Niektórzy uważają, że w dzisiejszych czasach oszczędzać się nie da. Ceny idą w górę, pensje na ogół stoją w miejscu, a każdego miesiąca pojawiają się jeszcze jakieś dodatkowe, nadprogramowe wydatki, z którymi trzeba sobie poradzić. Z czego tutaj zatem odkładać na przysłowiową czarną godzinę albo, bardziej optymistycznie, na wakacyjny wyjazd albo nowe meble?
Spróbować
Okazuje się, że są tacy, którym to się udaje. Zakładają bankowe subkonta, lokaty, książeczki oszczędnościowe albo po prostu składają co miesiąc określoną kwotę do koperty. Nie zawsze są to wielkie sumy. Po jakimś czasie jednak okazuje się, że przydatne.
Bez zniechęcenia
Taka już nasza natura, że szybko się zniechęcamy. Przy oszczędzaniu natomiast trzeba nie tylko pieniędzy, które są do tego „procesu” niezbędne, ale też dużo cierpliwości i samodyscypliny.
13.Nietypowe umiejętności, które można wykorzystać w pracy
Wysokość wypłaty to jeden z czynników decydujących o tym, czy daną pracę podejmujemy czy też rezygnujemy z niej. Czasem jednak zdarza się tak, że pensja jest odpowiednia, ale sama praca, za którą to wynagrodzenie otrzymujemy, średnio nas satysfakcjonuje.
Czy warto?
Powstaje pytanie: czy warto męczyć się w pracy, która nie satysfakcjonuje nas, ale przynosi wysokie dochody, umożliwiające życie na odpowiednim poziomie? W zasadzie trudno tu odpowiedzieć jednoznacznie. Owszem, można pracę rzucić i poszukać innej, nie mając jednak pewności, że uda nam się znaleźć coś i satysfakcjonującego i równocześnie dochodowego. Można również zostać w tej pracy i otrzymywać odpowiednie środki finansowe, ale nadal przychodzić tam bez zbytniej ochoty i przeważnie z negatywnym nastawieniem.
Trudna decyzja
Decyzja o tym, czy zostać, czy tez próbować gdzie indziej na pewno do łatwych nie będzie należała. Nie można jednak uciec od jej podejmowania, gdyż w końcu jest ona dość istotna dla dalszego rozwoju naszej kariery zawodowej.
Obecnie banki prześcigają się w ofertach kredytowych. Tutaj taka opcja, tam inna. Tu jedna korzyść, tam dwie kolejne. Tu takie plusy, tam inne. Łatwy dostęp do pieniędzy, minimum formalności – szybko, prosto, bez problemów. Nic, tylko iść do wybranej placówki, przedstawić wymagane dokumenty, podpisać umowy i korzystać z pożyczonych pieniędzy. Zanim jednak zdecydujemy się na ten krok, warto rozważyć wszystkie za i przeciw.
Obiektywnie
Pieniądze są potrzebne właściwe nieustannie. Dobrze, gdy jesteśmy w stanie zaspokoić wszystkie nasze potrzeby z uzyskiwanego wynagrodzenia czy oszczędności. Czasem jednak powstaje konieczność większych wydatków i wtedy niezbędny okazuje się kredyt lub pożyczka. Nim jednak podpiszemy wszelkie umowy i załatwimy formalności, lepiej dokładnie przemyśleć zasadność pożyczania pieniędzy z banku i przeanalizować oferowane nam warunki.
Decyzja zapadła
Zanim decyzja o pożyczce zapadnie definitywnie, weźmy jeszcze pod uwagę konieczność jej spłacania. Na koniec zaś wykorzystajmy pożyczone pieniądze tak, by rzeczywiście było to opłacalne.
Na wysokość zarobków ciągle da się słyszeć narzekania. W zasadzie obojętnie, jaki będzie wpływ na konto, a to nie starcza, tu za mało. Czasem wpadnie jakaś podwyżka, innym razem premia. Bywa zatem tak, że niekiedy uda nam się odłożyć parę złotych.
Na co odkładamy?
Cele tych oszczędności są różne. Zbieramy na mieszkanie, na samochód, na wakacyjny wyjazd. Odkładamy też na przysłowiową „czarną godzinę” albo, żeby po prostu w portfelu zawsze było kilka złotych. Czasem chcemy kupić coś dla siebie lub domu, innym razem myślimy o remoncie. Czeka nas jakaś większa impreza rodzinna, albo wybieramy się gdzieś. Tych powodów do oszczędzania może być wiele i niekiedy pojawiają się z dnia na dzień.
