Wpisane 11:28, 1 listopad 2009 przez Nina

     Nie od dziś wiadomo, że polskie społeczeństwo starzeje się w zastraszającym tempie. Niski przyrost naturalny oraz wydłużenie się średniej długości życia sprawiają, że już niedługo będziemy musieli zastanowić się, skąd wziąć pieniądze na utrzymanie rosnącej rzeszy emerytów? Zgodnie z najczarniejszymi scenariuszami, za kilkadziesiąt lat stosunkowo niewielka ilość osób w wieku produkcyjnym będzie musiała pracować na utrzymanie emerytów, których liczba wciąż będzie się zwiększać. Czy rząd ma pomysł, co zrobić w tej sytuacji?
     Jednym z rozwiązań może być plan wdrożenia finansowanego przez państwo programu 50+. Jego ideą jest zapobieganie zbyt wczesnemu przechodzeniu na emeryturę oraz aktywizacja zawodowa osób po pięćdziesiątym roku życia. Projekt ten jest traktowany bardzo poważnie, dlatego też jego realizacja została przewidziana już na styczeń przyszłego roku. Wszystko wskazuje na to, że nie zabraknie pieniędzy na przeprowadzenie projektu 50+, jednak ostateczna decyzja zapadnia w ciągu najbliższych kilku tygodni, ponieważ wtedy program trafi pod obrady Rady Ministrów.
     Jakie praktyczne rozwiązania niesie za sobą realizacja programu 50+? Przede wszystkim osoby po 55 roku życia będą mogły liczyć na dofinansowywanie szkoleń zawodowych, które mają być dostosowane do wieku pracowników oraz sposobu i tempa nauki. Ponadto projekt rządu przewiduje również zmniejszenie kosztów pracy wspomnianej grupy osób.
     Aktywizacja zawodowa ma obejmować nie tylko pracowników, ale również bezrobotnych i osoby niepełnosprawne, dla których świadczenia rentowe nie będą ograniczane z powodu podjęcia pracy.
     Program 50+ skierowany jest w dużej mierze do kobiet po pięćdziesiątce, które rezygnują z kariery zawodowej na rzecz opieki nad wnukami. Politycy chcą, aby było dla nich możliwe połączenie pracy z życiem rodzinnym i w tym celu zamierzają ułatwić zakładanie przedszkoli i żłobków.
     To nie jedyne profity płynące z wdrożenia programu – dla osób, które długo pozostaną aktywne zawodowo przewidziano wyższe emerytury. Zgromadzony przez pracownika kapitał będzie rósł najbardziej intensywnie pod koniec kariery zawodowej – pomiędzy 60. a 70. rokiem życia wartość przyszłej emerytury może wzrosnąć nawet o 60%.
     Program, którego celem jest aktywizacja zawodowa osób po pięćdziesiątym roku życia jest niewątpliwie słuszną inicjatywą. Polska zajmuje bowiem przedostatnie miejsce w Europie pod względem zatrudnienia osób w wieku 55-64 lata. W dodatku wiek przechodzenia na emerytury jest w naszym kraju bardzo niski – w przypadku kobiet wynosi on 57 lat, a w przypadku mężczyzn nieco więcej, bo 62 lata. Dysproporcja ta wynika z tego, że kobiety po pięćdziesiątce rezygnują z kariery zawodowej szybciej od swoich kolegów, ponieważ przejmują na siebie więcej obowiązków rodzinnych związanych z opieką nad wnukami. Jeśli Program 50+ zostanie zaakceptowany przez Radę Ministrów może stać się szansą na zmianę tej sytuacji. Nie powinien być on jednak jedyną inicjatywą podejmowaną ze strony rządu, ponieważ poprzez wdrożenie jednego projektu nie uda się nam zażegnać kryzysu emerytalnego, wynikającego ze starzenia się społeczeństwa.

