Szukaj pracy w dużym mieście i zgarnij 5 000 zł!

    Pomysłów na zmniejszenie stopy bezrobocia było już wiele - wystarczy tu wspomnieć o promowaniu elastycznych form zatrudnienia, dotowaniu bezrobotnych jednorazowymi dodatkami na założenie firmy, czy też o idei „częściowego bezrobocia”, która zakłada obniżenie wymiaru czasu pracy podczas zastoju w firmie. Z ciekawą inicjatywą wyszedł także premier, który zaproponował częściowe spłacanie kredytów hipotecznych osób, które straciły pracę - a wszystko po to, by bezrobotni mogli całkowicie skupić się na szukaniu nowego zajęcia, nie martwiąc się przy tym o utratę mieszkania. W ostatnim czasie powstał kolejny pomysł na obniżenie stopy bezrobocia w Polsce – sprowadza się on do wypłat tzw. dodatku relokacyjnego bezrobotnym, którzy zdecydują się opuścić miejsce zamieszkania w celu znalezienia nowej pracy.
    Z inicjatywą zwiększenia mobilności bezrobotnych Polaków wystąpiło Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, które postanowiło stworzyć nowe możliwości dla osób mających niewielkie szanse na znalezienie pracy w swoim najbliższym otoczeniu. Jednorazowy dodatek relokacyjny ma być wypłacany przede wszystkim mieszkańcom małych miast, gdzie stopa bezrobocia jest największa. Dzięki dodatkowym pieniądzom osoby pozbawione pracy będą mogły bez problemu wynająć mieszkanie w większym mieście oraz swobodnie korzystać ze środków komunikacji miejskiej lub własnego samochodu (dofinansowanie może być przeznaczone także na paliwo). W ten sposób bezrobotni nie stracą kontaktu z rodzinami i zostaną dodatkowo zmotywowani do podjęcia pracy poza swoim regionem.
    Wartość dodatku relokacyjnego będzie zależała od ilości kilometrów, dzielących nowego pracodawcę od miejsca zamieszkania bezrobotnego. Zasada jest prosta – im większa odległość, tym większa dopłata. Na najwyższe bonusy finansowe będą mogli liczyć bezrobotni, którzy znajdą pracę w miejscowości oddalonej od ich miejsca zamieszkania o ponad 100 km – otrzymają oni równowartość czterech pensji minimalnych, czyli 5 000 zł. Nieco mniejsza kwota zostanie wypłacona osobom, których nowy pracodawca prowadzi firmę w miejscowości oddalonej o 50 – 100 kilometrów od miejsca zamieszkania pracownika. Na koszty dojazdu oraz wynajęcie mieszkania dostaną one finansowy odpowiednik dwóch minimalnych wynagrodzeń – dzisiaj byłoby to 2 500 złotych.
    Wokół propozycji wysuniętej przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego powstaje coraz więcej obiekcji. Zasadniczym mankamentem tej inicjatywy mogłyby być próby wyłudzania pieniędzy pod pretekstem zdobycia nowej pracy, a następnie przeznaczanie zdobytego w ten sposób dodatku na cel niezgodny z założeniami projektu. Aby temu zapobiec, bezrobotni będą musieli przepracować minimalną i z góry określoną ilość czasu u nowego pracodawcy – w przeciwnym razie stracą dodatek relokacyjny. Pomimo tego, że nowe przepisy mają wejść w życie już za trzy miesiące, wciąż nie wiemy, jak długi ma to być staż pracy.
    Być może projekt Ministerstwa Rozwoju Regionalnego sprawi, że mieszkańcy małych miasteczek zaczną chętniej szukać pracy w największych polskich miastach. Aby tak się jednak stało, muszą zostać ustalone szczegóły realizacji pomysłu, na które niecierpliwie czekamy.

Rząd spłaci część Twojego kredytu hipotecznego.

