Wpisane 18:57, 2 kwiecień 2009 przez Nina

    Pomysłów na zmniejszenie stopy bezrobocia było już wiele - wystarczy tu wspomnieć o promowaniu elastycznych form zatrudnienia, dotowaniu bezrobotnych jednorazowymi dodatkami na założenie firmy, czy też o idei „częściowego bezrobocia”, która zakłada obniżenie wymiaru czasu pracy podczas zastoju w firmie. Z ciekawą inicjatywą wyszedł także premier, który zaproponował częściowe spłacanie kredytów hipotecznych osób, które straciły pracę - a wszystko po to, by bezrobotni mogli całkowicie skupić się na szukaniu nowego zajęcia, nie martwiąc się przy tym o utratę mieszkania. W ostatnim czasie powstał kolejny pomysł na obniżenie stopy bezrobocia w Polsce – sprowadza się on do wypłat tzw. dodatku relokacyjnego bezrobotnym, którzy zdecydują się opuścić miejsce zamieszkania w celu znalezienia nowej pracy.
    Z inicjatywą zwiększenia mobilności bezrobotnych Polaków wystąpiło Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, które postanowiło stworzyć nowe możliwości dla osób mających niewielkie szanse na znalezienie pracy w swoim najbliższym otoczeniu. Jednorazowy dodatek relokacyjny ma być wypłacany przede wszystkim mieszkańcom małych miast, gdzie stopa bezrobocia jest największa. Dzięki dodatkowym pieniądzom osoby pozbawione pracy będą mogły bez problemu wynająć mieszkanie w większym mieście oraz swobodnie korzystać ze środków komunikacji miejskiej lub własnego samochodu (dofinansowanie może być przeznaczone także na paliwo). W ten sposób bezrobotni nie stracą kontaktu z rodzinami i zostaną dodatkowo zmotywowani do podjęcia pracy poza swoim regionem.
    Wartość dodatku relokacyjnego będzie zależała od ilości kilometrów, dzielących nowego pracodawcę od miejsca zamieszkania bezrobotnego. Zasada jest prosta – im większa odległość, tym większa dopłata. Na najwyższe bonusy finansowe będą mogli liczyć bezrobotni, którzy znajdą pracę w miejscowości oddalonej od ich miejsca zamieszkania o ponad 100 km – otrzymają oni równowartość czterech pensji minimalnych, czyli 5 000 zł. Nieco mniejsza kwota zostanie wypłacona osobom, których nowy pracodawca prowadzi firmę w miejscowości oddalonej o 50 – 100 kilometrów od miejsca zamieszkania pracownika. Na koszty dojazdu oraz wynajęcie mieszkania dostaną one finansowy odpowiednik dwóch minimalnych wynagrodzeń – dzisiaj byłoby to 2 500 złotych.
    Wokół propozycji wysuniętej przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego powstaje coraz więcej obiekcji. Zasadniczym mankamentem tej inicjatywy mogłyby być próby wyłudzania pieniędzy pod pretekstem zdobycia nowej pracy, a następnie przeznaczanie zdobytego w ten sposób dodatku na cel niezgodny z założeniami projektu. Aby temu zapobiec, bezrobotni będą musieli przepracować minimalną i z góry określoną ilość czasu u nowego pracodawcy – w przeciwnym razie stracą dodatek relokacyjny. Pomimo tego, że nowe przepisy mają wejść w życie już za trzy miesiące, wciąż nie wiemy, jak długi ma to być staż pracy.
    Być może projekt Ministerstwa Rozwoju Regionalnego sprawi, że mieszkańcy małych miasteczek zaczną chętniej szukać pracy w największych polskich miastach. Aby tak się jednak stało, muszą zostać ustalone szczegóły realizacji pomysłu, na które niecierpliwie czekamy.