Wpisane 18:57, 2 kwiecień 2009 przez Nina

    Pomysłów na zmniejszenie stopy bezrobocia było już wiele - wystarczy tu wspomnieć o promowaniu elastycznych form zatrudnienia, dotowaniu bezrobotnych jednorazowymi dodatkami na założenie firmy, czy też o idei „częściowego bezrobocia”, która zakłada obniżenie wymiaru czasu pracy podczas zastoju w firmie. Z ciekawą inicjatywą wyszedł także premier, który zaproponował częściowe spłacanie kredytów hipotecznych osób, które straciły pracę - a wszystko po to, by bezrobotni mogli całkowicie skupić się na szukaniu nowego zajęcia, nie martwiąc się przy tym o utratę mieszkania. W ostatnim czasie powstał kolejny pomysł na obniżenie stopy bezrobocia w Polsce – sprowadza się on do wypłat tzw. dodatku relokacyjnego bezrobotnym, którzy zdecydują się opuścić miejsce zamieszkania w celu znalezienia nowej pracy.
    Z inicjatywą zwiększenia mobilności bezrobotnych Polaków wystąpiło Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, które postanowiło stworzyć nowe możliwości dla osób mających niewielkie szanse na znalezienie pracy w swoim najbliższym otoczeniu. Jednorazowy dodatek relokacyjny ma być wypłacany przede wszystkim mieszkańcom małych miast, gdzie stopa bezrobocia jest największa. Dzięki dodatkowym pieniądzom osoby pozbawione pracy będą mogły bez problemu wynająć mieszkanie w większym mieście oraz swobodnie korzystać ze środków komunikacji miejskiej lub własnego samochodu (dofinansowanie może być przeznaczone także na paliwo). W ten sposób bezrobotni nie stracą kontaktu z rodzinami i zostaną dodatkowo zmotywowani do podjęcia pracy poza swoim regionem.
    Wartość dodatku relokacyjnego będzie zależała od ilości kilometrów, dzielących nowego pracodawcę od miejsca zamieszkania bezrobotnego. Zasada jest prosta – im większa odległość, tym większa dopłata. Na najwyższe bonusy finansowe będą mogli liczyć bezrobotni, którzy znajdą pracę w miejscowości oddalonej od ich miejsca zamieszkania o ponad 100 km – otrzymają oni równowartość czterech pensji minimalnych, czyli 5 000 zł. Nieco mniejsza kwota zostanie wypłacona osobom, których nowy pracodawca prowadzi firmę w miejscowości oddalonej o 50 – 100 kilometrów od miejsca zamieszkania pracownika. Na koszty dojazdu oraz wynajęcie mieszkania dostaną one finansowy odpowiednik dwóch minimalnych wynagrodzeń – dzisiaj byłoby to 2 500 złotych.
    Wokół propozycji wysuniętej przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego powstaje coraz więcej obiekcji. Zasadniczym mankamentem tej inicjatywy mogłyby być próby wyłudzania pieniędzy pod pretekstem zdobycia nowej pracy, a następnie przeznaczanie zdobytego w ten sposób dodatku na cel niezgodny z założeniami projektu. Aby temu zapobiec, bezrobotni będą musieli przepracować minimalną i z góry określoną ilość czasu u nowego pracodawcy – w przeciwnym razie stracą dodatek relokacyjny. Pomimo tego, że nowe przepisy mają wejść w życie już za trzy miesiące, wciąż nie wiemy, jak długi ma to być staż pracy.
    Być może projekt Ministerstwa Rozwoju Regionalnego sprawi, że mieszkańcy małych miasteczek zaczną chętniej szukać pracy w największych polskich miastach. Aby tak się jednak stało, muszą zostać ustalone szczegóły realizacji pomysłu, na które niecierpliwie czekamy.