     To nie żart! Zgodnie z zapowiedzią premiera osoby, które straciły pracę i w efekcie tego stały się niewypłacalne mogą liczyć na pomoc rządu w spłacie kredytu hipotecznego. Bezrobotni będą mogli skupić się całkowicie na poszukiwaniu pracy, nie martwiąc się przy tym o utratę mieszkania. Przez cały rok nie zapłacą oni ani jednej raty kredytu hipotecznego, gdyż środki na ten cel będą przekazywane bankom przez Fundusz Pracy. Koszt przeprowadzenia tegoż przedsięwzięcia wyniesie ok. 300-400 mln zł.
     Podczas debaty nad planami zabezpieczenia gospodarki i obywateli przed skutkami kryzysu premier poinformował także o utworzeniu rezerwy solidarności społecznej oraz podniesieniu gwarancji zabezpieczających wypłacalność depozytów. Donald Tusk wyraził również nadzieję, że wszystkie partie przyczynią się do pozyskania funduszy, które mogłyby zostać przeznaczone na realizację antykryzysowych projektów. Sposobem na zgromadzenie odpowiedniej ilości środków finansowych może być zaprzestanie finansowania działalności ugrupowań politycznych z budżetu państwa w latach 2009-2010. Premier zaproponował także wstrzymanie corocznych podwyżek przeznaczonych dla najwyższych urzędników państwowych.
     Podczas trwania debaty poruszono również temat zahamowania wzrostu cen energii elektrycznej. Priorytetem Tuska jest ochrona wszystkich odbiorców detalicznych prowadzących gospodarstwa domowe. Szef rządu podkreślił jednak, iż zdaje sobie sprawę z tego, iż wysokie ceny energii elektrycznej dla przedsiębiorców mogą przełożyć się na tworzenie oszczędności kosztem pracowników. W efekcie wyższe rachunki za prąd mogłyby prowadzić do redukcji zatrudnienia w niektórych firmach, a tym samym wzrostu bezrobocia. 
     Szef rządu wspomniał także o tym, że międzynarodowy kryzys nie przeszkodzi w realizacji zaplanowanych wcześniej inwestycji. Jeszcze w tym roku zostaną przeprowadzone przetargi na łączną kwotę 29 miliardów złotych, w najbliższym czasie ruszyć ma także budowa słynnego gazoportu. Niebawem ruszą inwestycje drogowe i energetyczne, w tym również ekologiczne projekty dotyczące energii odnawialnej. Na realizację inwestycji energetycznej rząd zamierza przeznaczyć około 400 – 500 milionów euro, natomiast plany związane z ekologicznymi inwestycjami wysokiego ryzyka będą wymagać nakładu ok. 1.5 miliarda złotych. 
     Pomimo coraz bardziej odczuwalnych efektów kryzysu gospodarczego Donald Tusk pragnie jak najszybciej osiągnąć porozumienie w sprawie przystąpienia Polski do strefy euro. Jego zdaniem jakiekolwiek opóźnienia mogą doprowadzić do poważnych problemów związanych ze sfinansowaniem deficytu.
     Podczas debaty związanej z planami uchronienia gospodarki i obywateli przed negatywnymi skutkami kryzysu padło wiele propozycji oraz kilka deklaracji podjęcia konkretnych działań. Pozytywnym aspektem rozmów jest z pewnością widoczna troska o dobro pracowników i chęć poszukiwania rozwiązań mających na celu zahamowanie wzrostu bezrobocia. To nie jedyne inicjatywy rządu, których celem jest zażegnanie kryzysu gospodarczego. Najprawdopodobniej już niedługo Donald Tusk wysunie kolejne propozycje polepszenia sytuacji na polskim rynku pracy, gdyż sprawa ta należy aktualnie do priorytetów rządu.

Bezrobotny na pół etatu jako sposób na zażegnanie kryzysu?