Wpisane 15:22, 31 marzec 2009 przez Nina

     Jeśli marzysz o dalekich podróżach i chcesz przy tym doskonalić język angielski, niemiecki, norweski lub francuski, to praca jako Au Pair jest idealnym pomysłem na realizację Twoich planów. Szanse na wyjazd mają wszystkie pełnoletnie dziewczyny, które w stopniu komunikatywnym operują językiem angielskim lub językiem danego kraju, są samodzielne i ciekawe świata oraz lubią dzieci.
     Dlaczego warto zostać Au Pair? Przede wszystkim dlatego, że istotą wyjazdu jest połączenie opieki nad dzieckiem z intensywną nauką języka obcego. Opiekunki doskonalą swoje umiejętności lingwistyczne na specjalnych kursach, a także podczas wykonywania codziennych czynności. Odbieranie dzieci ze szkoły, pomoc w odrabianiu zadań domowych oraz rozmowy z zagraniczną rodziną sprawią, że w krótkim czasie zaczniesz płynnie operować danym językiem.
     Kolejnym atutem wyjazdu jest duża ilość wolnego czasu. Opiekunki zajmują się dziećmi zwykle przez 30 godzin tygodniowo, a resztę czasu mogą poświęcić na spotkania towarzyskie, poznawanie obcej kultury oraz uczestnictwo w kursach językowych. W zamian za opiekę nad dziećmi Au Pair otrzymują wyżywienie, własny pokój oraz kieszonkowe. Niekiedy również rodzina goszcząca opiekunkę oddaje do jej dyspozycji komputer z dostępem do Internetu, samochód lub sprzęt RTV, bądź finansuje bilety umożliwiające swobodne poruszanie się środkami komunikacji miejskiej. Opiekunki biorą też udział we wszystkich rodzinnych przedsięwzięciach, do których zalicza się. wyjazdy na weekend lub na wakacje, wyjścia do kina i teatru oraz na basen. Niektóre rodziny opłacają również ubezpieczenie zdrowotne oraz zwracają koszty podróży, jednak zdarza się to stosunkowo rzadko.
     Zanim zostaniesz Au Pair, pamiętaj o tym, by dobrze zaplanować swój wyjazd. Zacznij od skontaktowania się z wiarygodnym biurem pośredniczącym pomiędzy zagraniczną rodziną, a opiekunkami. Dokładnie przeczytaj regulamin wyjazdu i upewnij się, że w umowie nie zawarto dodatkowych opłat manipulacyjnych lub wpisowego. Następnie zgromadź wszystkie wymagane dokumenty oraz uważnie wypełnij formularz kandydatki na Au Pair. Oprócz wypełnienia rubryki z danymi osobowymi oraz wykształceniem będziesz także poproszona o scharakteryzowanie idealnej rodziny oraz omówienie swoich wymagań wobec zagranicznej familii. Możesz więc zaznaczyć chęć posiadania osobnej łazienki, określić preferowany wiek dzieci oraz zasugerować, w jakiej okolicy chcesz mieszkać. Dzięki temu łatwiej będzie wybrać dla Ciebie rodzinę, która nie tylko spełni podstawowe wymagania, ale również przypadnie Ci do gustu.
     Po wypełnieniu wszystkich dokumentów musisz uzbroić się w cierpliwość, gdyż od czasu zgłoszenia chęci zostania Au Pair do wyjazdu za granicę mogą minąć nawet dwa miesiące. Gdy w końcu zostaniesz opiekunką, pamiętaj, że w razie problemów będziesz mogła skontaktować się z zagranicznym delegatem biura pośrednictwa, który pomoże Ci wyjść z każdej opresji, a w razie konieczności umożliwi również zmianę miejsca zamieszkania.

Wpisane 23:43, 29 marzec 2009 przez Nina

     Kampania reklamowa, która miała zachęcać do rozwijania kariery zawodowej w wojsku przyniosła bardzo dobry efekt – tylko w tym roku zgłosiło się kilkanaście tysięcy osób, które wiążą swoją przyszłość ze służbą wojskową. Choć liczba doskonale wykwalifikowanych kandydatów jest imponująca, to tylko niewielka część ochotników zdobędzie upragnioną posadę. Zgodnie z postanowieniami rządu liczba nowych miejsc pracy zostanie zmniejszona z 40 000 do 7 000, a przy tym obniżeniu ulegną także wymagania wobec przyszłych żołnierzy.  Wygląda na to, że Ministerstwo Obrony Narodowej nie zamierza skorzystać z możliwości, jakie daje olbrzymie zainteresowanie kandydatów pracą w wojsku i świadomie odrzuca szansę na zatrudnienie dużej grupy najlepiej wykształconych kandydatów.
    Przyczyną zmniejszenia liczby nowych etatów w wojsku jest brak pieniędzy na uposażenie członków armii. Fatalna sytuacja finansowa wojska opóźni także nabór do Narodowych Sił Rezerwowych. Przypomnijmy, że o przyjęcie w poczet członków NSR mogą się ubiegać osoby, które ukończyły służbę przygotowawczą lub zostały zwolnione ze służby stałej, kandydackiej, bądź kontraktowej. Żołnierze służący w Narodowych Siłach Rezerwowych muszą się nieustannie kształcić, powinni także regularnie stawiać się na ćwiczenia wojskowe oraz, w razie potrzeby, pełnić okresową służbę wojskową. Długość przeciętnego kontraktu, zawieranego z ochotnikiem będzie wynosiła od dwóch do sześciu lat. W tym czasie firmy zatrudniające osoby wykonujące pracę również na rzecz rezerwy, będą otrzymywać świadczenia za nieobecność pracownika, który brał udział w ćwiczeniach wojskowych lub w inny sposób służył armii. Wszystko wskazuje jednak na to, że liczba takich osób gwałtownie spadnie, a to dlatego, że Ministerstwo Obrony Narodowej zrezygnowało z wypłacania uposażeń dla członków Narodowych Sił Rezerwowych. Zdaniem rządu chętnych nie zabraknie, gdyż pomimo tego, że będą oni musieli przebywać w ciągłej gotowości, odbywać liczne szkolenia, brać udział w ćwiczeniach wojskowych, a w sytuacji kryzysowej być do dyspozycji wojska, wielu pasjonatów będzie wciąż zainteresowanych wstąpieniem do NSR. Trudno jednak uwierzyć, że znajdzie się wystarczająca ilość ochotników skłonnych do tak wielu poświęceń bez uposażenia, ani innej formy pieniężnej gratyfikacji.
     Podczas gdy kandydatów na żołnierzy martwi radykalne zmniejszenie liczby nowych etatów, to osoby zatrudnione w wojsku coraz częściej boją się zbliżającego się widma zwolnień. W samym kwietniu pracę ma stracić około 10 000 żołnierzy zasadniczej służby wojskowej, a wszystko wskazuje na to, że negatywne skutki redukcji zatrudnienia odczuje jeszcze więcej osób.
     Kandydatów na żołnierzy ucieszy zapewne fakt, że wraz ze zmniejszeniem liczby nowych miejsc pracy obniżono także próg wymagań wobec ochotników. Paradoksalnie, wojsko zdaje się nie dostrzegać ogromnych możliwości tkwiących w rynku pracodawcy i lekceważąc profity płynące z zatrudnienia najlepszych osób, woli zadowalać się grupą mniej kompetentnej kadry. Choć średnie i wyższe wykształcenie jest w wojsku wciąż mile widziane, to jednak aby zostać podoficerem lub oficerem nie trzeba już będzie legitymować się dyplomem uczelni – wystarczy ukończenie szkoły średniej lub licencjat.
 

