od niemal dwudziestu lat i wciąż nie został zwieńczony sukcesem. Problem dyskryminacji istnieje i będzie istniał dopóty, dopóki płeć nie przestanie być istotnym kryterium poszukiwania i wynagradzania pracownika.

Wpisane 18:57, 2 kwiecień 2009 przez Nina

    Pomysłów na zmniejszenie stopy bezrobocia było już wiele - wystarczy tu wspomnieć o promowaniu elastycznych form zatrudnienia, dotowaniu bezrobotnych jednorazowymi dodatkami na założenie firmy, czy też o idei „częściowego bezrobocia”, która zakłada obniżenie wymiaru czasu pracy podczas zastoju w firmie. Z ciekawą inicjatywą wyszedł także premier, który zaproponował częściowe spłacanie kredytów hipotecznych osób, które straciły pracę - a wszystko po to, by bezrobotni mogli całkowicie skupić się na szukaniu nowego zajęcia, nie martwiąc się przy tym o utratę mieszkania. W ostatnim czasie powstał kolejny pomysł na obniżenie stopy bezrobocia w Polsce – sprowadza się on do wypłat tzw. dodatku relokacyjnego bezrobotnym, którzy zdecydują się opuścić miejsce zamieszkania w celu znalezienia nowej pracy.
    Z inicjatywą zwiększenia mobilności bezrobotnych Polaków wystąpiło Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, które postanowiło stworzyć nowe możliwości dla osób mających niewielkie szanse na znalezienie pracy w swoim najbliższym otoczeniu. Jednorazowy dodatek relokacyjny ma być wypłacany przede wszystkim mieszkańcom małych miast, gdzie stopa bezrobocia jest największa. Dzięki dodatkowym pieniądzom osoby pozbawione pracy będą mogły bez problemu wynająć mieszkanie w większym mieście oraz swobodnie korzystać ze środków komunikacji miejskiej lub własnego samochodu (dofinansowanie może być przeznaczone także na paliwo). W ten sposób bezrobotni nie stracą kontaktu z rodzinami i zostaną dodatkowo zmotywowani do podjęcia pracy poza swoim regionem.
    Wartość dodatku relokacyjnego będzie zależała od ilości kilometrów, dzielących nowego pracodawcę od miejsca zamieszkania bezrobotnego. Zasada jest prosta – im większa odległość, tym większa dopłata. Na najwyższe bonusy finansowe będą mogli liczyć bezrobotni, którzy znajdą pracę w miejscowości oddalonej od ich miejsca zamieszkania o ponad 100 km – otrzymają oni równowartość czterech pensji minimalnych, czyli 5 000 zł. Nieco mniejsza kwota zostanie wypłacona osobom, których nowy pracodawca prowadzi firmę w miejscowości oddalonej o 50 – 100 kilometrów od miejsca zamieszkania pracownika. Na koszty dojazdu oraz wynajęcie mieszkania dostaną one finansowy odpowiednik dwóch minimalnych wynagrodzeń – dzisiaj byłoby to 2 500 złotych.
    Wokół propozycji wysuniętej przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego powstaje coraz więcej obiekcji. Zasadniczym mankamentem tej inicjatywy mogłyby być próby wyłudzania pieniędzy pod pretekstem zdobycia nowej pracy, a następnie przeznaczanie zdobytego w ten sposób dodatku na cel niezgodny z założeniami projektu. Aby temu zapobiec, bezrobotni będą musieli przepracować minimalną i z góry określoną ilość czasu u nowego pracodawcy – w przeciwnym razie stracą dodatek relokacyjny. Pomimo tego, że nowe przepisy mają wejść w życie już za trzy miesiące, wciąż nie wiemy, jak długi ma to być staż pracy.
    Być może projekt Ministerstwa Rozwoju Regionalnego sprawi, że mieszkańcy małych miasteczek zaczną chętniej szukać pracy w największych polskich miastach. Aby tak się jednak stało, muszą zostać ustalone szczegóły realizacji pomysłu, na które niecierpliwie czekamy.