     W związku z tym, że sytuacja na polskim rynku pracy staje się coraz trudniejsza, pracodawcy oraz związki zawodowe nie ustają w poszukiwaniu recepty na zmniejszony popyt oraz rosnące bezrobocie. Kilka tygodni temu pracodawcy wyszli z inicjatywą utworzenia indywidualnych kont czasu pracy dla każdego pracownika oraz wydłużenia okresu rozliczeniowego czasu pracy do dwunastu miesięcy. Pomimo tego, że wciąż nie zapadła decyzja w sprawie wprowadzenia w życie tych innowacyjnych pomysłów, pracodawcy doszli już do porozumienia ze związkami zawodowymi w sprawie nowego projektu, którym jest instytucja „częściowego bezrobocia”.
     Idea „częściowego bezrobocia” od dawna funkcjonuje w niektórych krajach Europy Zachodniej, takich jak Francja, Rumunia, Niemcy czy Wielka Brytania, i skutecznie przyczynia się do zmniejszania stopy bezrobocia. Dlaczego propozycja pracodawców może być korzystna dla polskich pracowników oraz przedsiębiorców?
    Przede wszystkim dlatego, że pozwala zastopować falę zwolnień, która zagraża głównie pracownikom firm produkcyjnych. Projekt ten niesie za sobą liczne korzyści również dla pracodawców, którzy oszczędzą na kosztach związanych z wypłacaniem odpraw oraz organizowaniem rekrutacji po zażegnaniu kryzysu. Dzięki instytucji „częściowego bezrobocia” będą oni mogli obniżyć wymiar czasu pracy swoich zespołów. Zgodnie z tym projektem, pracodawcy nie musieliby zwalniać dużej części swoich pracowników – wystarczyłoby jedynie skrócić czas pracy całej załogi. W ten sposób pracownicy nie straciliby źródła utrzymania, a pracodawca nie ponosiłby dodatkowych kosztów zatrudnienia w czasie kryzysu, kiedy wiele firm musi obcinać wszelkie wydatki.
     Zmniejszenie wymiaru czasu pracy wiązałoby się z otrzymywaniem odpowiednio niższego wynagrodzenia. Mimo wszystko rozwiązanie to jest korzystne dla pracowników, gdyż mogliby oni liczyć na dodatkowe wsparcie finansowe z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.  Projekt zaproponowany przez pracodawców jest bardzo potrzebny z punktu widzenia polskiej gospodarki, ponieważ pozwala zmniejszyć koszty związane z wypłacaniem zasiłków osobom bezrobotnym. Sprzyja również aktywizacji pracowników, dla których bardziej opłacalne będzie utrzymanie dotychczasowej posady w mniejszym wymiarze czasowym, niż porzucenie pracy i utrzymywanie się z zasiłku.
     Instytucja „częściowego bezrobocia” jest zaplanowana jako rozwiązanie tymczasowe, którego zastosowanie byłoby możliwe jedynie wtedy, gdy dane przedsiębiorstwo znajdzie się w trudnej sytuacji finansowej. Z opcji „półbezrobocia” będą mogli skorzystać tylko ci pracodawcy, którzy z góry zadeklarują ile czasu potrzebują, by poradzić sobie z problemami finansowymi. „Częściowe bezrobocie” nie może jednak trwać dłużej, niż pół roku. Jest to bardzo krótki czas w porównaniu z terminami obowiązującymi w krajach Europy Zachodniej, gdyż na przykład w Luksemburgu okres ten wynosi aż 3 lata.
     Rozmowy pracodawców ze związkami zawodowymi na temat „częściowego bezrobocia” powoli dobiegają końca. O wejściu w życie powyższych ustaleń zadecyduje rząd, lecz pracodawcy już teraz zastrzegają, że zgodzą się na wprowadzenie „półbezrobocia” tylko wtedy, gdy powstaną indywidualne konta czasu pracy oraz roczne rozliczenia czasu pracy.

Kryzys gospodarczy przyczyną zwolnień.