Wpisane 22:48, 25 marzec 2009 przez Nina

    Niestabilna gospodarka oraz cięcia etatów w prywatnych firmach prowadzą do niespodziewanego wzrostu zainteresowania posadami państwowymi. Pomimo tego, że profesja urzędnika nie wchodzi w poczet najbardziej cenionych zawodów w naszym kraju, to jednak popularność rekrutacji w urzędach rośnie i już teraz przechodzi najśmielsze oczekiwania analityków rynku pracy.
    Każdy, kto chciałby zostać urzędnikiem państwowym musi spełnić ściśle określone wymagania, których pełen spis zawiera ustawa o służbie cywilnej. Wystarczy tylko wspomnieć, że pod uwagę brane będą jedynie kandydatury osób, które posiadają polskie obywatelstwo, cieszą się nieposzlakowaną opinią oraz nie były nigdy skazane za umyślne przestępstwo, bądź umyślne przestępstwo skarbowe. Przyszły urzędnik powinien również korzystać z pełni praw publicznych oraz spełniać wszystkie wymagania związane z piastowaniem danego stanowiska. Najwięcej ofert pracy w urzędzie jest skierowanych do osób z wyższym wykształceniem, lecz zdarzają się także ogłoszenia informujące o wymogu ukończenia szkoły średniej. Zdecydowanie największe szanse na zdobycie państwowej posady mają jednak absolwenci prawa, administracji oraz ekonomii, którzy oprócz dyplomu mogą poszczycić się także zaświadczeniem o odbyciu praktyk lub stażu w urzędzie.
    W naborze mogą brać udział wszystkie zainteresowane pracą osoby lecz z racji tego, że liczba kandydatów jest bardzo duża, tylko najlepsi wezmą udział w kolejnych etapach rekrutacji. Podczas selekcji kandydatów dużą uwagę przywiązuje się do wykształcenia, doświadczenia zawodowego oraz stopnia znajomości języków obcych. Jeśli jednak Twój staż pracy nie jest imponujący lub ogranicza się jedynie do odbycia kilkumiesięcznych praktyk, nie przejmuj się, gdyż masz jeszcze szansę na otrzymanie pracy na stanowisku niższego szczebla.
    Osoby, którym udało się zdobyć upragnioną pracę w urzędzie, mogą liczyć na niezbyt wysoką pensję i zatrudnienie przez kolejnych 12 miesięcy. Po roku od daty zatrudnienia, pracownicy zdają egzamin państwowy, którego wyniki decydują o przedłużeniu umowy na kontrakt na czas nieokreślony. Po trzech latach pracy każdy pracownik, który spełnia określone warunki może ubiegać się o status urzędnika mianowanego. Aby zyskać powyższy tytuł, należy zdać kolejny egzamin z wiedzy dotyczącej danego stanowiska oraz potwierdzić swoją znajomość języków obcych. Urzędnik mianowany otrzymuje wyższe wynagrodzenie od pozostałych pracowników, a także ma  prawo do dodatkowych dwunastu dni wolnego w roku. Aby móc w pełni korzystać z profitów związanych z przyznaniem tytułu nie wystarczy jednak pracować w urzędzie przez minimum trzy lata – warunkiem koniecznym jest bowiem także posiadanie dyplomu wyższej szkoły oraz znajomość co najmniej jednego języka obcego.
    Dla wielu pracowników takie warunki nie są wcale atrakcyjne, lecz pogarszająca się sytuacja na polskim rynku pracy sprawia, że część osób rezygnuje z marzeń o wysokim wynagrodzeniu, byle tylko zyskać stałe źródło dochodów. Praca w urzędzie jest stabilna, a liczba pracowników państwowych nie zależy od kondycji gospodarki, lecz od realnego zapotrzebowania na osoby pełniące określone funkcje.