Wpisane 06:36, 7 marzec 2009 przez Nina

     Codziennie słyszymy o likwidacji kolejnych zakładów pracy, zwolnieniach grupowych oraz wzroście stopy bezrobocia. Wydaje się, że widmo spowolnienia gospodarczego i, co za tym idzie, pogarszającej się sytuacji przedsiębiorców oraz samych pracowników sprawia, iż nikt nie może czuć się bezpiecznie na polskim rynku pracy. Okazuje się jednak, że niektórzy pracownicy nie muszą martwić się o swoje zatrudnienie. Spośród wąskiej grupy szczęśliwców można wymienić inżynierów, dla których znalezienie atrakcyjnej pracy nadal nie stanowi dziś większego problemu.
     Zgodnie z wynikami ankiet, które zostały uzyskane przez Bank Danych o Inżynierach, ponad 58% respondentów bardzo optymistycznie widzi swoją przyszłość zawodową. Istotnie, osoby z wyższym wykształceniem technicznym mają powody do zadowolenia, gdyż problem bezrobocia w najmniejszym stopniu dotknie właśnie inżynierów. Aktualnie jedynym odczuwalnym dla tej grupy zawodowej efektów kryzysu na polskim rynku pracy jest zatrzymanie wzrostu wynagrodzeń. Przypomnijmy, że jeszcze pod koniec ubiegłego roku przeciętna pensja inżyniera wynosiła 5062 zł, podczas gdy wartość średniej pensji w Polsce utrzymywała się na poziomie 3149.82 zł brutto (dane pochodzą z raportów płacowych opracowanych przez BDI). W tym roku inżynierowie nie powinni się raczej spodziewać wzrostu płac, co więcej, niektórzy pracodawcy mogą nawet obniżyć wynagrodzenia ze względu na zmniejszony popyt produktów i problemy finansowe, z którymi borykają się firmy. Niektóre osoby z wyższym wykształceniem mogą być zagrożone zwolnieniem, lecz nawet wtedy nie muszą one obawiać się przejścia na bezrobocie. W Polsce wciąż brakuje inżynierów, którzy są szczególnie cenieni w branży energetycznej, farmaceutycznej oraz w budownictwie drogowym. Inżynierowie są zatrudniani również w przedsiębiorstwach motoryzacyjnych oraz firmach zajmujących się produkcją sprzętu AGD, bądź budownictwem mieszkaniowym. Wprawdzie sytuacja wielu firm działających w powyższych branżach jest ostatnio niestabilna, lecz zagrożeni zwolnieniami są raczej pracownicy szeregowi, niż osoby z wykształceniem technicznym. Inżynierowie dostają wymówienia dopiero wtedy, gdy przedsiębiorstwo upada, w pozostałych sytuacjach pracodawcy wolą zatrzymać w firmie fachowców, gdyż rekrutacje inżynierów są bardzo kosztowne i nie zawsze umożliwiają wyłonienie odpowiednio wykwalifikowanych osób. W tej sytuacji dużo bardziej opłacalne staje się przeczekanie kryzysu bez zwalniania pracowników z wyższym wykształceniem technicznym. Niekiedy jednak inżynierowie przypłacają utrzymanie pracy zmniejszeniem wynagrodzeń lub wycofaniem bonusów finansowych i pozafinansowych.  Nie wszyscy pracownicy akceptują ten stan rzeczy, czego efektem jest zainteresowanie zagranicznymi ofertami pracy. Norwescy i brytyjscy pracodawcy wciąż kuszą polskich inżynierów atrakcyjnymi wynagrodzeniami oraz dobrymi warunkami bytowymi. Według danych BDI ok. 17% inżynierów zadeklarowało chęć wyjazdu poza granice kraju w celu podjęcia pracy zarobkowe.
     Wszystko wskazuje jednak na to, że nawet, jeśli sytuacja inżynierów w Polsce nieznacznie się pogorszy, to na krótko. Już niebawem ruszą bowiem liczne przedsięwzięcia finansowane ze środków unijnych, a także rozpoczną się przygotowania do Euro 2012, dzięki czemu inżynierowie znowu znajdą się w grupie najbardziej poszukiwanych pracowników.

Wpisane 11:30, 4 marzec 2009 przez Nina

     Od 1 marca wzrosną najniższe emerytury oraz renty, na podwyżkę mogą liczyć także wszystkie osoby, które otrzymują różnego rodzaju dodatki, np. kombatanckie, pielęgnacyjne i kompensacyjne. W wyniku waloryzacji świadczeń wypłacanych przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych przeciętna podwyżka wyniesie około 85 złotych. Jak podaje rzecznik prasowy ZUS-u, wartość emerytur wzrośnie średnio o 91 złotych, a zatem przeciętne świadczenie emerytalne wyniesie 1 606 złotych. Poniżej znajdziesz informacje dotyczące podwyżek dla emerytów, a także wzrostu wartości rent i dodatków.
     Waloryzacja rent i emerytur spowoduje zwiększenie wartości świadczeń, przyznawanych około 7.7 mln osób. Od 1 marca 2009 najniższe świadczenia powinny wzrosnąć o kwotę, będącą iloczynem dotychczasowej wartości świadczenia i wskaźnika waloryzacji, który aktualnie wynosi 106.1%. W rezultacie najniższa emerytura oraz renta z tytułu całkowitej niezdolności do pracy, a także renta rodzinna wzrosną o 38.81 złotego i wyniosą 675.10 zł. Na nieco mniejszą podwyżkę mogą liczyć osoby, które pobierają rentę z tytułu częściowej niezdolności do pracy – jej wartość zwiększy się o 29.86 i w efekcie renta będzie równa kwocie 519.30 zł. Efektem waloryzacji jest również wzrost najniższych rent, wypłacanych wszystkim tym, którzy zachorowali na chorobę zawodową, bądź doświadczyli wypadku przy pracy. Po marcowej podwyżce więcej pieniędzy otrzymają osoby całkowicie niezdolne do pracy w związku z wypadkiem lub chorobą zawodową oraz osoby pobierające rentę rodzinną wypadkową – w obydwu przypadkach wartość świadczenia wzrośnie o 46.57 złotych i wyniesie 810 złotych i 12 groszy. Renty z tytułu częściowej niezdolności do pracy w związku z wypadkiem lub chorobą zawodową wzrosną natomiast o 35.83 zł, a ich wartość będzie równa 623.16 zł.
     Waloryzacji podlegają także dodatki: kombatanckie, pielęgnacyjne, dla sierot zupełnych, kompensacyjne oraz za tajne nauczanie. Na wyższe świadczenia mogą liczyć również: żołnierze zastępczej służby wojskowej przymusowo zatrudniani w kopalniach węgla, rud uranu oraz kamieniołomach i batalionach budowlanych. Wszystkie osoby, które były deportowane do pracy przymusowej, bądź zostały osadzone w obozach pracy przez ZSRR i III Rzeszę, jak również cywilni niewidomi, którzy stali się ofiarami działań wojennych i kombatanci skorzystają z podwyżek spowodowanych waloryzacją świadczeń. Najwięcej zyskają cywilni niewidomi będący ofiarami działań wojennych, którzy otrzymają o 567 złotych i 8 groszy więcej, niż dotychczas. Pozostałe grupy osób pobierających dodatki dostaną podwyżki w wysokości od 8.68 zł, do 325.36 zł.
     Waloryzacja obejmie także osoby, którym przysługują świadczenia przedemerytalne oraz zasiłki przedemerytalne. Wzrost wartości świadczeń dotyczy około 168 000 osób z obydwu grup i wyniesie ponad 8 i pół miliona złotych. Pozytywne skutki rewaloryzacji odczują także osoby, które otrzymują emerytury pomostowe oraz okresowe emerytury kapitałowe - w ich przypadku wysokość świadczeń będzie obliczana na tych samych zasadach, co emerytury i renty wypłacane z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