     Z miesiąca na miesiąc polski rynek pracy staje się coraz bardziej chwiejny. Jeszcze niedawno jedynymi odczuwalnymi dla pracowników symptomami nadchodzącego kryzysu finansowego były trudności z uzyskaniem podwyżki. Teraz osoby, które narzekały na niskie wynagrodzenie lub brak premii zaczynają czuć coraz większą obawę przed utratą pracy.
     Najbardziej zagrożone bezrobociem są osoby zatrudnione w sektorze produkcyjnym, a także w budownictwie i usługach. Z poważnymi problemami finansowymi borykają się głównie firmy eksportujące swoje towary do krajów Unii Europejskiej. W ostatnim czasie do grona bankrutów dołączyły także wielkie przedsiębiorstwa, wśród których przeważają spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Swoje zakłady zamykają tacy giganci, jak International Automotive Components Group (fabryka w Teresinie), Remy Automotive Poland (zakład produkcyjny w Świdnicy) czy RR Donnelley (fabryka w Kielcach).
     Firmy z branży motoryzacyjnej już od kilku miesięcy muszą zmagać się z mniejszą ilością zleceń i, co za tym idzie, dużymi stratami finansowymi. Przykładem tego jest choćby japoński producent samochodów Nissan, który zdecydował się na znaczną redukcję liczby pracowników w fabrykach na całym świecie. Od kwietnia 2009 roku Nissan zamierza zlikwidować około 20 000 miejsc pracy, a także wprowadzić w fabrykach dni przestoju.
     Kryzys gospodarczy oraz związany z nim krach na rynku nieruchomości sprawiły, że nastały ciężkie czasy dla deweloperów, ale również dla firm zajmujących się wystrojem wnętrz. Słabnący popyt na materiały budowlane oraz artykuły ozdobne wpłynął na złą kondycję finansową tychże przedsiębiorstw. Efektem tego jest niekiedy likwidacja zakładów produkcyjnych, częściej jednak dochodzi do drastycznego zmniejszenia liczby etatów. Przykładem tego jest fala zwolnień w dużej firmie z branży meblarskiej – Nowy Styl. Przedsiębiorstwo zamierza zredukować etaty i zwolnić prawie 700 osób, co stanowi jedną piątą wszystkich pracowników.
     W złej kondycji finansowej jest także PLL LOT, którego przedstawiciele rozpoczęli już rozmowy z członkami związków zawodowych na temat zwolnień grupowych. Nie wiadomo jeszcze ile osób dostanie wypowiedzenia, pewnym jest jednak, że redukcja etapów obejmie ok. 40 rodzajów stanowisk – od najwyższego do najniższego szczebla. Przypomnijmy, że już w zeszłym roku firma PLL LOT zwolniła ok. 50 osób – byli to piloci i stewardessy. Problemy związane z kryzysem finansowym nie ominęły także założonej w 1965 roku Toruńskiej Przędzalni Czesankowej „Merinotex”. Zatrudniająca 350 osób firma właśnie złożyła wniosek o ogłoszenie upadłości.
     Niektóre przedsiębiorstwa próbują uniknąć zwalniania pracowników i decydują się na chwilowe wstrzymanie produkcji, by zredukować straty finansowe wynikające z braku zamówień. Taką taktykę obrała Fabryka Broni „Łucznik”, której zarząd postanowił wysłać pracowników na dwutygodniowy urlop. Podobnie postąpił również największy producent sprzętu AGD w Polsce – Zelmer, który wstrzymał produkcję od 9 do 13 lutego.
     Zarówno przedsiębiorstwa takie jak Łucznik i Zelmer, jak i wiele innych firm coraz bardziej świadomie podchodzą do kwestii zatrudnienia pracowników. Pomimo trudnej sytuacji finansowej starają się one utrzymać pracowników, a nawet zdobywać fundusze na ich szkolenia. Dzięki temu obydwa przedsiębiorstwa nie będą zmuszone do przeprowadzania kosztownych rekrutacji po zażegnaniu kryzysu finansowego.