Wpisane 16:54, 2 marzec 2009 przez Nina

     Rozpoczął się marzec, a zatem powinieneś już otrzymać od pracodawców i innych płatników roczne rozliczenie PIT. Termin dostarczenia odpowiednich dokumentów pracownikowi minął wraz z ostatnim dniem lutego. Jeśli wciąż nie otrzymałeś formularza PIT-11, lepiej upomnij się o swoje rozliczenie, gdyż brak dokumentu nie zwalnia Cię z obowiązku złożenia rocznego zeznania podatkowego do 30 kwietnia. Co więcej, zaniedbanie biurokratycznego obowiązku może Cię sporo kosztować, gdyż dla pracowników, którzy nie dopełnili wszystkich formalności w Urzędzie Skarbowym przewidziano kary finansowe.
     Co w takim razie powinieneś zrobić, jeśli wciąż nie otrzymałeś formularza PIT-11? Przede wszystkim sprawdź, czy rozliczenie zostało do Ciebie wysłane. Możliwe, że zawiniła poczta i dokument trafi do Twoich rąk jeszcze w tym tygodniu. Niestety jednak nie można wykluczyć, iż PIT nie został wysłany przez pracodawcę. W tej sytuacji powinieneś jak najszybciej skontaktować się z szefem, bądź działem kadr i ustalić realny termin przesłania listu z rozliczeniem.
     Niekiedy pracownicy mają problem z uzyskaniem należnego im dokumentu, gdyż pracodawca odmawia sporządzenia PIT-u. Niezależnie od stanowiska pracodawcy, na pracowniku wciąż jednak ciąży obowiązek rozliczenia podatku w określonym czasie. Jeżeli więc z winy pracodawcy złożysz PIT-11 po 30 kwietnia, to i tak będziesz zmuszony udowodnić urzędnikom przyczyny opóźnienia. Jeśli chcesz uniknąć ewentualnej grzywny i problemów natury formalnej, postaraj się o przekonywający dowód na Twoją niewinność. Może nim być na przykład skierowane do pracodawcy pismo z żądaniem wystawienia PIT-u. Upewnij się, że Twój pracodawca otrzymał przesyłkę – w tym celu możesz wysłać dokument listem poleconym lub przekazać go adresatowi za pokwitowaniem.
     Jeśli i tym razem Twoje działania nie przyniosą oczekiwanego efektu, nie pozostaje już nic innego, jak poinformować o całym zajściu odpowiedni urząd skarbowy. Zawiadomienie powinno mieć formę pisemną i musi zawierać takie informacje, jak: imię, nazwisko, adres i NIP pracownika oraz nazwisko (lub nazwę), adres i NIP pracodawcy, bądź innego płatnika.
     Teraz pozostaje Ci już tylko mieć nadzieję, że Twój pracodawca przestraszy się konsekwencji nie doręczenia PIT-u na czas i naprawi swój błąd przed upływem terminu składania rozliczenia podatkowego. Jeśli to jednak nie nastąpi, będziesz zmuszony oszacować swoje dochody z minionego roku i złożyć zeznanie wraz z informacją o możliwości zaistnienia błędów. Nie zawsze jednak istnieje ryzyko błędnego oszacowania zeszłorocznych zysków przez pracownika. Tego problemu unikną choćby osoby pracujące w ramach umowy o dzieło, gdyż na wystawianym każdorazowo rachunku znajdują się wszystkie kwoty, niezbędne do sporządzenia rozliczenia.
     Brak PIT-u wystawionego przez pracodawcę może stanowić poważny problem. Zanim jednak zaczniesz podejrzewać szefa o lenistwo lub złe intencje sprawdź, czy dokumenty zostały wysłane na właściwy adres oraz czy nie zostały zagubione przez pracowników poczty.