Wpisane 11:30, 4 marzec 2009 przez Nina

     Od 1 marca wzrosną najniższe emerytury oraz renty, na podwyżkę mogą liczyć także wszystkie osoby, które otrzymują różnego rodzaju dodatki, np. kombatanckie, pielęgnacyjne i kompensacyjne. W wyniku waloryzacji świadczeń wypłacanych przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych przeciętna podwyżka wyniesie około 85 złotych. Jak podaje rzecznik prasowy ZUS-u, wartość emerytur wzrośnie średnio o 91 złotych, a zatem przeciętne świadczenie emerytalne wyniesie 1 606 złotych. Poniżej znajdziesz informacje dotyczące podwyżek dla emerytów, a także wzrostu wartości rent i dodatków.
     Waloryzacja rent i emerytur spowoduje zwiększenie wartości świadczeń, przyznawanych około 7.7 mln osób. Od 1 marca 2009 najniższe świadczenia powinny wzrosnąć o kwotę, będącą iloczynem dotychczasowej wartości świadczenia i wskaźnika waloryzacji, który aktualnie wynosi 106.1%. W rezultacie najniższa emerytura oraz renta z tytułu całkowitej niezdolności do pracy, a także renta rodzinna wzrosną o 38.81 złotego i wyniosą 675.10 zł. Na nieco mniejszą podwyżkę mogą liczyć osoby, które pobierają rentę z tytułu częściowej niezdolności do pracy – jej wartość zwiększy się o 29.86 i w efekcie renta będzie równa kwocie 519.30 zł. Efektem waloryzacji jest również wzrost najniższych rent, wypłacanych wszystkim tym, którzy zachorowali na chorobę zawodową, bądź doświadczyli wypadku przy pracy. Po marcowej podwyżce więcej pieniędzy otrzymają osoby całkowicie niezdolne do pracy w związku z wypadkiem lub chorobą zawodową oraz osoby pobierające rentę rodzinną wypadkową – w obydwu przypadkach wartość świadczenia wzrośnie o 46.57 złotych i wyniesie 810 złotych i 12 groszy. Renty z tytułu częściowej niezdolności do pracy w związku z wypadkiem lub chorobą zawodową wzrosną natomiast o 35.83 zł, a ich wartość będzie równa 623.16 zł.
     Waloryzacji podlegają także dodatki: kombatanckie, pielęgnacyjne, dla sierot zupełnych, kompensacyjne oraz za tajne nauczanie. Na wyższe świadczenia mogą liczyć również: żołnierze zastępczej służby wojskowej przymusowo zatrudniani w kopalniach węgla, rud uranu oraz kamieniołomach i batalionach budowlanych. Wszystkie osoby, które były deportowane do pracy przymusowej, bądź zostały osadzone w obozach pracy przez ZSRR i III Rzeszę, jak również cywilni niewidomi, którzy stali się ofiarami działań wojennych i kombatanci skorzystają z podwyżek spowodowanych waloryzacją świadczeń. Najwięcej zyskają cywilni niewidomi będący ofiarami działań wojennych, którzy otrzymają o 567 złotych i 8 groszy więcej, niż dotychczas. Pozostałe grupy osób pobierających dodatki dostaną podwyżki w wysokości od 8.68 zł, do 325.36 zł.
     Waloryzacja obejmie także osoby, którym przysługują świadczenia przedemerytalne oraz zasiłki przedemerytalne. Wzrost wartości świadczeń dotyczy około 168 000 osób z obydwu grup i wyniesie ponad 8 i pół miliona złotych. Pozytywne skutki rewaloryzacji odczują także osoby, które otrzymują emerytury pomostowe oraz okresowe emerytury kapitałowe - w ich przypadku wysokość świadczeń będzie obliczana na tych samych zasadach, co emerytury i renty wypłacane z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