Polepszy się sytuacja bezrobotnych.

     Liczba osób poszukujących pracy rośnie z miesiąca na miesiąc i zaczyna wywoływać coraz większy niepokój wśród analityków oraz pracowników obawiających się utratę posady. Ofert pracy jest teraz mniej niż jeszcze kilkanaście tygodni temu, a pracodawcy, którzy oferują zatrudnienie nie są już skorzy do negocjacji płacowych. Choć sytuacja pracowników jest zdecydowanie gorsza, niż w ostatnim czasie, to jednak najwięcej powodów do zmartwień mają wciąż bezrobotni.  Wszystko wskazuje jednak na to, że już niebawem wielu z nich będzie mogło skorzystać z oferty szkoleń, dzięki którym osoby poszukujące pracy otrzymają stypendia i staną się bardziej atrakcyjne dla potencjalnych pracodawców.
     Bezrobotni, którzy wezmą udział w szkoleniach zawodowych otrzymają stypendia wynoszące nawet 120% wartości zasiłku. Ich kwota będzie zależała od czasu poświęcanego nauce – na najwyższe dopłaty będą mogły liczyć osoby, które spędzą na szkoleniu co najmniej 150 godzin miesięcznie. Bezrobotny będzie mógł także uczestniczyć w wyborze kursu, który zostanie opłacony ze środków Funduszu Pracy. Tego typu szkolenia trwają zwykle nie dłużej niż 6 miesięcy, jednak w niektórych sytuacjach istnieje możliwość ich przedłużenia.
     Nowelizacja ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, która właśnie dzisiaj weszła w życie, zakłada bardziej surowe traktowanie osób, którym nie zależy na znalezieniu pracy, tylko na pobieraniu zasiłku. Zgodnie z nowymi przepisami każdemu bezrobotnemu, który w ciągu sześciu miesięcy nie podjął pracy zostanie przedstawiony specjalny program pomagający w zdobyciu zatrudnienia. Jeśli jednak osoba zarejestrowana w urzędzie pracy odmówi uczestnictwa w szkoleniach lub przygotowaniu zawodowym, to tym samym zostanie wykreślona z list bezrobotnych i przestanie otrzymywać zasiłek.
     Łatwiejszy stanie się także dostęp do ofert pracy, gdyż nowelizacja przewiduje utworzenie lokalnych punktów informacyjno-konsultacyjnych. Bezrobotni mogliby się w nich rejestrować oraz otrzymywać wiadomości na temat form pomocy udzielanej przez urzędy pracy. Z powiatowych urzędów pracy zostaną wyodrębnione centra aktywizacji zawodowej. Będzie w nich można skorzystać z fachowych porad doradców zawodowych, a także wziąć udział w szkoleniach. Nowe przepisy zakładają zwiększenie liczby doradców po to, aby współpraca z bezrobotnymi była bardziej skuteczna.
     Na wprowadzeniu w życie nowelizacji ustawy zyskają nie tylko osoby poszukujące pracy, lecz również pracodawcy, których podwładni przekroczyli już pięćdziesiąty rok życia. Zostaną oni okresowo zwolnieni z opłacania składek na Fundusz Pracy oraz Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. W jeszcze lepszej sytuacji znajdą się pracodawcy, których pracownice przekroczyły 55 rok życia, a zatrudniani mężczyźni mają więcej niż sześćdziesiąt lat – będą oni bowiem całkowicie zwolnieni z obowiązku składkowego. 
     Czy nowelizacja ustawy przyczyni się do zmniejszenia skali bezrobocia w Polsce? I czy zwiększenie liczby doradców zawodowych jest konieczne? Wyraź swoją opinię w komentarzu!

Rośnie stopa bezrobocia.