Wpisane 16:54, 2 marzec 2009 przez Nina

     Rozpoczął się marzec, a zatem powinieneś już otrzymać od pracodawców i innych płatników roczne rozliczenie PIT. Termin dostarczenia odpowiednich dokumentów pracownikowi minął wraz z ostatnim dniem lutego. Jeśli wciąż nie otrzymałeś formularza PIT-11, lepiej upomnij się o swoje rozliczenie, gdyż brak dokumentu nie zwalnia Cię z obowiązku złożenia rocznego zeznania podatkowego do 30 kwietnia. Co więcej, zaniedbanie biurokratycznego obowiązku może Cię sporo kosztować, gdyż dla pracowników, którzy nie dopełnili wszystkich formalności w Urzędzie Skarbowym przewidziano kary finansowe.
     Co w takim razie powinieneś zrobić, jeśli wciąż nie otrzymałeś formularza PIT-11? Przede wszystkim sprawdź, czy rozliczenie zostało do Ciebie wysłane. Możliwe, że zawiniła poczta i dokument trafi do Twoich rąk jeszcze w tym tygodniu. Niestety jednak nie można wykluczyć, iż PIT nie został wysłany przez pracodawcę. W tej sytuacji powinieneś jak najszybciej skontaktować się z szefem, bądź działem kadr i ustalić realny termin przesłania listu z rozliczeniem.
     Niekiedy pracownicy mają problem z uzyskaniem należnego im dokumentu, gdyż pracodawca odmawia sporządzenia PIT-u. Niezależnie od stanowiska pracodawcy, na pracowniku wciąż jednak ciąży obowiązek rozliczenia podatku w określonym czasie. Jeżeli więc z winy pracodawcy złożysz PIT-11 po 30 kwietnia, to i tak będziesz zmuszony udowodnić urzędnikom przyczyny opóźnienia. Jeśli chcesz uniknąć ewentualnej grzywny i problemów natury formalnej, postaraj się o przekonywający dowód na Twoją niewinność. Może nim być na przykład skierowane do pracodawcy pismo z żądaniem wystawienia PIT-u. Upewnij się, że Twój pracodawca otrzymał przesyłkę – w tym celu możesz wysłać dokument listem poleconym lub przekazać go adresatowi za pokwitowaniem.
     Jeśli i tym razem Twoje działania nie przyniosą oczekiwanego efektu, nie pozostaje już nic innego, jak poinformować o całym zajściu odpowiedni urząd skarbowy. Zawiadomienie powinno mieć formę pisemną i musi zawierać takie informacje, jak: imię, nazwisko, adres i NIP pracownika oraz nazwisko (lub nazwę), adres i NIP pracodawcy, bądź innego płatnika.
     Teraz pozostaje Ci już tylko mieć nadzieję, że Twój pracodawca przestraszy się konsekwencji nie doręczenia PIT-u na czas i naprawi swój błąd przed upływem terminu składania rozliczenia podatkowego. Jeśli to jednak nie nastąpi, będziesz zmuszony oszacować swoje dochody z minionego roku i złożyć zeznanie wraz z informacją o możliwości zaistnienia błędów. Nie zawsze jednak istnieje ryzyko błędnego oszacowania zeszłorocznych zysków przez pracownika. Tego problemu unikną choćby osoby pracujące w ramach umowy o dzieło, gdyż na wystawianym każdorazowo rachunku znajdują się wszystkie kwoty, niezbędne do sporządzenia rozliczenia.
     Brak PIT-u wystawionego przez pracodawcę może stanowić poważny problem. Zanim jednak zaczniesz podejrzewać szefa o lenistwo lub złe intencje sprawdź, czy dokumenty zostały wysłane na właściwy adres oraz czy nie zostały zagubione przez pracowników poczty.