     O zawodzie lekarza weterynarii marzy bardzo wielu młodych ludzi. Droga do zdobycia wiedzy na temat leczenia zwierząt jest jednak na tyle trudna, że większość osób rezygnuje z kształcenia się w tym kierunku, lub odpada podczas rekrutacji na studia weterynaryjne. Wbrew powszechnie panującej opinii weterynarzami nie zostają ludzie, którzy jedynie lubią zwierzęta, lecz ambitne jednostki, gotowe wciąż poszerzać wiedzę z zakresu biologii i chemii – osoby, które nie widzą świata poza nauką i udzielaniem pomocy zwierzętom.
     Karierę lekarza weterynarii można zacząć już w technikum weterynaryjnym lub w klasie biologiczno-chemicznej. Najważniejsze jest jednak ukończenie studiów z zakresu weterynarii. W Polsce istnieją jedynie cztery uczelnie kształcące w tym kierunku, zalicza się do nich: Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie, Szkołę Główną Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie oraz wrocławską Akademię Rolniczą. Z racji ograniczonej ilości miejsc oraz wysokich wymagań stawianych przyszłym lekarzom niezwykle trudno jest dostać się na weterynarię. Osoby, którym udało się zdać egzaminy wstępne mają przed sobą trudne i czasochłonne studia wypełnione nauką teorii oraz licznymi praktykami w klinikach weterynaryjnych oraz innych instytucjach.
     Od przyszłego weterynarza wymaga się nie tylko dyplomu, lecz również określonych umiejętności i cech osobowościowych. W tym zawodzie odnajdą się osoby odporne na stres oraz ludzie potrafiący szybko podejmować decyzje. Dobry weterynarz musi być także spostrzegawczy i dokładny oraz sprawny fizycznie, gdyż praca wymaga ciągłego ruchu oraz aktywności nawet przez kilkanaście godzin na dobę. Z racji tego, że chore zwierzęta są zwykle wystraszone i drażliwe, lekarz weterynarii powinien odznaczać się cierpliwością i empatią – jednym słowem musi on mieć dobre podejście dla zwierząt. Istnieją też pewne przeciwwskazania do wykonywania tegoż zawodu – zalicza się do nich daltonizm, problemy ze słuchem oraz wszelkiego rodzaju alergie na pierze, bądź sierść.
     Absolwenci weterynarii najczęściej poszukują pracy w prywatnych lecznicach dla zwierząt. Nie oznacza to jednak, że klinika weterynaryjna stanowi dla nich jedyną alternatywę – niektóre osoby wybierają zatrudnienie także w stacjach sanitarno-epidemiologicznych lub znajdują pracę na stanowisku inspektora weterynarii.
     Praca weterynarza wiąże się z nieustannym zdobywaniem wiedzy na temat nowoczesnych metod leczenia zwierząt, najbardziej rozchwytywani weterynarze regularnie uczestniczą w branżowych kursach, szkoleniach oraz sympozjach. Poszerzanie wiedzy może być jednak czynnością przyjemną, w przeciwieństwie do odbywania wielogodzinnych dyżurów nocnych oraz świątecznych. Weterynarze często pracują w systemie zmianowym, a rekordziści spędzają w klinikach nawet po 12 godzin dziennie. Nagrodą za zaangażowanie w leczenie czworonożnych pacjentów jest nie tylko satysfakcja, ale również wysokie zarobki. Weterynarze pracujący w całodobowych klinikach, które mieszczą się w większych miastach zarabiają średnio 5000-7000 złotych, a rekordziści osiągają nawet czterokrotność tej kwoty. Wynagrodzenia lekarzy weterynarii pracujących na wsiach i w małych miejscowościach są już mniej obiecujące i często nie przekraczają nawet 2 000 złotych netto.