     Stopa bezrobocia wzrasta, a ofert pracy jest coraz mniej – do takich wniosków można dojść po przeanalizowaniu danych udostępnionych przez Ministerstwo Pracy. Czy zeszłoroczny kryzys finansowy odbije się na polskim rynku pracy? I czy możemy się spodziewać kolejnych wzrostów bezrobocia w najbliższym czasie?
     Według Ministerstwa Pracy stopa bezrobocia w grudniu ubiegłego roku była o 4 punkty procentowe wyższa, niż w listopadzie i wynosiła 9.5 %. Problemy związane z zatrudnieniem odnotowano we wszystkich województwach, a liczba osób pozostających bez pracy wyniosła 1.474,4 tys. Jakie były przyczyny tak dużego wzrostu bezrobocia w ciągu zaledwie miesiąca?
     Ministerstwo Pracy sugeruje, że powodem wzrostu stopy bezrobocia było zakończenie prac sezonowych, dotyczy to przede wszystkim budownictwa i handlu. Ponadto coraz więcej osób powracających z zagranicy ma problemy ze znalezieniem zatrudnienia w kraju i po krótkim czasie powracający do Polski rodacy zasilają szeregi bezrobotnych. Statystyki zawyżają także osoby, które w ciągu ostatnich kilku miesięcy uczestniczyły w programach mających na celu zwalczanie bezrobocia. Po zakończeniu projektów związanych z zatrudnieniem część z nich nie otrzymała posady i powróciła do rejestru bezrobotnych. Inną grupę osób poszukujących pracy stanowią pracownicy, z którymi nie przedłużono umów na czas określony.
     Liczba bezrobotnych wzrosła, natomiast miejsc pracy jest mniej niż jeszcze kilka miesięcy wcześniej. W wyniku międzynarodowego kryzysu finansowego część przedsiębiorstw podjęła decyzję o redukcji zatrudnienia, a zdecydowana większość zrezygnowała z tworzenia nowych działów i, co za tym idzie, miejsc pracy. Efektem tego jest zmniejszenie się ilości ofert pracy o 23.5 % w przeciągu jednego miesiąca.
     Jakie są rokowania Ministerstwa Pracy na rok 2009? Opinie przedstawione przez pracowników ministerstwa są zdecydowanie mniej optymistyczne niż te, które wygłaszano w drugiej połowie ubiegłego roku. Według szacunków Ministerstwa Pracy w najlepszym przypadku stopa bezrobocia ulegnie stabilizacji, natomiast w najgorszym wzrośnie o kolejne dwa punkty procentowe w perspektywie całego roku. Wprawdzie w ciągu najbliższych kilku miesięcy bezrobocie powinno zostać zahamowane, na co wpływ będzie miało zakończenie zimy i wznowienie ruchu np. w branży budowlanej, lecz i tak u schyłku 2009 roku stopa bezrobocia ma wynosić 9.5-11.5 %.
     Wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie zdobycie atrakcyjnej pracy będzie o wiele trudniejsze, niż w zeszłym roku. Mniejsza liczba ofert pracy, fala powrotów Polaków pracujących za granicą oraz problemy finansowe, z którymi walczy wiele firm – to wszystko może sprawić, że sytuacja pracowników ulegnie zmianie i rozpocznie się era pracodawcy. Taki stan rzeczy może zaowocować nie tylko trudnościami w znalezieniu pracy i zwiększoną konkurencją ze strony innych kandydatów, ale również niższymi premiami oraz zwolnieniem tempa wzrostu wynagrodzeń.

Jakie są konsekwencje emigracji zarobkowej Polaków?