Wpisane 23:00, 1 marzec 2009 przez Nina

     W ostatnim czasie czynniki gospodarcze bardziej niż zwykle wpływały na kondycję polskiego rynku pracy. W zeszłym roku odnotowaliśmy wzrost gospodarczy, którego efektem było tworzenie nowych miejsc pracy, możliwość negocjacji wynagrodzeń oraz znaczny wzrost wartości pensji. Rynek pracownika zakończył się jednak wraz z pojawieniem się krachu finansowego, który wpłynął na odwrócenie tendencji korzystnych dla pracowników. Początkowo wiele firm zrezygnowało z tworzenia nowych działów i zatrudniania dodatkowej rzeszy specjalistów oraz pracowników szeregowych, a z czasem sytuacja niektórych przedsiębiorstw znacznie się pogorszyła, czego efektem jest redukcja miejsc pracy, a niekiedy wręcz upadek firm. Wysoka stopa bezrobocia, która w lutym wynosiła już 11.5% to rezultat nierozwiązanych dotąd problemów finansowych, z którymi borykają się polskie i zagraniczne przedsiębiorstwa.
     Pomimo tego, że nasza sytuacja gospodarcza wciąż pozostawia wiele do życzenia, niektóre przedsiębiorstwa zaledwie w znikomym stopniu odczuwają skutki kryzysu. Należą do nich firmy związane z sektorem hotelarstwa oraz gastronomii (szczególnie sieci fast foodów). Słaby złoty sprawia, że spędzanie urlopu w Polsce staje się bardziej opłacalne, niż wakacje w krajach należących do strefy euro oraz państwach, w których wysokie ceny skutecznie zniechęcają do spędzania wolnego czasu. Efektem tego jest zwiększenie liczby turystów ze Słowacji, Litwy i Niemiec, a także z bardziej oddalonych od Polski krajów. Przypuszczalnie wakacje w Polsce spędzi także duża liczba rodaków mieszkających i pracujących w Wielkiej Brytanii. Najwięcej zysków osiągną z pewnością właściciele pensjonatów oraz hoteli położonych w górskich miejscowościach oraz na Mazurach. Dobrą passą cieszyć się będą również osoby zatrudnione w obiektach gastronomicznych, a szczególnie w stosunkowo tanich fast foodach, które już od kilku miesięcy notują wzrost przychodów. Zyskają także firmy nastawione na dostarczanie turystom rozrywki, a zatem wszystkie ośrodki rekreacyjne, sportowe oraz różnego rodzaju kluby i dyskoteki.
     W dobrej sytuacji są także sklepy położone w miejscowościach przygranicznych, szczególnie od strony granicy ze Słowacją. Zaopatrują się w nich bowiem nasi zagraniczni sąsiedzi, dla których wejście do strefy euro zaowocowało dużym wzrostem cen podstawowych produktów. Na zakupy przyjeżdżają do Polski także Litwini, którzy kupują u nas nie tylko żywność, ale również meble i materiały budowlane.
     Osłabienie się złotego sprawiło, że wielu polskich pracowników rozpoczęło poszukiwania pracy sezonowej poza granicami kraju, gdzie wynagrodzenia są teraz bardziej atrakcyjne, niż jeszcze kilka miesięcy temu. Wraz ze wzrostem kursu euro zwiększyły się zarobki za pracę przy zbieraniu warzyw i owoców oraz przy wykonywaniu innych zajęć fizycznych. Zainteresowanie Polaków zagraniczną pracą sezonową jest jednak niewspółmierne do niewielkiej liczby ofert, której przyczyn należy upatrywać w redukcji zatrudnienia, związanej z niestabilną sytuacją finansową firm. 
     Wszyscy ci, którzy korzystają z osłabienia się złotego powinni jednak liczyć się z tym, że ich radość może nie potrwać długo. Analitycy przewidują, że wzrost wartości naszej waluty jest tylko kwestią czasu.