     W związku z tym, że sytuacja na polskim rynku pracy staje się coraz trudniejsza, pracodawcy oraz związki zawodowe nie ustają w poszukiwaniu recepty na zmniejszony popyt oraz rosnące bezrobocie. Kilka tygodni temu pracodawcy wyszli z inicjatywą utworzenia indywidualnych kont czasu pracy dla każdego pracownika oraz wydłużenia okresu rozliczeniowego czasu pracy do dwunastu miesięcy. Pomimo tego, że wciąż nie zapadła decyzja w sprawie wprowadzenia w życie tych innowacyjnych pomysłów, pracodawcy doszli już do porozumienia ze związkami zawodowymi w sprawie nowego projektu, którym jest instytucja „częściowego bezrobocia”.
     Idea „częściowego bezrobocia” od dawna funkcjonuje w niektórych krajach Europy Zachodniej, takich jak Francja, Rumunia, Niemcy czy Wielka Brytania, i skutecznie przyczynia się do zmniejszania stopy bezrobocia. Dlaczego propozycja pracodawców może być korzystna dla polskich pracowników oraz przedsiębiorców?
    Przede wszystkim dlatego, że pozwala zastopować falę zwolnień, która zagraża głównie pracownikom firm produkcyjnych. Projekt ten niesie za sobą liczne korzyści również dla pracodawców, którzy oszczędzą na kosztach związanych z wypłacaniem odpraw oraz organizowaniem rekrutacji po zażegnaniu kryzysu. Dzięki instytucji „częściowego bezrobocia” będą oni mogli obniżyć wymiar czasu pracy swoich zespołów. Zgodnie z tym projektem, pracodawcy nie musieliby zwalniać dużej części swoich pracowników – wystarczyłoby jedynie skrócić czas pracy całej załogi. W ten sposób pracownicy nie straciliby źródła utrzymania, a pracodawca nie ponosiłby dodatkowych kosztów zatrudnienia w czasie kryzysu, kiedy wiele firm musi obcinać wszelkie wydatki.
     Zmniejszenie wymiaru czasu pracy wiązałoby się z otrzymywaniem odpowiednio niższego wynagrodzenia. Mimo wszystko rozwiązanie to jest korzystne dla pracowników, gdyż mogliby oni liczyć na dodatkowe wsparcie finansowe z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.  Projekt zaproponowany przez pracodawców jest bardzo potrzebny z punktu widzenia polskiej gospodarki, ponieważ pozwala zmniejszyć koszty związane z wypłacaniem zasiłków osobom bezrobotnym. Sprzyja również aktywizacji pracowników, dla których bardziej opłacalne będzie utrzymanie dotychczasowej posady w mniejszym wymiarze czasowym, niż porzucenie pracy i utrzymywanie się z zasiłku.
     Instytucja „częściowego bezrobocia” jest zaplanowana jako rozwiązanie tymczasowe, którego zastosowanie byłoby możliwe jedynie wtedy, gdy dane przedsiębiorstwo znajdzie się w trudnej sytuacji finansowej. Z opcji „półbezrobocia” będą mogli skorzystać tylko ci pracodawcy, którzy z góry zadeklarują ile czasu potrzebują, by poradzić sobie z problemami finansowymi. „Częściowe bezrobocie” nie może jednak trwać dłużej, niż pół roku. Jest to bardzo krótki czas w porównaniu z terminami obowiązującymi w krajach Europy Zachodniej, gdyż na przykład w Luksemburgu okres ten wynosi aż 3 lata.
     Rozmowy pracodawców ze związkami zawodowymi na temat „częściowego bezrobocia” powoli dobiegają końca. O wejściu w życie powyższych ustaleń zadecyduje rząd, lecz pracodawcy już teraz zastrzegają, że zgodzą się na wprowadzenie „półbezrobocia” tylko wtedy, gdy powstaną indywidualne konta czasu pracy oraz roczne rozliczenia czasu pracy.

Wpisane 20:32, 15 luty 2009 przez Nina

     W Polsce problem niepełnosprawności jest nieustannie spychany na dalszy plan. Dopiero niedawno stało się o nim głośno dzięki kampanii społecznej zatytułowanej „Niepełnosprawni – pełnosprawni w pracy”. Dzięki niej wielu pracodawców nie tylko wyzbyło się stereotypów dotyczących pracowników upośledzonych fizycznie lub umysłowo, ale także poznało liczne korzyści płynące z zatrudnienia osób niepełnosprawnych. O tym, dlaczego warto zatrudniać ludzi dotkniętych kalectwem napiszemy innym razem, dzisiaj bowiem skupimy się na przywilejach, na które mogą liczyć niepełnosprawni, prowadzący aktywne życie zawodowe.
     Pracowników upośledzonych fizycznie lub umysłowo obowiązuje skrócony czas pracy. Oznacza to, że nie mogą oni pracować dłużej, niż 8 godzin na dobę i 40 godzin tygodniowo. Jeśli w grę wchodzi umiarkowany lub znaczny stopień niepełnosprawności, to czas pracy ulega dodatkowemu skróceniu i wynosi 7 godzin dziennie oraz 35 godzin tygodniowo. Osoba dotknięta kalectwem nie może wykonywać obowiązków służbowych w godzinach nocnych, ani też w ramach nadgodzin – wyjątkiem jest zatrudnienie przy pilnowaniu osób lub mienia. Warto przy tym pamiętać, że skrócenie czasu pracy nie jest równoznaczne z obniżeniem wartości wynagrodzenia niepełnosprawnego pracownika. Niepełnosprawnemu przysługuje także prawo do zrezygnowania z tego przywileju, jednak jest to możliwe tylko wtedy, gdy lekarz nie stwierdzi żadnych przeciwskazań zdrowotnych do wykonywania pracy w normalnym trybie.
     Wielu dotkniętych kalectwem pracowników musi wykonywać ćwiczenia gimnastyczne, które mają na celu zwiększenie ich sprawności, lub też potrzebuje więcej odpoczynku ze względu na zły stan zdrowia. To właśnie dla nich przeznaczona jest dodatkowa piętnastominutowa przerwa, która jest wliczona do czasu pracy.
     Pracownicy, u których stwierdzono umiarkowany lub znaczny stopień niepełnosprawności mają prawo do wykorzystania dodatkowych dziesięciu dni roboczych w ramach urlopu wypoczynkowego. Przywilej ten przysługuje od momentu przepracowania roku od dnia, w którym stwierdzono umiarkowany lub znaczny stopień niepełnosprawności.
     Osoby dotknięte kalectwem mogą bez przeszkód uczestniczyć w turnusach rehabilitacyjnych. Jeśli niepełnosprawny zdecyduje się na udział w turnusie trwającym nie więcej, niż 21 dni roboczych, zachowa on prawo do otrzymania wynagrodzenia za czas zwolnienia od pracy. Pracodawca zapłaci także za dni, w których niepełnosprawny pracownik będzie brał udział w zabiegach, wykonywał badania, a także zaopatrywał się w sprzęt ortopedyczny, bądź naprawiał niezbędne mu urządzenia medyczne. Wynagrodzenie za dodatkowy urlop będzie jednak przysługiwało wyłącznie wtedy, gdy wykonanie powyższych czynności będzie możliwe jedynie w czasie pracy. Możliwość uzyskania płatnego zwolnienia w opisanych wyżej sytuacjach dotyczy tylko niepełnosprawnych, u których stwierdzono umiarkowany lub znaczny stopień niepełnosprawności.
     Pracownicy dotknięci kalectwem są dodatkowo chronieni przez polskie prawo. Wydaje się więc, że gdyby nie wciąż obecne w naszym społeczeństwie stereotypy i uprzedzenia w stosunku do osób upośledzonych fizycznie lub umysłowo, niepełnosprawni mogliby z powodzeniem osiągać dobre wyniki w pracy bez ryzyka poniesienia uszczerbku na zdrowiu.