Wpisane 23:00, 1 marzec 2009 przez Nina

     W ostatnim czasie czynniki gospodarcze bardziej niż zwykle wpływały na kondycję polskiego rynku pracy. W zeszłym roku odnotowaliśmy wzrost gospodarczy, którego efektem było tworzenie nowych miejsc pracy, możliwość negocjacji wynagrodzeń oraz znaczny wzrost wartości pensji. Rynek pracownika zakończył się jednak wraz z pojawieniem się krachu finansowego, który wpłynął na odwrócenie tendencji korzystnych dla pracowników. Początkowo wiele firm zrezygnowało z tworzenia nowych działów i zatrudniania dodatkowej rzeszy specjalistów oraz pracowników szeregowych, a z czasem sytuacja niektórych przedsiębiorstw znacznie się pogorszyła, czego efektem jest redukcja miejsc pracy, a niekiedy wręcz upadek firm. Wysoka stopa bezrobocia, która w lutym wynosiła już 11.5% to rezultat nierozwiązanych dotąd problemów finansowych, z którymi borykają się polskie i zagraniczne przedsiębiorstwa.
     Pomimo tego, że nasza sytuacja gospodarcza wciąż pozostawia wiele do życzenia, niektóre przedsiębiorstwa zaledwie w znikomym stopniu odczuwają skutki kryzysu. Należą do nich firmy związane z sektorem hotelarstwa oraz gastronomii (szczególnie sieci fast foodów). Słaby złoty sprawia, że spędzanie urlopu w Polsce staje się bardziej opłacalne, niż wakacje w krajach należących do strefy euro oraz państwach, w których wysokie ceny skutecznie zniechęcają do spędzania wolnego czasu. Efektem tego jest zwiększenie liczby turystów ze Słowacji, Litwy i Niemiec, a także z bardziej oddalonych od Polski krajów. Przypuszczalnie wakacje w Polsce spędzi także duża liczba rodaków mieszkających i pracujących w Wielkiej Brytanii. Najwięcej zysków osiągną z pewnością właściciele pensjonatów oraz hoteli położonych w górskich miejscowościach oraz na Mazurach. Dobrą passą cieszyć się będą również osoby zatrudnione w obiektach gastronomicznych, a szczególnie w stosunkowo tanich fast foodach, które już od kilku miesięcy notują wzrost przychodów. Zyskają także firmy nastawione na dostarczanie turystom rozrywki, a zatem wszystkie ośrodki rekreacyjne, sportowe oraz różnego rodzaju kluby i dyskoteki.
     W dobrej sytuacji są także sklepy położone w miejscowościach przygranicznych, szczególnie od strony granicy ze Słowacją. Zaopatrują się w nich bowiem nasi zagraniczni sąsiedzi, dla których wejście do strefy euro zaowocowało dużym wzrostem cen podstawowych produktów. Na zakupy przyjeżdżają do Polski także Litwini, którzy kupują u nas nie tylko żywność, ale również meble i materiały budowlane.
     Osłabienie się złotego sprawiło, że wielu polskich pracowników rozpoczęło poszukiwania pracy sezonowej poza granicami kraju, gdzie wynagrodzenia są teraz bardziej atrakcyjne, niż jeszcze kilka miesięcy temu. Wraz ze wzrostem kursu euro zwiększyły się zarobki za pracę przy zbieraniu warzyw i owoców oraz przy wykonywaniu innych zajęć fizycznych. Zainteresowanie Polaków zagraniczną pracą sezonową jest jednak niewspółmierne do niewielkiej liczby ofert, której przyczyn należy upatrywać w redukcji zatrudnienia, związanej z niestabilną sytuacją finansową firm. 
     Wszyscy ci, którzy korzystają z osłabienia się złotego powinni jednak liczyć się z tym, że ich radość może nie potrwać długo. Analitycy przewidują, że wzrost wartości naszej waluty jest tylko kwestią czasu.

Wpisane 17:59, 24 luty 2009 przez Nina

     Kolejny zakład produkcyjny poszedł w ślady firmy Zelmer i Fabryki Broni „Łucznik”, których kierownictwa podjęły decyzje o wysłaniu pracowników na przymusowe urlopy w celu zmniejszenia strat ponoszonych przez przedsiębiorstwa. Najnowszą ofiarą braku zleceń jest spółka Volkswagen, która wstrzymała produkcję na pięć dni. To już druga tego typu decyzja w tym roku – pracownicy Volkswagena mieli wolne również na początku lutego, wtedy były to jednak tylko trzy dni. Wstrzymanie produkcji w firmie jest rodzajem kompromisu pomiędzy kierownictwem, a związkami zawodowymi, dzięki niemu Volkswagen nie został narażony na kolejne straty finansowe, wynikające z pracy przy niewielkiej ilości zleceń, natomiast pracownikom nie grozi zmniejszenie wynagrodzenia zasadniczego, bądź otrzymanie wymówienia. Nie zmienia to jednak faktu, że sytuacja poznańskiego zakładu Volkswagena jest niepewna. Z racji tego, że większość zysków firmy pochodzi przede wszystkim z eksportu produktów na rynki europejskie, wzrost kapitału spółki jest zależny od sytuacji gospodarczej innych państw. Skutki międzynarodowego kryzysu finansowego są więc dla Volkswagena bardziej odczuwalne, niż dla firm motoryzacyjnych, dystrybuujących części na terenie Polski, w której krach gospodarczy nie wywołał jeszcze aż tak dużych strat, jak w krajach Europy Zachodniej.