Wpisane 17:59, 24 luty 2009 przez Nina

     Kolejny zakład produkcyjny poszedł w ślady firmy Zelmer i Fabryki Broni „Łucznik”, których kierownictwa podjęły decyzje o wysłaniu pracowników na przymusowe urlopy w celu zmniejszenia strat ponoszonych przez przedsiębiorstwa. Najnowszą ofiarą braku zleceń jest spółka Volkswagen, która wstrzymała produkcję na pięć dni. To już druga tego typu decyzja w tym roku – pracownicy Volkswagena mieli wolne również na początku lutego, wtedy były to jednak tylko trzy dni. Wstrzymanie produkcji w firmie jest rodzajem kompromisu pomiędzy kierownictwem, a związkami zawodowymi, dzięki niemu Volkswagen nie został narażony na kolejne straty finansowe, wynikające z pracy przy niewielkiej ilości zleceń, natomiast pracownikom nie grozi zmniejszenie wynagrodzenia zasadniczego, bądź otrzymanie wymówienia. Nie zmienia to jednak faktu, że sytuacja poznańskiego zakładu Volkswagena jest niepewna. Z racji tego, że większość zysków firmy pochodzi przede wszystkim z eksportu produktów na rynki europejskie, wzrost kapitału spółki jest zależny od sytuacji gospodarczej innych państw. Skutki międzynarodowego kryzysu finansowego są więc dla Volkswagena bardziej odczuwalne, niż dla firm motoryzacyjnych, dystrybuujących części na terenie Polski, w której krach gospodarczy nie wywołał jeszcze aż tak dużych strat, jak w krajach Europy Zachodniej.

Aktualnie zakład produkcyjny Volkswagena ma zlecenia tylko na najbliższe dni. Trudno przewidzieć jak potoczą się dalej losy poznańskiego zakładu. Póki co spółka, nie wyklucza kolejnych przestojów, jeśli liczba zamówień nie wzrośnie.

Odpowiedzią na problemy finansowe Volkswagena jest jednak nie tylko wstrzymanie produkcji – w ostatnim czasie firma odmówiła także przedłużenia umów z pracownikami agencji pracy tymczasowej. Zatrudnienie straci więc większość pracowników tymczasowych, którzy stanowią około 10% osób pracujących w poznańskim zakładzie. Czy kolejne cięcia kosztów będą równoznaczne ze zmniejszeniem liczby stałych pracowników spółki? Na to pytanie trudno jednoznacznie odpowiedzieć, wydaje się jednak, że dzięki determinacji związków zawodowych oraz korzystnej dla pracowników wewnętrznej polityce firmy, zwolnienia nie stanowią jeszcze realnego zagrożenia. Z drugiej strony nie sposób lekceważyć faktu, iż liczba zamówień już teraz spadła o jedną trzecią i jeśli sytuacja poznańskiego zakładu nie ulegnie poprawie, zarząd spółki może zacząć brać pod uwagę nawet najbardziej ostateczne rozwiązania.

W złej kondycji finansowej są również zagraniczne zakłady produkcyjne Volkswagena. Aktualnie wstrzymano produkcję nie tylko w Poznaniu, ale również w: Hanowerze, Dreźnie, Wolfsburgu, Emden i Zwickau. Przerwa ma potrwać do 1 marca 2009 roku. Przestoje w pracy dotyczą około 61 000 pracowników Volkswagena, co stanowi dwie trzecie liczby zatrudnianych przez spółkę osób. W normalnym trybie pracują w tej chwili jedynie placówki badawczo-rozwojowe oraz niektóre zakłady zajmujące się produkcją części. Przez cały czas odbywają się również kursy szkoleniowe dla pracowników.

Wpisane 11:42, 21 luty 2009 przez Nina

     To nie żart! Zgodnie z zapowiedzią premiera osoby, które straciły pracę i w efekcie tego stały się niewypłacalne mogą liczyć na pomoc rządu w spłacie kredytu hipotecznego. Bezrobotni będą mogli skupić się całkowicie na poszukiwaniu pracy, nie martwiąc się przy tym o utratę mieszkania. Przez cały rok nie zapłacą oni ani jednej raty kredytu hipotecznego, gdyż środki na ten cel będą przekazywane bankom przez Fundusz Pracy. Koszt przeprowadzenia tegoż przedsięwzięcia wyniesie ok. 300-400 mln zł.
     Podczas debaty nad planami zabezpieczenia gospodarki i obywateli przed skutkami kryzysu premier poinformował także o utworzeniu rezerwy solidarności społecznej oraz podniesieniu gwarancji zabezpieczających wypłacalność depozytów. Donald Tusk wyraził również nadzieję, że wszystkie partie przyczynią się do pozyskania funduszy, które mogłyby zostać przeznaczone na realizację antykryzysowych projektów. Sposobem na zgromadzenie odpowiedniej ilości środków finansowych może być zaprzestanie finansowania działalności ugrupowań politycznych z budżetu państwa w latach 2009-2010. Premier zaproponował także wstrzymanie corocznych podwyżek przeznaczonych dla najwyższych urzędników państwowych.
     Podczas trwania debaty poruszono również temat zahamowania wzrostu cen energii elektrycznej. Priorytetem Tuska jest ochrona wszystkich odbiorców detalicznych prowadzących gospodarstwa domowe. Szef rządu podkreślił jednak, iż zdaje sobie sprawę z tego, iż wysokie ceny energii elektrycznej dla przedsiębiorców mogą przełożyć się na tworzenie oszczędności kosztem pracowników. W efekcie wyższe rachunki za prąd mogłyby prowadzić do redukcji zatrudnienia w niektórych firmach, a tym samym wzrostu bezrobocia. 
     Szef rządu wspomniał także o tym, że międzynarodowy kryzys nie przeszkodzi w realizacji zaplanowanych wcześniej inwestycji. Jeszcze w tym roku zostaną przeprowadzone przetargi na łączną kwotę 29 miliardów złotych, w najbliższym czasie ruszyć ma także budowa słynnego gazoportu. Niebawem ruszą inwestycje drogowe i energetyczne, w tym również ekologiczne projekty dotyczące energii odnawialnej. Na realizację inwestycji energetycznej rząd zamierza przeznaczyć około 400 – 500 milionów euro, natomiast plany związane z ekologicznymi inwestycjami wysokiego ryzyka będą wymagać nakładu ok. 1.5 miliarda złotych. 
     Pomimo coraz bardziej odczuwalnych efektów kryzysu gospodarczego Donald Tusk pragnie jak najszybciej osiągnąć porozumienie w sprawie przystąpienia Polski do strefy euro. Jego zdaniem jakiekolwiek opóźnienia mogą doprowadzić do poważnych problemów związanych ze sfinansowaniem deficytu.
     Podczas debaty związanej z planami uchronienia gospodarki i obywateli przed negatywnymi skutkami kryzysu padło wiele propozycji oraz kilka deklaracji podjęcia konkretnych działań. Pozytywnym aspektem rozmów jest z pewnością widoczna troska o dobro pracowników i chęć poszukiwania rozwiązań mających na celu zahamowanie wzrostu bezrobocia. To nie jedyne inicjatywy rządu, których celem jest zażegnanie kryzysu gospodarczego. Najprawdopodobniej już niedługo Donald Tusk wysunie kolejne propozycje polepszenia sytuacji na polskim rynku pracy, gdyż sprawa ta należy aktualnie do priorytetów rządu.