Wpisane 22:38, 12 luty 2009 przez Nina

     Zwiększona konkurencja oraz rosnące oczekiwania klientów sprawiają, że firmy, które chcą być nadal atrakcyjne dla konsumentów nie mogą zniechęcać klientów niefachową obsługą, bądź lekceważeniem ze strony pracowników. Dotyczy to przede wszystkim przedsiębiorstw, dla których priorytetem jest kontakt pracownika z klientem, chodzi więc przede wszystkim o restauracje, kawiarnie, banki oraz sklepy. Trudno jednak obserwować ekspedientkę lub kelnera przez 8 godzin dziennie, by móc zweryfikować ich nastawienie na potrzeby konsumenta. Coraz bardziej powszechnym sposobem na skuteczne kontrolowanie pracowników zajmujących się obsługą klienta jest wynajęcie zewnętrznego audytora, który obiektywnie oceni jakość oraz efektywność pracy personelu.
     Tajemniczym klientem, bo o nim właśnie mowa, może zostać każdy. Nie trzeba mieć żadnego doświadczenia zawodowego, konkretnego wykształcenia, bądź szczególnych umiejętności – wystarczy być osobą dokładną, która lubi wypełniać ankiety i dysponuje kilkoma godzinami wolnymi w miesiącu. Warto jednak pamiętać, że w Polsce tajemniczy klient nie zdoła się utrzymać wyłącznie z obserwacji pracy kelnerów, ekspedientek czy doradców klienta. Jest to raczej praca dodatkowa, dzięki której można dorobić od kilkudziesięciu do kilkuset złotych miesięcznie. Jeśli zadaniem audytora jest na przykład wizyta w restauracji, bądź zrobienie zakupów w sklepie obuwniczym, to wszystkie zakupione przez niego przedmioty będą stanowiły dodatkową formę wynagrodzenia.
     Praca tajemniczego klienta nie należy do zajęć szczególnie trudnych, bądź męczących. Ogranicza się ona do wcielania się w rolę przeciętnego klienta i dokonywania oceny zachowania personelu względem konsumenta. „Sklepowy detektyw” sprawdza więc uprzejmość i zaangażowanie pracowników, szybkość obsługi oraz estetykę pomieszczeń, w których prezentowany jest towar. Nierzadko tajemniczy klient testuje też cierpliwość nieświadomego kontroli personelu prosząc o pokazanie kilkunastu par spodni, bądź narzekając na źle doprawioną potrawę. Najważniejszą częścią pracy w tym zawodzie jest jednak wypełnianie ankiet stworzonych na podstawie indywidualnych oczekiwań pracodawcy oraz norm ustalanych dla danego stanowiska. Oczywiście personel nie może zorientować się, że dany klient jest audytorem, gdyż zdyskwalifikowałoby to całe badanie. Dla większego bezpieczeństwa tajemniczy klienci wypełniają ankiety dopiero po opuszczeniu miejsca kontroli. Wyniki badań są następnie przesyłane pracodawcom przez Internet.
     Gdzie można szukać pracy na tym stanowisku? Tajemniczych klientów poszukują najczęściej firmy zajmujące się organizowaniem badań opinii publicznej, a także agencje modelek i hostess oraz przedsiębiorstwa organizujące różnego rodzaju eventy.  Choć tajemniczy klienci pracują już na terenie całej Polski i przeprowadzają badania zarówno dla międzynarodowych koncernów, jak i dla niewielkich restauracji, bądź sklepików, to jednak stosunkowo trudno jest znaleźć zatrudnienie w tym zawodzie. Oferty pracy pojawiają się rzadko, gdyż najbardziej cenione są osoby z polecenia, których zaangażowanie oraz lojalność wobec pracodawcy zostały już potwierdzone. Kandydaci do pracy na tym stanowisku mogą jednak także wypełnić ankiety rekrutacyjne, które znajdują się na stronach firm badających opinie konsumentów oraz oferujących kompleksową obsługę przedsiębiorstw z zakresu merchandisingu, promocji towarów itp.