Konsekwentnie
W zabawie z oszczędzaniem ważna jest nasza konsekwencja. Jeśli już decydujemy się na odkładanie pieniędzy, to rzetelnie tę decyzję wypełniajmy. Inaczej nasze zamierzenia będą pozbawione sensu.
Wydawać by się mogło, że skoro mamy XXI w., rozwinięte technologie, coraz więcej nowych zawodów, a także coraz większy dostęp do edukacji i szkolnictwa wyższego, powinniśmy też coraz więcej zarabiać, a przez to podwyższać poziom swojego życia. Okazuje się jednak, że ta logika nie zawsze daje się zrealizować w rzeczywistości.
Ile zarabia przeciętny pracownik?
Tak na dobrą sprawę trudno się tego dowiedzieć. Jedni w ogóle nie chcą mówić o swoich zarobkach, inni zawyżają otrzymywane kwoty. Niby są podane standardy, najniższe stawki, i tym podobne, ale specyfika naszego narodu jest taka, że albo narzekamy, albo przesadzamy w drugą stronę, stąd trudno orzec coś jednoznacznego. Fakty jednak są takie, że ceny, opłaty i podatki idą w górę, a nasze zarobki nie.
Co zrobić?
Można po prostu pozostać przy narzekaniu. Można szukać pracy dodatkowej. Można zacząć oszczędzać. Wariantów sporo. Szkoda tylko, że ciągle musimy wybierać z tych negatywnych.
Mało kto ma problem z odpowiedzią na tak postawione pytanie. Nie da się przecież ukryć, że większość z nas nadal zarabia wciąż kwoty niesatysfakcjonujące, a wydatków, niestety, nie ubywa. Nie zaszkodzi jednak pomyśleć o dobrym ulokowaniu pieniędzy.
Lokata, konto?
Formę przekazywania wypłaty określa pracodawca. Czasem pracownik jest pytany o to, jaką formę preferuje. Pieniądze mogą być wypłacane „do ręki”, mogą też być przelewane na konto. Niektóre firmy zatrudniające pracowników leasingowych oferują pewien „bonus”, a mianowicie ci pracownicy, którzy chcą, by ich wynagrodzenie trafiało na konto bankowe, otrzymują kilkuprocentową premię.
Jakie konto wybrać?
Ofert kont jest wiele. Właściwie każdy z istniejących banków ma własne wymogi odnośnie użytkowników rachunków osobistych oraz ich charakterystyczne cechy. Wybór należy oczywiście do klienta banku, który powinien wyszukać dla siebie opcji jak najlepszej. Najlepiej zatem sprawdzić kilka ofert, porównać je, zweryfikować. Teraz na przykład popularne są kont z limitem kredytowym czy saldem debetowym.
Trafny wybór
Przy podejmowaniu decyzji odnośnie tego, w jakiej formie otrzymywać chcemy wynagrodzenie, powinniśmy zwrócić uwagę przede wszystkim na nasz komfort. Warto zatem rozważyć wszystkie opcje i wybrać taką, która będzie najbardziej satysfakcjonująca.
Odpowiedź na to pytane dla wielu nadal pozostaje tematem tabu. Jedni nie chcą mówić o swoim wynagrodzeniu, bo uważają, ze nie ma się czym chwalić, inni wprost przeciwnie: nie odpowiadają na pytanie o wysokość comiesięcznych wpływów na konto, gdyż chcą uniknąć zazdrosnych komentarzy i niesprawiedliwych ocen. Jeszcze innym natomiast jest zupełnie obojętne to, ile zarabiają i jakie kwoty wpływają na ich konto. Nie da się jednak ukryć, że ta grupa jest chyba najmniej liczna.
Adekwatnie do…
Tutaj można by wskazać wiele elementów, oprócz oczywiście tych wymienionych w ustawie. Każdy bowiem chciałby, ażeby uwzględniano nie tylko zakres jego obowiązków, ilość godzin pracy, wykształcenie i predyspozycje do zajmowania danego stanowiska, ale też zaangażowanie, pomysłowość, kreatywność. Ciągle jednak pracownicy podzieleni są na tych, których pensja satysfakcjonuje, i na tych, którzy wciąż uważają, że zarabiają zbyt mało.
Jak zmienić wysokość pensji?
To nie jest zależne tylko od pracownika. Owszem: awanse, premie, podwyżki – wszystko to jest możliwe i osiągalne, ale uzależnione też od finansowych możliwości pracodawcy.
Ostatnio w mediach, szczególnie w radiu dość głośna stała się kampania dotycząca wyrównywania szans, również na polu wynagrodzenia, między zatrudnionymi kobietami i mężczyznami. Dyskryminacja jest zabroniona w Kodeksie Pracy. Ustawowo zatem zakazuje się tak jawnych, jak i niejawnych jej przejawów. Czy zatem kobiety rzeczywiście zarabiają gorzej od mężczyzn? A jeśli tak, to dlaczego?