Wpisane 12:58, 10 luty 2009 przez Nina

     Z miesiąca na miesiąc polski rynek pracy staje się coraz bardziej chwiejny. Jeszcze niedawno jedynymi odczuwalnymi dla pracowników symptomami nadchodzącego kryzysu finansowego były trudności z uzyskaniem podwyżki. Teraz osoby, które narzekały na niskie wynagrodzenie lub brak premii zaczynają czuć coraz większą obawę przed utratą pracy.
     Najbardziej zagrożone bezrobociem są osoby zatrudnione w sektorze produkcyjnym, a także w budownictwie i usługach. Z poważnymi problemami finansowymi borykają się głównie firmy eksportujące swoje towary do krajów Unii Europejskiej. W ostatnim czasie do grona bankrutów dołączyły także wielkie przedsiębiorstwa, wśród których przeważają spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Swoje zakłady zamykają tacy giganci, jak International Automotive Components Group (fabryka w Teresinie), Remy Automotive Poland (zakład produkcyjny w Świdnicy) czy RR Donnelley (fabryka w Kielcach).
     Firmy z branży motoryzacyjnej już od kilku miesięcy muszą zmagać się z mniejszą ilością zleceń i, co za tym idzie, dużymi stratami finansowymi. Przykładem tego jest choćby japoński producent samochodów Nissan, który zdecydował się na znaczną redukcję liczby pracowników w fabrykach na całym świecie. Od kwietnia 2009 roku Nissan zamierza zlikwidować około 20 000 miejsc pracy, a także wprowadzić w fabrykach dni przestoju.
     Kryzys gospodarczy oraz związany z nim krach na rynku nieruchomości sprawiły, że nastały ciężkie czasy dla deweloperów, ale również dla firm zajmujących się wystrojem wnętrz. Słabnący popyt na materiały budowlane oraz artykuły ozdobne wpłynął na złą kondycję finansową tychże przedsiębiorstw. Efektem tego jest niekiedy likwidacja zakładów produkcyjnych, częściej jednak dochodzi do drastycznego zmniejszenia liczby etatów. Przykładem tego jest fala zwolnień w dużej firmie z branży meblarskiej – Nowy Styl. Przedsiębiorstwo zamierza zredukować etaty i zwolnić prawie 700 osób, co stanowi jedną piątą wszystkich pracowników.
     W złej kondycji finansowej jest także PLL LOT, którego przedstawiciele rozpoczęli już rozmowy z członkami związków zawodowych na temat zwolnień grupowych. Nie wiadomo jeszcze ile osób dostanie wypowiedzenia, pewnym jest jednak, że redukcja etapów obejmie ok. 40 rodzajów stanowisk – od najwyższego do najniższego szczebla. Przypomnijmy, że już w zeszłym roku firma PLL LOT zwolniła ok. 50 osób – byli to piloci i stewardessy. Problemy związane z kryzysem finansowym nie ominęły także założonej w 1965 roku Toruńskiej Przędzalni Czesankowej „Merinotex”. Zatrudniająca 350 osób firma właśnie złożyła wniosek o ogłoszenie upadłości.
     Niektóre przedsiębiorstwa próbują uniknąć zwalniania pracowników i decydują się na chwilowe wstrzymanie produkcji, by zredukować straty finansowe wynikające z braku zamówień. Taką taktykę obrała Fabryka Broni „Łucznik”, której zarząd postanowił wysłać pracowników na dwutygodniowy urlop. Podobnie postąpił również największy producent sprzętu AGD w Polsce – Zelmer, który wstrzymał produkcję od 9 do 13 lutego.
     Zarówno przedsiębiorstwa takie jak Łucznik i Zelmer, jak i wiele innych firm coraz bardziej świadomie podchodzą do kwestii zatrudnienia pracowników. Pomimo trudnej sytuacji finansowej starają się one utrzymać pracowników, a nawet zdobywać fundusze na ich szkolenia. Dzięki temu obydwa przedsiębiorstwa nie będą zmuszone do przeprowadzania kosztownych rekrutacji po zażegnaniu kryzysu finansowego.