Wpisane 21:31, 7 luty 2009 przez Nina

     O mobbingu zaczęło być głośno na gruncie polskim dopiero kilka lat temu, pomimo tego, że zjawisko to już dawno zostało odkryte i rozpoznane w Europie Zachodniej oraz Stanach Zjednoczonych. Większości osób słowo mobbing kojarzy się z upokarzaniem pracowników przez pracodawcę oraz stosowaniem psychicznej, bądź fizycznej przemocy wobec podwładnych w miejscu pracy. Nie zawsze nasze wyobrażenia o danym zjawisku są jednak całkowicie zgodne z prawdą. Taka sytuacja ma miejsce również w przypadku mobbingu. Kiedy więc możemy mówić o jego istnieniu?
     Do przejawów mobbingu zaliczamy wszystkie działania mające na celu szykanowanie, poniżanie i izolowanie pracownika, bądź czynności stanowiące próbę jego wyeliminowania z zespołu. Mobbing może być uprawiany nie tylko przez pracodawcę, ale również przez kierownika działu lub współpracowników, jednak winą zawsze obciążony zostaje pracodawca. To w jego gestii leży bowiem dbanie o dobrą atmosferę w firmie i zwalczanie jakichkolwiek przejawów szykanowania podwładnych.
     O zaistnieniu mobbingu można mówić wtedy, gdy negatywne działania przeciwko pracownikowi (lub pracownikom) podejmowane są od dłuższego czasu. Nie można więc nazwać przejawem mobbingu zwolnienia z pracy, bądź zmniejszenia premii uznaniowej. Według książkowych przykładów mobbing pojawia się wtedy, gdy szykanowanie pracowników trwa co najmniej od sześciu miesięcy i powtarza się w miarę regularnie – minimum raz w tygodniu. Pamiętajmy jednak o tym, że podane wyżej terminy mają charakter umowny. Jeśli bowiem dochodzi do rozprawy, w której pracodawca zostaje oskarżony o stosowanie mobbingu, to sytuacja poszkodowanego jest za każdym razem rozpatrywana indywidualnie.
     Wprawdzie szykanowanie i ośmieszanie pracujących ludzi może mieć miejsce w każdym zakładzie pracy, jednak nie zawsze tego typu działania będzie można określić mianem mobbingu. Opisywane przez nas zjawisko dotyczy bowiem wyłącznie pracowników wykonujących obowiązki służbowe w ramach umowy o pracę, mianowania, powołania lub wyboru oraz spółdzielczej umowy o pracę. Osoby zatrudnione na podstawie zlecenia, umowy o dzieło lub umowy agencyjnej nie kwalifikują się do tzw. grupy pracowników (vide artykuł 2 Kodeksu Pracy), co oznacza, że zgodnie z polskim kodeksem pracy nie może stać się ofiarami mobbingu.
     Mobbingiem nie można nazwać wydawania poleceń, których zadaniem jest usprawnienie pracy w firmie. Szykanowaniem pracownika jest już jednak uporczywe zwracanie uwagi, które obniża samoocenę podwładnego oraz prowadzi do jego ośmieszenia, bądź upokorzenia (i występuje w dłuższym przeciągu czasowym). Niektórzy pracownicy uważają, że kontrolowanie przebiegu oraz efektów ich pracy to przejawy mobbingu. Są oni w błędzie, gdyż samo dokonywanie kontroli nie nosi znamion tegoż zjawiska, co innego jednak, gdy kontrola będzie jedynie punktem wyjścia do psychicznego znęcania się nad pracownikiem.
     Czy masz jakieś doświadczenia związane z mobbingiem, o których chciałbyś opowiedzieć? Jeśli tak, to czekamy na Twój komentarz.