Aktualnie zakład produkcyjny Volkswagena ma zlecenia tylko na najbliższe dni. Trudno przewidzieć jak potoczą się dalej losy poznańskiego zakładu. Póki co spółka, nie wyklucza kolejnych przestojów, jeśli liczba zamówień nie wzrośnie.

Odpowiedzią na problemy finansowe Volkswagena jest jednak nie tylko wstrzymanie produkcji – w ostatnim czasie firma odmówiła także przedłużenia umów z pracownikami agencji pracy tymczasowej. Zatrudnienie straci więc większość pracowników tymczasowych, którzy stanowią około 10% osób pracujących w poznańskim zakładzie. Czy kolejne cięcia kosztów będą równoznaczne ze zmniejszeniem liczby stałych pracowników spółki? Na to pytanie trudno jednoznacznie odpowiedzieć, wydaje się jednak, że dzięki determinacji związków zawodowych oraz korzystnej dla pracowników wewnętrznej polityce firmy, zwolnienia nie stanowią jeszcze realnego zagrożenia. Z drugiej strony nie sposób lekceważyć faktu, iż liczba zamówień już teraz spadła o jedną trzecią i jeśli sytuacja poznańskiego zakładu nie ulegnie poprawie, zarząd spółki może zacząć brać pod uwagę nawet najbardziej ostateczne rozwiązania.

W złej kondycji finansowej są również zagraniczne zakłady produkcyjne Volkswagena. Aktualnie wstrzymano produkcję nie tylko w Poznaniu, ale również w: Hanowerze, Dreźnie, Wolfsburgu, Emden i Zwickau. Przerwa ma potrwać do 1 marca 2009 roku. Przestoje w pracy dotyczą około 61 000 pracowników Volkswagena, co stanowi dwie trzecie liczby zatrudnianych przez spółkę osób. W normalnym trybie pracują w tej chwili jedynie placówki badawczo-rozwojowe oraz niektóre zakłady zajmujące się produkcją części. Przez cały czas odbywają się również kursy szkoleniowe dla pracowników.

Wpisane 11:42, 21 luty 2009 przez Nina

     To nie żart! Zgodnie z zapowiedzią premiera osoby, które straciły pracę i w efekcie tego stały się niewypłacalne mogą liczyć na pomoc rządu w spłacie kredytu hipotecznego. Bezrobotni będą mogli skupić się całkowicie na poszukiwaniu pracy, nie martwiąc się przy tym o utratę mieszkania. Przez cały rok nie zapłacą oni ani jednej raty kredytu hipotecznego, gdyż środki na ten cel będą przekazywane bankom przez Fundusz Pracy. Koszt przeprowadzenia tegoż przedsięwzięcia wyniesie ok. 300-400 mln zł.
     Podczas debaty nad planami zabezpieczenia gospodarki i obywateli przed skutkami kryzysu premier poinformował także o utworzeniu rezerwy solidarności społecznej oraz podniesieniu gwarancji zabezpieczających wypłacalność depozytów. Donald Tusk wyraził również nadzieję, że wszystkie partie przyczynią się do pozyskania funduszy, które mogłyby zostać przeznaczone na realizację antykryzysowych projektów. Sposobem na zgromadzenie odpowiedniej ilości środków finansowych może być zaprzestanie finansowania działalności ugrupowań politycznych z budżetu państwa w latach 2009-2010. Premier zaproponował także wstrzymanie corocznych podwyżek przeznaczonych dla najwyższych urzędników państwowych.
     Podczas trwania debaty poruszono również temat zahamowania wzrostu cen energii elektrycznej. Priorytetem Tuska jest ochrona wszystkich odbiorców detalicznych prowadzących gospodarstwa domowe. Szef rządu podkreślił jednak, iż zdaje sobie sprawę z tego, iż wysokie ceny energii elektrycznej dla przedsiębiorców mogą przełożyć się na tworzenie oszczędności kosztem pracowników. W efekcie wyższe rachunki za prąd mogłyby prowadzić do redukcji zatrudnienia w niektórych firmach, a tym samym wzrostu bezrobocia. 
     Szef rządu wspomniał także o tym, że międzynarodowy kryzys nie przeszkodzi w realizacji zaplanowanych wcześniej inwestycji. Jeszcze w tym roku zostaną przeprowadzone przetargi na łączną kwotę 29 miliardów złotych, w najbliższym czasie ruszyć ma także budowa słynnego gazoportu. Niebawem ruszą inwestycje drogowe i energetyczne, w tym również ekologiczne projekty dotyczące energii odnawialnej. Na realizację inwestycji energetycznej rząd zamierza przeznaczyć około 400 – 500 milionów euro, natomiast plany związane z ekologicznymi inwestycjami wysokiego ryzyka będą wymagać nakładu ok. 1.5 miliarda złotych. 
     Pomimo coraz bardziej odczuwalnych efektów kryzysu gospodarczego Donald Tusk pragnie jak najszybciej osiągnąć porozumienie w sprawie przystąpienia Polski do strefy euro. Jego zdaniem jakiekolwiek opóźnienia mogą doprowadzić do poważnych problemów związanych ze sfinansowaniem deficytu.
     Podczas debaty związanej z planami uchronienia gospodarki i obywateli przed negatywnymi skutkami kryzysu padło wiele propozycji oraz kilka deklaracji podjęcia konkretnych działań. Pozytywnym aspektem rozmów jest z pewnością widoczna troska o dobro pracowników i chęć poszukiwania rozwiązań mających na celu zahamowanie wzrostu bezrobocia. To nie jedyne inicjatywy rządu, których celem jest zażegnanie kryzysu gospodarczego. Najprawdopodobniej już niedługo Donald Tusk wysunie kolejne propozycje polepszenia sytuacji na polskim rynku pracy, gdyż sprawa ta należy aktualnie do priorytetów rządu.