Wpisane 22:38, 1 luty 2009 przez Nina

     Liczba osób poszukujących pracy rośnie z miesiąca na miesiąc i zaczyna wywoływać coraz większy niepokój wśród analityków oraz pracowników obawiających się utratę posady. Ofert pracy jest teraz mniej niż jeszcze kilkanaście tygodni temu, a pracodawcy, którzy oferują zatrudnienie nie są już skorzy do negocjacji płacowych. Choć sytuacja pracowników jest zdecydowanie gorsza, niż w ostatnim czasie, to jednak najwięcej powodów do zmartwień mają wciąż bezrobotni.  Wszystko wskazuje jednak na to, że już niebawem wielu z nich będzie mogło skorzystać z oferty szkoleń, dzięki którym osoby poszukujące pracy otrzymają stypendia i staną się bardziej atrakcyjne dla potencjalnych pracodawców.
     Bezrobotni, którzy wezmą udział w szkoleniach zawodowych otrzymają stypendia wynoszące nawet 120% wartości zasiłku. Ich kwota będzie zależała od czasu poświęcanego nauce – na najwyższe dopłaty będą mogły liczyć osoby, które spędzą na szkoleniu co najmniej 150 godzin miesięcznie. Bezrobotny będzie mógł także uczestniczyć w wyborze kursu, który zostanie opłacony ze środków Funduszu Pracy. Tego typu szkolenia trwają zwykle nie dłużej niż 6 miesięcy, jednak w niektórych sytuacjach istnieje możliwość ich przedłużenia.
     Nowelizacja ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, która właśnie dzisiaj weszła w życie, zakłada bardziej surowe traktowanie osób, którym nie zależy na znalezieniu pracy, tylko na pobieraniu zasiłku. Zgodnie z nowymi przepisami każdemu bezrobotnemu, który w ciągu sześciu miesięcy nie podjął pracy zostanie przedstawiony specjalny program pomagający w zdobyciu zatrudnienia. Jeśli jednak osoba zarejestrowana w urzędzie pracy odmówi uczestnictwa w szkoleniach lub przygotowaniu zawodowym, to tym samym zostanie wykreślona z list bezrobotnych i przestanie otrzymywać zasiłek.
     Łatwiejszy stanie się także dostęp do ofert pracy, gdyż nowelizacja przewiduje utworzenie lokalnych punktów informacyjno-konsultacyjnych. Bezrobotni mogliby się w nich rejestrować oraz otrzymywać wiadomości na temat form pomocy udzielanej przez urzędy pracy. Z powiatowych urzędów pracy zostaną wyodrębnione centra aktywizacji zawodowej. Będzie w nich można skorzystać z fachowych porad doradców zawodowych, a także wziąć udział w szkoleniach. Nowe przepisy zakładają zwiększenie liczby doradców po to, aby współpraca z bezrobotnymi była bardziej skuteczna.
     Na wprowadzeniu w życie nowelizacji ustawy zyskają nie tylko osoby poszukujące pracy, lecz również pracodawcy, których podwładni przekroczyli już pięćdziesiąty rok życia. Zostaną oni okresowo zwolnieni z opłacania składek na Fundusz Pracy oraz Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. W jeszcze lepszej sytuacji znajdą się pracodawcy, których pracownice przekroczyły 55 rok życia, a zatrudniani mężczyźni mają więcej niż sześćdziesiąt lat – będą oni bowiem całkowicie zwolnieni z obowiązku składkowego. 
     Czy nowelizacja ustawy przyczyni się do zmniejszenia skali bezrobocia w Polsce? I czy zwiększenie liczby doradców zawodowych jest konieczne? Wyraź swoją opinię w komentarzu!