     Wraz ze wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej możemy obserwować zjawisko emigracji zarobkowej naszych rodaków. Polacy najczęściej szukają pracy w Wielkiej Brytanii i Irlandii oraz u sąsiadów zza niemieckiej granicy. Liczba osób przebywających na emigracji zarobkowej w Wielkiej Brytanii liczona jest już nie w tysiącach, a w milionach, co świadczy o skali zjawiska. Warto, więc zastanowić się nad tym, jakie są konsekwencje emigracji zarobkowej Polaków?
     Zjawisko poszukiwania pracy poza granicami Polski dotyczy przede wszystkim młodych i ambitnych osób, które nie widzą szans na znalezienie atrakcyjnej i dobrze płatnej pracy w kraju. Często są to ludzie wykształceni, którzy są w stanie poświęcić swoje aspiracje zawodowe, byleby tylko zwiększyć swoje zarobki. 
     Wśród emigrantów jest też duża grupa specjalistów posiadających znakomite kompetencje, którzy pragną rozwijać się zawodowo poza granicami kraju, ponieważ liczą na zrobienie błyskotliwej kariery, która pomoże im zyskać prestiż oraz wyższe wynagrodzenie. 
     To właśnie specjaliści, którzy zdecydowali się na emigrację zarobkową w największym stopniu doprowadzili do zmian na polskim rynku pracy. Niewystarczająca ilość pracowników na wyspecjalizowanych stanowiskach doprowadziła do problemów ze znalezieniem odpowiednich osób, czego skutkiem jest wzrost wynagrodzeń. Niektórzy pracodawcy mieli tak duże trudności ze znalezieniem wykwalifikowanych specjalistów, że zaczęli szukać kandydatów również poza granicami Polski. Coraz więcej ofert pracy na stanowiskach wymagających wiedzy oraz dużego doświadczenia kierowanych jest bezpośrednio do emigrantów, których kusi się atrakcyjnym wynagrodzeniem oraz dodatkowymi bonusami.
     Emigracja młodych Polaków na razie skutkuje zwiększeniem wynagrodzeń rodaków i spadkiem bezrobocia, jeśli jednak zjawisko to nie zostanie zatrzymane, może zaowocować kryzysem demograficznym oraz zapaścią na rynku pracy. Wyjazd młodych ludzi z kraju może sprawić, że rozwój gospodarczy zostanie zahamowany, ponieważ Polska stanie się krajem mniej atrakcyjnym dla zagranicznych inwestorów.
     Nasza struktura demograficzna już teraz pozostawia wiele do życzenia, jeśli jednak nie uda się zmniejszyć ilości emigrantów, Polacy jeszcze bardziej odczują negatywne skutki starzenia się społeczeństwa. Efektem tego mogą być problemy związane z finansami publicznymi, polityką społeczną oraz poważny kryzys emerytalny i wydłużanie się wieku emerytalnego.
     Po początkowej euforii Polaków, którzy zostali w kraju, zaczęto wreszcie dostrzegać zagrożenia związane z tak dużą emigracją zarobkową młodych ludzi. Zjawisko to ma swoje zalety dla osób zatrudnionych w Polsce, należą do nich: ustanowienie rynku pracownika, zwiększenie wynagrodzeń, widoczne starania pracodawców o pozyskanie i utrzymanie pracowników oraz zmniejszenie stopy bezrobocia. Może się jednak okazać, że już niedługo negatywne aspekty emigracji zarobkowej Polaków będą tak duże, że wpłyną niekorzystnie również na rynek pracy. Jeśli wizerunek Polski stanie się nieatrakcyjny dla inwestorów, możemy się spodziewać zmniejszenia ilości miejsc pracy, a co za tym idzie, wzrostu bezrobocia. Zatrzymanie emigracji zarobkowej leży w interesie wszystkich Polaków, pozostaje nam, więc mieć nadzieję, że rząd stanie na wysokości zadania i opracuje programy mające na celu zachęcenie emigrantów do powrotu.

Bezrobocie maleje.