Wpisane 08:26, 14 styczeń 2009 przez Nina

     Jeśli skończyłeś kierunek związany z ekonomią lub matematyką, a ponadto jesteś osobą komunikatywną, elastyczną i masz analityczny umysł to oznacza, że możesz być świetnym materiałem na aktuariusza. Czy wiesz, co jeszcze należy zrobić, by spełnić wszystkie wymagania dotyczące tego niszowego w Polsce zawodu? I czym właściwie zajmuje się aktuariusz?
     Jest to osoba, która znajdzie zatrudnienie we wszystkich instytucjach finansowych zarządzających ryzykiem, a w szczególności w sektorze ubezpieczeń. Aktuariusze pracują w bankach, firmach ubezpieczeniowych i konsultingowych oraz w związkach zawodowych, gdzie zajmują się obliczaniem wysokości świadczeń, odszkodowań, rezerw finansowych i wielu innych składek. Szacują oni także stopień prawdopodobieństwa wystąpienia zdarzeń losowych, takich jak utrata pracy, śmierć lub narodziny. Dzięki ich kalkulacjom możliwe staje się na przykład opracowanie programu ubezpieczeniowego lub dokonanie oceny i wyceny pozostałych projektów finansowych, opartych na zarządzaniu ryzykiem.
     Aktuariusz musi znać biegle wszystkie zagadnienia związane z matematyką: finansową, ubezpieczeń na życie oraz pozostałych ubezpieczeń osobowych i majątkowych. Zakres jego wiedzy powinien obejmować także statystykę i prawdopodobieństwo, które wraz z wyżej wymienionymi tematami stanowią podstawę niezbędną do zdania egzaminu państwowego. Egzamin ten wraz z dwuletnią praktyką pod kierunkiem innego aktuariusza umożliwia zdobycie licencji aktuarialnej, która pozwala na rozpoczęcie pracy w zawodzie. Staż polega na wykonywaniu czynności z zakresu matematyki ubezpieczeniowej i finansowej, a także statystyki.
     Oprócz spełnienia wymogów związanych z praktyką, wykształceniem oraz zdaniem egzaminu wymagane jest także posiadanie pełnej zdolności do wykonywania czynności prawnych i korzystanie z pełni praw publicznych. Aktuariuszem nie może być osoba, która w przeszłości została prawomocnie skazana za umyślne przestępstwo przeciwko wiarygodności dokumentów, mieniu lub przestępstwo skarbowe.
     Jak widać zdobycie licencji aktuarialnej nie jest łatwe - wskazują na to również dane z rejestru Komisji Nadzoru Finansowego, według których w Polsce jest tylko 180 aktuariuszy. Czy warto więc zdawać egzaminy państwowe i szukać zatrudnienia w tym zawodzie?
     Zdecydowanie tak! Z racji tego, że istnieje niewielka liczba osób, którym udało się uzyskać licencję aktuarialną, specjaliści wykonujący ten zawód są rozchwytywani i sowicie nagradzani za swoją pracę. Według informacji podanych przez Gazetę Prawną ich zarobki sięgają zwykle 15 000 złotych miesięcznie, a zatem znacznie przekraczają naszą średnią krajową. Ponadto profesja ta cieszy się dużą renomą i zaliczana jest do grupy zawodów zaufania publicznego (aktuariusz odpowiada za wykonanie swojej pracy nie tylko przed pracodawcą, ale również przed instytucjami nadzoru finansowo-ubezpieczeniowego).
     Choć nie jest to zawód nowy (korzenie tej profesji sięgają XVII i XVIII wieku), to bez wątpienia można go nazwać zawodem przyszłości. Rozwój sektora finansowego, a także ubezpieczeń sprawia, że zapotrzebowanie na wyspecjalizowanych pracowników z obydwu branż będzie coraz większe. Już niedługo może się więc okazać, że aktuariusze dołączą do grupy najbardziej poszukiwanych specjalistów na polskim rynku pracy.