Wykształcenie?
Na tym polu trudno raczej o różnice. I kobiety, i mężczyźni w równym stopniu kończą obecnie uczelnie wyższe, robią dodatkowe studia podyplomowe, dokształcają się, biorą udział w różnego rodzaju kursach i szkoleniach. Na równym poziomie osadza się też znajomość języków obcych czy zakres posiadanych umiejętności. Różnice mogą pojawić się na polu wykorzystywania posiadanej wiedzy, doświadczenia i umiejętności, ale to akurat nie jest zależne od płci, ale od indywidualnych predyspozycji każdego z pracowników.
Zaangażowanie?
Tutaj też nie odgrywa znaczenia płeć, ale górę biorą ponownie predyspozycje indywidualne. Nie prawdą jednak jest, że kobiety będą mniej angażowały się w pracę, gdyż na głowie, oprócz obowiązków zawodowych, mają również dom i dzieci. Obecnie w życiu domowym czynnie uczestniczy również wielu mężczyzn. Niesłuszny jest też stereotyp, w myśl którego postrzega się mężczyzn jako typ pracowników, którzy chcą tylko zrobić to, co szef zlecił i iść do domu. Widać zatem, że i tutaj nie można dopatrywać się podstaw do nierównego traktowania przy wynagrodzeniu.
Takich podstaw po prostu nie ma. Wysokość wypłaty powinna być determinowana tylko i wyłącznie zakresem obowiązków, jakością ich wykonania i zajmowanym stanowiskiem, a nie tym, czy mamy do czynienia z pracownikiem – kobietą czy pracownikiem – mężczyzną.
Jeśli jesteś cenionym specjalistą i masz dostęp do informacji, które są bardzo istotne dla działalności Twojej firmy, możesz się spodziewać, że pracodawca zapragnie podpisać z Tobą umowę o zakazie konkurencji. Tego typu praktyki dotyczą przede wszystkim pracowników zatrudnionych w sektorze nieruchomości, nowoczesnych technologii, finansów i ubezpieczeń. Umowę o zakazie konkurencji możesz otrzymać również na stanowisku związanym ze sprzedażą usług oraz wtedy, gdy zawodowo zajmujesz się tworzeniem polityki personalnej. Czy warto podpisywać tego typu umowy?
Odpowiedź jest prosta: tak, ale tylko wtedy, jeśli dotyczą one wyłącznie okresu zatrudnienia w przedsiębiorstwie. Nie każdy pracownik zdaje sobie z tego sprawę, ze istnieje drugi typ umowy o zakazie konkurencji, który obejmuje określony czas po Twoim zwolnieniu lub odejściu z firmy. Może się więc zdarzyć, że w wyniku podpisania takiej umowy, nie będziesz mógł pracować w zawodzie nawet przez kilka lat! Tego typu zapis jest więc bardzo szkodliwy dla pracowników, którym zależy na kontynuowaniu kariery zawodowej.
Następstwem podpisania umowy o zakazie konkurencji po ustaniu stosunku pracy mogą być dla Ciebie również problemy finansowe związane z utrudnionym poszukiwaniem pracy. Niektórzy pracodawcy zastrzegają nawet, że przez określony czas ich były pracownik nie może zostać zatrudniony w firmie z tej samej branży.
Wprawdzie podpisanie umowy o zakazie konkurencji wiąże się z wypłaceniem odszkodowania za powstałe utrudnienia, jednak najczęściej wysokość zadośćuczynienia wynosi jedynie ustawowe 25% wynagrodzenia otrzymanego przed ustaniem stosunku pracy. Niewielu pracodawców godzi się na ustalenie wyższej sumy odszkodowania, a niektórzy nawet wykorzystują błąd ustawowy, by jeszcze bardziej zaniżyć minimalną kwotę. Jak to możliwe? Wystarczy odwołać się do kodeksu pracy, z którego jasno wynika, że odszkodowanie dla pracownika ma być obliczone nie od naliczonego wynagrodzenia, a od otrzymanej przez pracownika pensji. Różnica jest diametralna, ponieważ wystarczy, że pracodawca nie wypłaci podwładnemu wszystkich składników wynagrodzenia, aby wartość odszkodowania związanego z zakazem konkurencji została automatycznie obniżona.