     Jeśli właśnie skończyłeś szkołę i bezskutecznie szukasz pracy lub zostałeś zwolniony i pilnie potrzebujesz stałego źródła zarobku, masz duże szanse na to, że w najbliższym czasie znajdziesz zatrudnienie. Twoje szanse na zostanie pracownikiem są jeszcze większe, jeśli mieszkasz w województwach: wielkopolskim, śląskim, małopolskim lub mazowieckim. Wszystko wskazuje na to, że właśnie teraz jest najlepszy czas na poszukiwanie odpowiedniej oferty, a jest z czego wybierać, ponieważ w samym sierpniu pracodawcy zgłosili do urzędów pracy blisko sto tysięcy ofert pracy.
     W minionym miesiącu liczba bezrobotnych zmniejszyła się o prawie 19 000 osób w stosunku do lipca. W sierpniu stopa bezrobocia wynosiła już tylko 9,3 %. Sierpień jest kolejnym miesiącem, w którym odnotowano znaczne obniżenie stopy bezrobocia w Polsce, wszystko wskazuje więc na to, że problem bezrobocia sukcesywnie się zmniejsza.
     Największy problem ze znalezieniem pracy mają wciąż mieszkańcy województw: świętokrzyskiego, warmińsko-mazurskiego, kujawsko-pomorskiego i zachodnio-pomorskiego. Kłopoty ze znalezieniem zatrudnienia mogą mieć również absolwenci szkół zawodowych, ponieważ na trzech pracowników po szkole zawodowej przypada średnio jeden bezrobotny. Wynika to z niewielkiej ilości zajęć praktycznych oraz niedostosowania programu tych szkół do aktualnych potrzeb rynku pracy. Absolwenci szkół zawodowych mogą jednak zapobiec utracie pracy lub zwiększyć swoje szanse na pozyskanie zatrudnienia poprzez uczestnictwo w szkoleniach oraz zdobywaniu certyfikatów zawodowych. Kursy mogą okazać się bardzo przydatne, ponieważ analitycy zapowiadają, że bezrobotnym bez wyższego wykształcenia coraz trudniej będzie znaleźć pracę
     Żadnych problemów ze zdobyciem pracy nie powinni mieć za to specjaliści, którzy wciąż są rozchwytywani przez pracodawców. Poszukiwani są przede wszystkim absolwenci kierunków informatycznych i telekomunikacyjnych oraz związanych z ochroną środowiska i biotechnologią..
     Osoby pozbawione pracy mają coraz większe szanse na znalezienie odpowiedniego dla siebie zajęcia. Bezrobotni, którzy zdecydują się iść na studia podyplomowe, aby zwiększyć swoje notowania na rynku pracy, mogą liczyć na dofinansowanie, które wynosi 75% kosztów studiów, nie może jednak przekroczyć 200% przeciętnego wynagrodzenia. Aktualnie można się więc ubiegać o prawie 6 000 zł. dofinansowania przeznaczonego na kształcenie osoby bezrobotnej.
     Spadek bezrobocia zawdzięczamy w pewnym stopniu działaniom rządu, które mają na celu promocję zatrudnienia – szczególnie wśród osób długotrwale poszukujących pracy. Nie można jednak zapominać o tym, że do powstania tego zjawiska w znacznym stopniu przyczyniła się emigracja zarobkowa. Do Wielkiej Brytanii wyjechały głównie osoby z wyżu demograficznego, którym w Polsce trudno było znaleźć satysfakcjonujące zajęcie i to dzięki nim pozostali w kraju rodacy mają większe szanse na zdobycie zatrudnienia. Do spadku bezrobocia przyczynił się też z pewnością dynamiczny rozwój gospodarki, dzięki któremu zwiększyło się zapotrzebowanie na pracowników i powstało bardzo wiele nowych miejsc pracy. W dalszym ciągu grono bezrobotnych powiększają osoby po pięćdziesiątym roku życia, dla których znalezienie pracy jest trudnym zadaniem. Miejmy jednak nadzieję, że dzięki wprowadzeniu programu 50+ ta sytuacja również zmieni się na korzyść.
 

Biznes i Ekonomia Katalog