Wpisane 13:21, 22 grudzień 2008 przez Nina

     W roku 2008 pracownicy oraz kandydaci poszukujący pracy nie mieli powodów do narzekania, ponieważ wynagrodzenia rosły, a w wielu firmach tworzono wolne miejsca pracy. Ponadto stopa bezrobocia zaczęła sukcesywnie spadać, a wzrost gospodarczy sprawił, że zapotrzebowanie na nowych pracowników było większe, niż w poprzednich latach. Osoby wykonujące pracę oraz kandydaci zaczęli być postrzegani nie jako siła robocza, a kapitał ludzki, który wpływa znacząco na rozwój i prawidłowe funkcjonowanie firmy. Efektem tego było polepszenie warunków pracy w wielu przedsiębiorstwach oraz liczne bonusy finansowe i pozafinansowe, które miały zachęcić pracowników do pozostania w szeregach firmy. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy pracodawcy byli także otwarci na negocjacje płacowe i chętniej niż dotąd korzystali z elastycznych form zatrudnienia. Czy przyszły rok będzie równie korzystny dla pracowników? A może ogólnoświatowy kryzys odbije się również na polskim rynku pracy i doprowadzi do zahamowania wzrostu wynagrodzeń?
     Na noworoczny prezent mogą liczyć wszystkie osoby zatrudnione w ramach umowy o pracę, które otrzymują pensję minimalną. Minimalne wynagrodzenie wzrośnie bowiem aż o 150 zł. i wyniesie 1 276 złotych. Od wartości pensji zależą także inne świadczenia, które wpływają na wysokość comiesięcznej wypłaty. Podwyższenie minimalnego wynagrodzenia o 150 zł. spowoduje więc na przykład zwiększenie dodatku za pracę w godzinach nocnych.
     Pozostali pracownicy również mogą liczyć na wzrost płac, lecz nie będzie on już tak znaczny, jak ten z 2008 roku. Więcej niż dotąd zarobią nauczyciele, którym obiecano już dwie, pięcioprocentowe podwyżki. Wynagrodzenia pracowników oświaty wzrosną najpierw w styczniu, a później także we wrześniu. Na wyższe pensje mogą liczyć również pracownicy administracji, w tym przypadku podwyżki nie będą jednak znaczące – wyniosą one zaledwie 3.9 procent. Wzrost wynagrodzenia powinny za to odczuć wszystkie osoby pracujące w sektorze usług. Pracownicy tej branży będą mogli liczyć na znaczne podwyżki, które sięgną nawet 10%.
     Pozostali pracownicy znajdą się w zdecydowanie mniej komfortowej sytuacji. Skutki kryzysu finansowego dotknęły już niejedną firmę, czego efektem jest tworzenie mniejszej liczby nowych miejsc pracy, a nawet redukcja istniejących już stanowisk. Taki stan rzeczy nie sprzyja negocjacjom płacowym, dlatego też wielu pracowników będzie musiało zrezygnować z marzeń o podwyżce. Nie znaczy to jednak, że wzrost płac zostanie całkowicie zatrzymany. Firmy, które nie muszą obawiać się zawirowań gospodarczych, mogą nieznacznie zwiększyć wynagrodzenia swoich pracowników. Niektórzy analitycy prognozują, że średni wzrost płac osiągnie w przyszłym roku wskaźnik 3.3%. Są to jednak spekulacje, które mogą okazać się prawdziwe jedynie dla grupy lepiej prosperujących przedsiębiorstw, gdyż wielu pracodawców będzie wolało raczej zapobiegać zwolnieniom pracowników, niż podwyższać pensje.