Treść umowy o zakazie konkurencji może wręcz dyskryminować pracownika. Wyobraźmy sobie bowiem sytuację, w której osoba zatrudniona na stanowisku specjalisty ds. rekrutacji i sprzedaży dostaje do podpisania dokument, który zobowiązuje ją do tego, by w ciągu trzech lat od ustaniu stosunku pracy nie mogła pełnić żadnej funkcji związanej z rekrutacją – ani w agencji pracy tymczasowej, ani w dziale personalnym. W zamian za to przysługiwać jej będzie zadośćuczynienie równe 25% otrzymywanego miesięcznie wynagrodzenia. Specjalista ds. rekrutacji i sprzedaży zarabia przeciętnie ok. 2000 netto, jednak na jego wynagrodzenie składa się podstawa oraz prowizja, która często znacznie przewyższa gwarantowaną część pensji. Jeśli więc w ciągu ostatnich miesięcy pracy prowizja pracownika będzie niższa, to jego odszkodowanie będzie wynosiło mniej niż 500 zł miesięcznie! Poza tym po trzyletniej przerwie w wykonywaniu zawodu jego szanse na zdobycie pracy w branży sięgną zera. Ten przykład jasno pokazuje, że umowa o zakazie konkurencji po ustaniu stosunku pracy może być przejawem dyskryminacji pracowników lub nawet próbą wykluczenia ich z rynku pracy na dłuższy okres czasu.
Staże dla absolwentów cieszą się dużo większą popularnością, niż praktyki studenckie, a to dlatego, że stażyści najczęściej otrzymują wynagrodzenie za swoją pracę. Zdarzają się wprawdzie płatne praktyki, są one jednak o wiele rzadszym zjawiskiem, niż płatne staże. Wszystko wskazuje jednak na to, że ta tendencja może zostać odwrócona, a to za sprawą projektu ustawy o stażu absolwenckim, który przygotowało Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej.
Projekt ten dotyczy wszystkich absolwentów szkół ponadgimnazjalnych i wyższych, którzy nie ukończyli jeszcze trzydziestego roku życia. Do nich właśnie ma być skierowana oferta trzymiesięcznych staży, za które może przysługiwać wynagrodzenie nie wyższe od dwóch minimalnych pensji lub płaca równa zeru.
Projekt ustawy ma na celu ułatwienie zdobycia pracy przez absolwentów, poprzez zwiększenie ich doświadczenia i kwalifikacji. Wszystko wskazuje jednak na to, że pomysły Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej nie sprawdzą się na polskim rynku pracy.
Obecnie możemy śmiało mówić o rynku pracownika, co oznacza, że absolwentom łatwiej jest znaleźć pracę i niewiele osób może być zainteresowanych odbywaniem trzymiesięcznych bezpłatnych stażu, gdy wokół aż roi się od poważnych ofert pracy. Nawet, jeśli niektóre firmy zaproponują absolwentom płatny staż, to i tak będzie się on odbywał na mniej korzystnych warunkach niż teraz, ponieważ projekt ustawy wprowadza górną granicę wynagrodzenia stażysty, która nie może przekroczyć dwóch minimalnych pensji. Dotychczas płaca stażysty zależała od możliwości pracodawcy i zadań stawianych przed absolwentem, w związku z tym jego wynagrodzenie mogło być dużo wyższe od tego, które proponuje Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej.
Projekt ustawy znacznie zawęża grupę osób, do których ma być kierowana oferta staży. Dotychczas stażystą mógł zostać zarówno student, jak i absolwent szkoły średniej lub wyższej, teraz jednak staż zarezerwowany będzie wyłącznie dla absolwentów szkół ponadgimnazjalnych i wyższych.
Wszystko wskazuje na to, że Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej swój projekt ustawy o stażu absolwenckim sporządziło niemal wyłącznie z myślą o pracodawcy. Wskazuje na to obniżenie wartości wynagrodzenia za staż, jak również usankcjonowanie bezpłatnych form współpracy absolwenta i pracodawcy. Ponadto firmy zatrudniające stażystów nie będą musiały opłacać badań lekarskich oraz unikną formalności związanych z prowadzeniem ewidencji do celów ubezpieczeniowych.
Jedynym profitem, na który może liczyć stażysta jest wliczenie okresu odbywania stażu do okresu zatrudnienia. Będzie to miało miejsce tylko wtedy, gdy stażysta otrzyma propozycję zatrudnienia od firmy, która przyjęła go na trzymiesięczne przyuczenie.
Projekt ustawy Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej jest więc dla młodych ludzi niekorzystny. Z pewnością nie przyczyni się do zwiększenia ich szans na rynku pracy, wręcz przeciwnie – sprawi, że za wykonywanie tej samej pracy otrzymają niższe wynagrodzenie.