Wpisane 21:26, 4 grudzień 2008 przez Nina

     Negocjowanie wysokości wynagrodzenia staje się coraz bardziej powszechnym zjawiskiem. Nawet wtedy, gdy sytuacja gospodarcza jest niekorzystna dla przedsiębiorców, duża liczba pracowników próbuje zwiększyć swoje dochody poprzez otrzymanie podwyżki, dodatkowych premii, czy też pakietu bonusów motywacyjnych. Najczęściej negocjacje płacowe są podejmowane przez pracowników, którzy zwiększyli swoje kompetencje poprzez odbycie szkolenia lub dopiero co odnieśli duży sukces zawodowy. Warto jednak zdać sobie sprawę z tego, że w dzisiejszych czasach nie tylko osoby o ugruntowanej pozycji zawodowej mogą ubiegać się o zwiększenie wartości wynagrodzenia, bardzo dużą grupę negocjatorów stanowią bowiem kandydaci, którzy ustalają warunki pracy podczas decydującej rozmowy kwalifikacyjnej.
     Niezależnie od sytuacji zawodowej pracownik, który rozważa podjęcie negocjacji płacowych powinien dobrze przygotować się do rozmowy z szefem. Przede wszystkim musi on znać realia rynku pracy i orientować się na jakie wynagrodzenia mogą liczyć osoby zatrudnione na tym samym stanowisku. Należy tu jednak pamiętać, że wysokość płacy jest w dużym stopniu uzależniona od miejsca pracy – w dużym mieście, gdzie koszty utrzymania są wysokie, pensja będzie zdecydowanie bardziej atrakcyjna niż w mniejszej miejscowości lub na wsi.
     Wynagrodzenie musi być adekwatne do kompetencji i osiągnięć pracownika, dlatego też warto podejmować negocjacje płacowe wtedy, gdy można udokumentować zdobycie nowych umiejętności lub pochwalić się znaczącym sukcesem w pracy. Zanim jednak nakreślisz szefowi wizję Twojego błyskotliwego rozwoju zawodowego sprawdź, jaka jest bieżąca kondycja firmy, która Cię zatrudnia. Jeśli sytuacja przedsiębiorstwa jest stabilna, możesz śmiało walczyć o podwyżkę. Jeżeli jednak firma nie prosperuje najlepiej zastanów się, czy warto w ogóle rozpoczynać negocjowanie wartości wynagrodzenia, ponieważ może się okazać, że pracodawcy nie stać na podwyższenie Twojej pensji.
     Przed rozpoczęciem negocjacji płacowych wypisz na kartce wszystkie powody, dla których zwiększenie wynagrodzenia jest w pełni uzasadnione. Możesz się tu odwołać do swojej wiedzy i kompetencji, dobrym argumentem będzie także przytoczenie średnich zarobków osób zatrudnionych na tym samym stanowisku. Pamiętaj, że podwyżka może być zarówno nagrodą za dobrze wykonane zadania, jak i swoistym kredytem zaufania, za pomocą którego pracodawca ma szansę docenić wysiłek podwładnego oraz zmotywować go do jeszcze bardziej wytężonej pracy. W zależności od tego, w jakiej sytuacji się znajdujesz, możesz więc położyć nacisk na dotychczasowe osiągnięcia lub skupić się raczej na Twoich perspektywach rozwoju.
     Opracuj kilka możliwych scenariuszy rozmowy z szefem. Zastanów się, na czym najbardziej Ci zależy i staraj się to osiągnąć, bądź jednak przygotowany na potencjalną porażkę. Przygotuj kilka opcji, które mogłyby Cię zadowolić i dąż do realizacji choć jednej z nich. Jeśli pracodawca nie zgodzi się na podwyższenie wartości Twojego wynagrodzenia, możesz jeszcze próbować namówić go na przyznanie Ci dodatkowych bonusów, takich jak prywatna opieka medyczna, korzystny zakup akcji firmy lub bezpłatne szkolenia.
     Jeśli interesuje Cię tematyka negocjacji płacowych, przejdź do kolejnego artykułu, dzięki któremu dowiesz się, w jaki sposób rozmawiać z szefem, by osiągnąć zamierzony cel.

Wpisane 13:26, 25 listopad 2008 przez Nina

     Urząd skarbowy kojarzy się przeciętnemu podatnikowi ze wszystkim, co najgorsze. Nie dość, że od niemal każdej działania trzeba odprowadzać podatek, to jeszcze okres składania PITów oznacza dla niektórych pracowników konieczność zapłacenia niekiedy nawet kilku tysięcy złotych za przekroczenie progu podatkowego. Tym razem negatywne skojarzenia mogą zamienić się w miłe zaskoczenie, ponieważ przy odrobinie sprytu będziesz mógł liczyć na „prezent gwiazdkowy” od urzędu skarbowego w postaci wyższego wynagrodzenia.
     Wyższą niż zwykle pensję otrzymają wszyscy pracownicy, którzy wykorzystają zmianę skali podatkowej i odbiorą wypłatę, od której odprowadzone będzie tylko 18% podatku. Jak to możliwe? Wystarczy, że ostatnie w tym roku wynagrodzenie otrzymasz nie w grudniu, a w styczniu przyszłego roku. Jeśli więc odbierzesz pieniądze kilka dni później, niż dotąd, Twoja pensja zostanie rozliczona według korzystniejszej skali podatkowej. Dzięki temu będziesz mógł zaoszczędzić nawet 12% wartości miesięcznego wynagrodzenia, która to kwota trafiała dotąd do kasy urzędu skarbowego. 
Kto może skorzystać z obniżenia zaliczki podatkowej jeszcze w tym roku? Problemów z otrzymaniem wyższego wynagrodzenia netto nie powinny mieć osoby, których pracodawcy zdecydują się wypłacić pensje z niewielkim opóźnieniem, czyli w styczniu 2009. Na takie rozwiązanie mogą jednak przystać tylko firmy, których przepisy wewnętrzne dopuszczają możliwość wypłacenia wynagrodzenia w pierwszych dniach następnego miesiąca. Na szczęście tego typu przedsiębiorstw jest wiele, ponieważ zazwyczaj w regulaminach zapisany jest punkt, zgodnie z którym wypłata musi nastąpić nie później, niż do 10 dnia kolejnego miesiąca. Jeśli jednak wewnętrzne ustalenia firmy są inne, wyłącznie od dobrej woli pracodawcy zależy, czy zdecyduje się on na modyfikację umowy o pracę lub dołączenie sprostowania, zgodnie z którym nastąpi zmiana terminu wypłacania pensji. Takie przedsiębiorstwa mogą wypłacić pracownikom wynagrodzenie do 10 stycznia 2009 tyle, że na własną odpowiedzialność. Termin ten jest wprawdzie zgodny z zapisem zawartym w obowiązującej ustawie, lecz jeśli pracownicy zakwestionują decyzję szefa, może on zostać oskarżony o spowodowanie opóźnienia w wypłacie.
     W najgorszej sytuacji są jednak osoby, którym przysługuje premia uznaniowa o ściśle określonym terminie wypłaty, ponieważ raczej nie uda im się skorzystać ze zmiany skali podatkowej jeszcze w tym roku.
     Żadnych problemów nie będą mieć natomiast pracownicy, dla których przewidziane są świadczenia uznaniowe, ponieważ nie ma żadnych przeszkód, ku temu, by naliczyć je zgodnie z nową, zmniejszoną z 30 do 18% zaliczką podatkową.
     Jeśli tylko pracodawcy wykażą się odrobiną dobrej woli, wiele osób otrzyma dodatkowe pieniądze w pierwszych dniach nowego roku. Na zmianie skali podatkowej skorzystają przede wszystkim pracownicy, których wynagrodzenie znacznie przewyższa średnią krajową. To właśnie dla nich skutkiem zmiany podatkowej może być gwiazdkowy upominek w postaci wyższej pensji netto.